Sport.pl

Zaciskamy kciuki za drugie złoto dla wielkopolskiego olimpijczyka. Kto może o nie powalczyć?

We wrześniu 2000 roku podczas treningu w mokrym od deszczu kole do rzutu młotem potężny poznaniak Szymon Ziółkowski poślizgnął się i wywalił jak długi. Potłukł się, ale pozbierał. Posiniaczony stanął do konkursu finałowego i... wygrał. W tych niecodziennych okolicznościach Wielkopolska zdobyła jedyny dotąd złoty medal olimpijski. Jeden na 88 lat startów, jeden wśród 62 krążków wiszących na ścianie Polskiego Komitetu Olimpijskiego. Trzeba sobie powiedzieć prosto w oczy - to jest dorobek tak mizerny, że aż żenujący. Wielkopolska na igrzyskach olimpijskich jest czerwoną latarnią, ustępuje nie tylko Mazowszu czy Śląskowi, ale nawet mniejszym regionom np. Kujawom. Rozpoczynające się właśnie igrzyska w Londynie to okazja, by to zmienić. By przełamać złą passę. By dołączyć do portretu Szymona Ziółkowskiego kolejne podobizny mistrzów w laurowych wieńcach. W ankiecie, którą rozpisaliśmy na POZNAN.SPORT.PL na pytanie 'Czy Wielkopolska zdobędzie w Londynie złoty medal olimpijski?' tylko 20 procent respondentów odpowiedziało 'nie'. Wierzymy zatem w naszych sportowców. W kogo najbardziej? Za kogo szczególnie będziemy trzymali kciuki?

Aneta Konieczna (kajakarstwo)

zaczyna 6 sierpnia, finał 8 i 9 sierpnia

dotychczasowe starty olimpijskie: Atlanta 1996, Sydney 2000 (brąz), Ateny 2004 (brąz), Pekin 2008 (srebro)

Pod koniec londyńskich igrzysk wystartuje ta, za którą kciuki trzymać będziemy chyba najmocniej. Nie tylko dlatego, że Aneta Konieczna jest nasza multimedalistka i jeśli zdobędzie złoto olimpijskie, którego dotąd nie miała, wówczas wyjdzie na pierwsze miejsce w klasyfikacji wszech czasów. Jeszcze bardziej dlatego, że Aneta Konieczna startuje w Londynie mimo i na przekór choroby nowotworowej, z którą zmagała się jeszcze dwa miesiące temu.

- W kwietniu dowiedziałam się, że muszę przejść poważny zabieg. Przeszłam go w maju i teraz wracam do dyspozycji. Wszystko zależy od tego, jak szybko znajdę się w dawnej formie - mówiła niedawno, starając się zachować spokój. Nie spodziewała się bowiem na początku sezonu, że przyjdzie jej w tym roku stoczyć walkę tak trudną, tak ważną i tak wyniszczającą. Walkę o powrót do zdrowia, o przetrwanie.

Zwycięstwo Anety Koniecznej (niegdyś pływała pod panieńskim nazwiskiem Pastuszka) w Londynie miałoby zatem szerszy wymiar niż tylko sportowy. Byłby to równocześnie triumf nad chorobą.

Jakie szanse ma Polka? Jak sama mówi: - Intuicja mi podpowiada, że zdobędę medal, a intuicja nigdy mnie nie zawodzi.

Trzeba jednak pamiętać o tym, że w związku z kłopotami zdrowotnymi kajakarka Warty Poznań została wycofana ze swej koronnej konkurencji, czyli kajakowej dwójki. Na Mistrzostwach Europy z jej dotychczasową partnerką Beatą Mikołajczyk płynęła Karolina Naja. I to właśnie ta para ma wystartować w dwójce w Londynie.

Aneta Konieczna została sama - popłynie w jedynce. A nie robiła tego od lat.

- Ostatni raz w zawodach o stawkę pływałam w jedynce na igrzyskach w Atenach. Potem pływałam już dwójkę - mówi. - Ale czuję się mocna i akurat w jedynce jeszcze nie jestem spełniona. Na dodatek rywalki nie wiedzą, co pływam w jedynce, a ja wiem, jak one sobie radzą.

Finał jedynek - 9 sierpnia. Kajakarka z Poznania pozostała także w składzie kajakowej czwórki, która ma swój finał 8 sierpnia.

Szymon Ziółkowski Szymon Ziółkowski Fot. DOMINIC EBENBICHLER REUTERS

Szymon Ziółkowski (lekkoatletyka)

zaczyna 3 sierpnia, finał 5 sierpnia

dotychczasowe starty olimpijskie: Atlanta 1996, Sydney 2000 (złoto), Ateny 2004, Pekin 2008

To nie tylko sentyment do starego mistrza, którego samotny portret wisi w sali AZS na ścianie, którą miały zdobyć podobizny mistrzów olimpijskich. To także realna wiara w możliwości siłacza z Poznania, który w swych startach jest niezwykle pragmatyczny. Kiedy przychodzi mu walczyć na mityngach, imprezach pośredniego znaczenia, uzyskuje często kiepskie wyniki. Naprawdę mobilizuje się dopiero wtedy, gdy trzeba stanąć do walki przed kamerami na imprezach najwyższej rangi.

Wielki stadion, mnóstwo widzów, transmisje telewizyjne, paraliżująca dla wielu zawodników stawka - oto prawdziwy żywioł Szymona Ziółkowskiego. Łatwo go zatem zlekceważyć, gdy widzi się jego wyniki w trakcie sezonu. Przyjdzie jednak start w sezonie najważniejszy i 36-letni młociarz z Poznania będzie się liczył.

W tym roku tak właśnie było - Szymon Ziółkowski raził oczy słabymi wynikami w granicach 73 metrów i niżej (gdy w 2001 roku zostawał mistrzem świata, rzucał 83 metry - dziesięć metrów dalej!). Przyszły jednak niedawne Mistrzostwa Europy w Helsinkach i - proszę - poznaniak od razu włączył się do walki o podium. Zdobył brązowy medal.

- Bo ja jestem przyczajony tygrys, ukryty smok - mawia. I nie zamierza bynajmniej kończyć Londynem długiej, osiemnastoletniej już kariery. Zamierza jeszcze wystartować na następnych igrzyskach w 2016 roku w Rio de Janeiro. - W młocie albo w ... golfie, który bardzo lubię - zaznacza.

Specyfikę igrzysk zna jak mało kto. Startował na nich już czterokrotnie. - Nie da się ich porównać z czymkolwiek. To najwspanialsza impreza - mówi. - No i jest tam świetne żarcie, co dla potężnego młociarza jest ważne - dodaje.

Jest jeszcze jeden argument przemawiający za młociarzem AZS Poznań. Kiedy w 2000 roku wywalczył w Sydney jedyne dla Wielkopolski olimpijskie złoto, lało. Australijska słota najpierw wywróciła olbrzyma w kole podczas treningu, ale potem pomogła mu zwyciężyć.

A przecież tegoroczne igrzyska odbywają się w Londynie - stolicy europejskiego deszczu.

Marta Walczykiewicz (kajakarstwo)

zaczyna 6 sierpnia, finał 8 i 9 sierpnia

dotychczasowe starty olimpijskie: debiut

Młodziutka, blondwłosa, na pozór delikatna kajakarka KTW Kalisz stała się sławna, gdy amerykańska gazeta ''USA Today'' opublikowała swój tradycyjny ranking typujący kandydatów do medali w Londynie. ''USA Today'' robi to co cztery lata i owo typowanie zawsze staje się w świecie sławne, często komentowane.

Przed Londynem amerykańska gazeta wskazała tylko jedno nazwisko sportowca z Wielkopolski na najwyższym stopniu podium - blondynki z Kalisza, Marty Walczykiewicz. Ma to być jeden z dwóch złotych medali dla Polski na najbliższych igrzyskach - drugi ma zdobyć sztangista Adrian Zieliński.

Nazwisko kaliszanki trudno pewnie Amerykanom wymówić, ale o tym, ze jest ona trzykrotna wicemistrzynią świata w ostatnich trzech latach, z czego dwukrotnie w wyścigach jedynek - wiedzą. Kajakowa jedynka to domena kaliskiej zawodniczki.

Marta Walczykiewicz na wieść o publikacji ''USA Today'' była bardzo zaskoczona. - Nie wiem, jak oni to wyliczyli? Dlaczego akurat ja? Przecież dotąd przypływałam najczęściej druga - zauważa i dodaje: - Mogę mieć tylko nadzieję, że się nie mylą.

My też mamy taką nadzieję, zwłaszcza że dzięki temu Marta Walczykiewicz przeszłaby do historii. Kajakarstwo to sport, który jest domeną Poznania. Co cztery lata nasi zawodnicy jadą na igrzyska z nadzieją na złoto. I co cztery lata wracają z niczym. Do tej pory żadnemu polskiemu kajakarzowi ani kajakarce nie udało się wywalczyć olimpijskiego złota.

Ktoś musi być przecież pierwszy...

Julia Michalska i Magdalena Fularczyk trenują w Wałczu przed Igrzyskami Olimpijskimi Julia Michalska i Magdalena Fularczyk trenują w Wałczu przed Igrzyskami Olimpijskimi Fot. Cezary Aszkiełowicz / Agencja Gazeta

Julia Michalska (wioślarstwo)

zaczyna 29 lipca, finał 4 sierpnia

dotychczasowe starty olimpijskie: Pekin 2008

Wioślarstwa w żadnym wypadku nie należy mylić z kajakarstwem! Tu pływa się tyłem i na dodatek mocno pracując nogami. Wioślarstwo jest sportem tak ciężkim, że długo rywalizowali w nim tylko mężczyźni. Nie jest to bowiem pływanie sobie po jeziorku w rytm piosenki ?Ach jak przyjemnie kołysac się wśród fal?, ale ciężka, wyciskająca odcisku na dłoniach walka z wodą. Dziś jednak i kobiety chwytają za wiosła, a Julia Michalska to sztandar wielkopolskiego wioślarstwa.

A przy okazji to jedna z najsympatyczniejszych, najenergiczniejszych i najbardziej lubianych sportsmenek w całym regionie.

Wszędzie jej pełno, zawsze jest uśmiechnięta i skora do rozmów. Przez lata startów stała się już nie tylko znakomitą wioślarka, ale także celebrytką.

Niewielu sportowców dostarczyło nam jednak takich radości, jak ona. W 2009 roku, gdy mistrzostwa świata w wioślarstwie rozgrywane były w Poznaniu, wywalczyła złoty medal w dwójce podwójnej ze swą partnerką Magdaleną Fularczyk. Przed własną publicznością, w domu! Jak wtedy mówiła, fajnie jest być najlepszym na świecie.

?Dwójka podwójna?, czy to nie brzmi trochę jak pleonazm? Nie, ta dziwaczna nazwa ma swój sens. Otóż ?dwójka? dlatego, że w łódce płyną dwie zawodniczki, jedna za drugą. A ?podwójna? dlatego, że mają wiosła po obu stronach łodzi, w każdej z rak. Są bowiem jeszcze dójki pojedyncze, gdy jedno wiosło trzymane oburącz wiosłuje z prawej, a drugie - z lewej strony łodzi.

Julia Michalska wiosłuje od lat. Powiada, że to już nałóg. A najbardziej emocjonują ją te momenty, gdy męczy się razem z partnerką, a wciąż ma poczucie, że może jeszcze więcej. A moment, gdy rufa łodzi wychodzi z wody i śmiga po fali, uważa wręcz za magiczny.

Wraz z Magdaleną Fularczyk startowały kiedyś w wadze lekkiej (obowiązuje w niej limit wagowy zawodniczek), ale teraz walczą w klasie otwartej, bo wagi lekkiej na igrzyskach nie ma. Z konkurencja jest potężniejsza od tych dwóch filigranowych polskich wioślarek. Magdalena Fularczyk (do niedawna poznanianka, teraz jednak bydgoszczanka) opowiada taką oto anegdotę: - Lecę samolotem. Kolega mówi, patrz, jaki fajny zegarek ma tamten facet na miejscu z przodu. Ja do niego, coś ty to nie żaden facet tylko moja rywalka, Kathrine Greinger.

Julka i Magda są jednak gotowe do walki. Szykowały się długo, z jedna przerwą. Magdalenie Fularczyk zmarł tata. Wycofały się wtedy ze startu w Pucharze Świata w Belgradzie.

Będą wiedziały, komu zadedykować triumf w Londynie.

Żaneta Glanc Żaneta Glanc Fot. KAI PFAFFENBACH REUTERS

Żaneta Glanc (lekkoatletyka)

zaczyna 3 sierpnia, finał 4 sierpnia

dotychczasowe starty olimpijskie: Pekin 2008

Podczas poprzednich igrzysk w Pekinie nie wyszło - poznańska dyskobolka spaliła wszystkie trzy próby i nie weszła do finału. A już wtedy mówiło się, że ''może powalczyć''. Wtedy, w Pekinie złoty medal olimpijski zdobyła Amerykanka Stephanie Brown wynikiem 64,74 m. Poznanianka niedawno wynikiem 65,34 m pobiła podczas zawodów w niemieckim Halle swój rekord życiowy w rzucie dyskiem.

Ten wynik w Pekinie dałby jej złoto. Co da w Londynie, o ile oczywiście Żaneta Glanc rzuci dyskiem tak daleko?

Dziś na światowych rzutniach w dysku rządzi Rosjanka Daria Piszczalnikowa, która rzuca powyżej 70 metrów. Jest Niemka Nadine Müller, świetna Chorwatka Sandra Perković, kubańska mistrzyni Yarelys Barrios, Amerykanki i Chinki. Jakie szanse ma Polka?

Dotąd przekleństwem Żanety Glanc były czwarte miejsca. Czwarta była na mistrzostwach świata w 2009 roku w Berlinie, także na ostatnich w 2011 roku w Tegu. Czas wspiąć się wyżej.

Joanna Fiodorow Joanna Fiodorow Fot. KAI PFAFFENBACH REUTERS

Joanna Fiodorow (lekkoatletyka)

zaczyna 8 sierpnia, finał 10 sierpnia

dotychczasowe starty olimpijskie: debiut

Młoda młociarka AZS Poznań szturmem wdarła się na światowe rzutnie. Nic jednak dziwnego, skoro jej trenerem jest sam Czesław Cybulski, który wychował wcześniej mistrza olimpijskiego Szymona Ziółkowskiego czy rekordzistkę świata Anitę Włodarczyk. Z obydwojgiem rozstał się w gorących okolicznościach, ale z Joanną Fiodorow na razie się nie pokłócił. Ta młociarka jest bowiem wciąż na dorobku.

Joanna Fiodorow to zawodniczka, która ma być następczynią Anity Włodarczyk. Też trenowała pod mostem św. Rocha w Poznaniu, który jest kuźnią polskich talentów w rzucie młotem. jej 74,18 m uzyskane w tym roku w Bydgoszczy to wynik pozwalający myśleć o wysokim miejscu w Londynie.

- Potencjał w tej dziewczynie jest, ale wciąż boi się ona żelastwa. Jest ułożonym dzieckiem, a trening młociarzy bywa brutalny - mówi o niej trener Czesław Cybulski.

Matryna Synoradzka (z prawej) Matryna Synoradzka (z prawej) REUTERS/STRINGER/ITALY

Małgorzata Wojtkowiak i Martyna Synoradzka (szermierka)

zaczynają 28 lipca, finał 28 lipca i 2 sierpnia

dotychczasowe starty olimpijskie: Pekin 2008

- Zupełnie się spaliłam się psychicznie. Stres był tak wielki, że przygniótł mnie, gdy weszłam do sali w Pekinie. Teraz będzie już jednak inaczej - mówi Małgorzata Wojtkowiak z AZS Poznań, jedna z dwóch polskich florecistek, które startują w Londynie już w sobotę. Drugą jest Martyna Synoradzka. Obydwie walczyć będą w turnieju indywidualnym, a potem także drużynowym. W nim droga do medalu jest krótsza i obejmuje tylko trzy wygrane mecze. Pierwszy będzie jednak z trudną ekipą Francji.

Martyna Synoradzka to debiutantka, ale sprawia wrażenie zawodniczki rutynowanej. Spokojna, konkretna, nawet powieka jej nie drgnie. - Nigdy nie byłam na igrzyskach, ale nie czuję stresu - mówi. Małgorzata Wojtkowiak jest bardziej wygadana i bardziej doświadczona.

Żadnej z poznanianek w Londynie nie będzie towarzyszyła rodzina ani bliscy. - Mogłyśmy wykupić bilety dla znajomych, ale zrezygnowałam. Należą do tych, którzy nie lubią mieć bliskich na widowni - mówi Małgorzata Wojtkowiak.

Martyna Synoradzka tylko kiwa głową: - Ja tak samo - mówi.

Tomasz Kaczor i Marcin Grzybowski (kajakarstwo)

zaczynają 7 sierpnia, finał 9 sierpnia

dotychczasowe starty olimpijskie: Pekin 2008

Kiedyś pływali osobno, teraz tworzą dwójkową osadę. Jeśli zdobędą złoto, to ... na klęczkach. Tak się właśnie pływa w kanadyjce. W przyklęku na jedno kolano, wiosłując zawzięcie oburącz. Kiedyś na takich łodziach północnoamerykańscy Indianie przewozili bobrze skóry i zapasy. Teraz indiańskie kanu jest konkurencją olimpijską, a o złoto będą na nich walczyć dwie blade twarze z Poznania.

Marcin Grzybowski jest z Posnanii, a Tomasz Kaczor - z Warty. Potężne bary zdradzają ich domenę - zagarnianie wody pagajem. Kwalifikacje olimpijską wywalczyli podczas zawodów na Jeziorze Maltańskim w Poznaniu.

- Skróciliśmy wiosła i teraz pływamy szybciej. Mamy też pomiary komputerowe, które pokazują nam, jak pracują poszczególne części ciała - mówi Tomasz Kaczor, który przyznaje, że od treningów wysiadają mu już barki. Pływają jednak o 10 sekund szybciej niż chociażby w maju. A czasy, które uzyskują oznaczają...

Nie, lepiej nie zapeszajmy!

Artur Zaczek, Kamil Masztak, Jakub Adamski, Martyna Opoń (lekkoatletyka)

zaczynają 9 sierpnia, finały 10 i 11 sierpnia

dotychczasowe starty olimpijskie: Pekin 2008

Cała grupa poznańskich sprinterów to podopieczni trenera Tadeusza Osika - także poznaniaka i twórcy polskiego sprintu. Jakie szanse mają biali sprinterzy z Polski z czarnoskórymi szybkobiegaczami ze Stanów Zjednoczonych i Karaibów?

Otóż mają, ale w sztafecie.

Bieg rozstawny ma swoją specyfikę. Wiele się tu może zdarzyć. ktoś przekroczy strefę zmian, ktoś zgubi pałeczkę... Nie wiadomo, jak może skończyć się rywalizacja. Także jeśli chodzi o Polaków. Ci bowiem mają zamiar poważnie zaryzykować. - Mamy tajną broń - zdradza trener Tadeusz Osik. - To unikalny sposób robienia zmian. Nasz polski patent, który inni zaczynają już podpatrywać.

To nowatorski sposób zmian i przekazywania pałeczki. Trener Taduesz Oosik zdradza tylko ogólny zarys tego pomysłu: - Strefa zmian obejmuje 20 metrów plus jeszcze 10 metrów nabiegu. Nasz system pozwala maksymalnie zwiększyć prędkość zawodnika startującego do zmiany w chwili otrzymywania pałeczki. jest to jednak system wielce ryzykowny i grozi przekroczeniem strefy zmian - wyjaśnia. - Zmiana jest bowiem dokonywana na 17. metrze, a podanie następuje przez prawy bark na lewy bark, po przekątnej. Start do zmiany następuje z nogi wykrocznej w momencie, który określiliśmy przy pomocy pomiarów strefy zmian i strefy nabiegu. Na ostatnich Mistrzostwach Europy nam się nie udało, gdyż Jakuba Adamskiego, który debiutował w biegu przy tej taktyce, za bardzo wyrzuciło za plecy Kamila Kryńskiego.

Natalia Madaj (z prawej), obok Kamila Soćko Natalia Madaj (z prawej), obok Kamila Soćko Fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta

Natalia Madaj (wioślarstwo)

zaczyna 28 lipca, finał 3 sierpnia

dotychczasowe starty olimpijskie: debiut

Pochodząca z Piły wioślarka Posnanii początkowo pływała w jedynce, potem w dwójce z Magdaleną Fularczyk (nie zdobyły kwalifikacji olimpijskiej do Pekinu), teraz wystartuje w kobiecej czwórce wraz z trzema warszawiankami: Sylwią Lewandowską, Joanną Leszczyńska i Kamilą Soćko. Podczas kwalifikacji w Lucernie ta osada wygrała nad Rumunią i resztą stawki tak wyraźnie, że zaczęliśmy poważnie myśleć o medalu.

- Niespodzianka? Jaka niespodzianka? To bardzo przyszłościowa czwórka. Cała grupa trenuje razem od 2010 roku i jest starannie budowana - mówi trener wioślarek Marcin Witkowski. A komentatorzy już mówią o narodzinach ''żeńskich dominatorek'', w nawiązaniu do znakomitej polskiej męskiej czwórki wioślarskiej, która triumfowała na igrzyskach w Pekinie w 2008 roku.

Katarzyna Pawłowska (kolarstwo)

zaczyna 29 lipca, finał 29 lipca

dotychczasowe starty olimpijskie: debiut

To była wielka sensacja. W torowym wyścigu skreczu podczas kolarskich mistrzostw świata w dalekim australijskim Melbourne w kwietniu tego roku zawodniczka z Kórnika pod Poznaniem zaskoczyła wszystkich. Wyrwała się zza pleców renomowanych rywalek i została mistrzynią świata w kolarstwie.

Torowym jednak. Tymczasem w Londynie wystartuje na szosie. Tu zadanie będzie trudniejsze, gdyż w wyścigach szosowych ważne jest wsparcie koleżanek, które rozprowadzają swą liderką. A zawodniczka z Kórnika będzie sama.

Nie zmienia to faktu, że ten rok jest szczególny dla Katarzyny Pawłowskiej, która dla kolarstwa poświęciła bardzo wiele. - Wszystko zaczęło się od wycieczek rowerowych naszej rodziny. Potrafiliśmy przejechać w weekend od 30 do 60 kilometrów. Później były zawody szkolne, które wygrywała. I tak się to potoczyło - mówi jej ojciec, Mirosław Pawłowski.

Henryk Szost całuje tartan po ukończeniu olimpijskiego maratonu w Atenach w 2004 roku Henryk Szost całuje tartan po ukończeniu olimpijskiego maratonu w Atenach w 2004 roku AP/Dimitri Hatzimoisis

Henryk Szost (lekkoatletyka)

zaczyna 12 sierpnia, finał 12 sierpnia

dotychczasowe starty olimpijskie: Pekin 2008

Maratończyk Grunwaldu Poznań startował już w Pekinie - wbiegł wtedy na bieżnię Ptasiego Gniazda, olimpijskiego stadionu w stolicy Chin, jako 34. Teraz jest jednak w lepszej dyspozycji. W październiku ustanowił drugi czas w dziejach polskiego maratonu, a w marcu tego roku podczas maratonu Lake Biwa w Japonii w deszczu i przy temperaturze pięciu stopni czasem 2:07.39 poprawił rekord Polski Grzegorza Gajdusa.

Łukasz Nowak (lekkoatletyka)

zaczyna 4 sierpnia, finał 4 i 11 sierpnia

dotychczasowe starty olimpijskie: debiut

- W mojej rodzinnej miejscowości - Skoki w pobliżu Poznania - zdobywałem mistrzostwo województwa wielkopolskiego w piłce nożnej. Grałem w pomocy i biegałem praktycznie od jednej do drugiej końcowej linii boiska - wspomina Łukasz Nowak, który w Londynie wystartuje w chodzie. Konkurencji, w której kiedyś wielkie triumfy święcił polski multimedalista olimpijski Paweł Korzeniowski.

Łukasz Nowak omal nie został piłkarzem. Raz rywalizowaliśmy w chodzie, pokonałem kolegów z klasy i tata postanowił zapisać mnie do sekcji lekkoatletycznej właśnie na zajęcia z chodu - opowiada. - Jeśli chodzi o piłkę, jaki nastolatek grałem nieźle, ale pewnie wylądowałbym na drugiej, może pierwszej lidze. A to nie jest szczyt moich marzeń.

Poznaniak opowiada o swoich treningach: - Kiedy zaczynałem treningi trochę się krępowałem, ludzie śmiali się ze mnie. Trenowałem po nocach, chodziłem po lasach. Ale z czasem musiałem dojrzeć i to skrępowanie minęło. Teraz chodzę w centrum Poznania, czy na Malcie. W ogóle nie zwracam uwagi na przechodniów. Ich negatywne reakcje nie robią na mnie wrażenia.

Łukasz Nowak przyznaje, że wziął na poznańskim AWF urlop dziekański, aby przygotować się do startu w Londynie. - Postawiłem wszystko na jedną kartę.

Kiedy startujesz w pierwszym triathlonie, zastanów się, czy rzeczywiście potrzebujesz sprzętu z najwyższej półki Kiedy startujesz w pierwszym triathlonie, zastanów się, czy rzeczywiście potrzebujesz sprzętu z najwyższej półki Fot. Arnulfo Franco AP

Agnieszka Jerzyk (triatlon)

zaczyna 4 sierpnia, finał 4 sierpnia

dotychczasowe starty olimpijskie: debiut

1,5 wpław, do tego 40 km na rowerze i na koniec 10 km biegiem. Jednego dnia, od razu. Tak wygląda triatlon. kto wie, czy Agnieszka jerzyk z Leszna nie ma najtrudniejszej drogi do olimpijskiego medalu spośród wszystkich naszych sportowców. Nadzieja jest, bo Agnieszka to młodzieżowa mistrzyni świata na olimpijskim dystansie triatlonu.

Niegdyś uprawiała lekkoatletykę i biegi przełajowe. Równie dobrze jednak jeździ na rowerze i pływa. W ostatnim starcie przed Londynem, podczas zawodów w Hamburgu zajęła znakomite szóste miejsce. To już światowa czołówka! A dotąd tworzyły ją przede wszystkim zawodniczki z Australii, a także z Nowej Zelandii, USA, RPA czy Niemiec. Leszczynianka była także szósta podczas Mistrzostw Europy w Eljacie w Izraelu.

Kacper Majchrzak (pływanie)

zaczyna 31 lipca, finał 1 i 3 sierpnia

dotychczasowe starty olimpijskie: debiut

Start przesympatycznego młodziana, jakim jest Kacper Majchrzak z Warty Poznań, to spore wydarzenie, gdyż wreszcie, po tylu latach Wielkopolska ma swojego olimpijczyka w pływaniu! To wszak nawiązanie do tłustych czasów poznańskiego pływania, gdy Artur Wojdat i Rafał Szukała zdobywali medale na olimpijskich basenach (a przy okazji grali razem w rockowej kapeli o nazwie Fresh Scurf, czyli Świeży Strupek). Był to przełom lat 80. i 90., a od tej pory Wielkopolska przestała się w pływaniu liczyć. Teraz jednak mamy nowe Termy Maltańskie i ambicje powrotu znaczenia Poznania w tej drugiej co do rangi dyscyplinie olimpijskiej (bo lekkoatletyce).


Marcin Grochal (hokej na trawie)

zaczyna 29 lipca, finał 11 sierpnia

dotychczasowe starty olimpijskie: debiut

Marcin Grochal dopełnia stawkę naszych olimpijczyków, choć nie jest zawodnikiem. To sędzia wytypowany do prowadzenia zawodów w najbardziej z wielkopolskich gier - hokeju na trawie. Polska nie startuje w Londynie, ale będziemy mieli swojego reprezentanta z gwizdkiem.

Poznański sędzia jest zagorzałym fanem Lecha Poznań. - Mam Kartę Kibica i karnet na mecze Kolejorza. Chodzę na nie, gdy tylko mogę i jestem Poznaniu - mówi. Bakcyla hokejowego połknął w 1993 roku, gdy Poznań był organizatorem Pucharu Interkontynentalnego. To była niezwykła impreza, bowiem mecze tego turnieju, szczególnie pojedynku Polaków, gromadziły na Promienistej pełne trybuny! Na hokeju na trawie w Polsce to rzadki przypadek. - Pamiętam, że w 1993 roku, gdy przy Promienistej rozgrywano Inter Cup, pojechałem rowerem na stadion. Było sporo ludzi. Już nie pamiętam jaki to był mecz. To był mój pierwszy kontakt z hokejem. I to na żywo. Mecz spodobał mi się - opowiada.

Sławę przyniosła mu odważna interwencja podczas meczu hokejowego Indii i Pakistanu - dwóch zwaśnionych potęg hokejowych. Opowiada o tym tak: - Sędziowałem w 2008 roku mecz Młodzieżowych Mistrzostw Azji między Indiami i Pakistanem. Doszło do utarczek między graczami. Moje zdjęcia podczas próby rozdzielenia walczących stron trafiły do internetu. Napisano, że znalazłem się w sercu wojny religijnej na boisku.

Więcej o: