65 lat temu Warta Poznań została mistrzem Polski. Kim byli jej piłkarze?

To był najlepszy mecz w stuletniej historii Warty Poznań. Dokładnie 65 lat temu, 30 listopada 1947 roku, Zieloni pokonali na swoim stadionie 5:2 Wisłę Kraków i sięgnęli po drugi w historii, a zarazem ostatni tytuł mistrzów Polski.
Zespół Warty Poznań, mistrzowie Polski z 1947 roku Zespół Warty Poznań, mistrzowie Polski z 1947 roku Fot. Archiwum sekcji piłkarskiej Warty Poznań

Od 0:1 do 5:1 w 20 minut!

W drugim powojennym sezonie mistrza Polski wyłaniano w dwustopniowych rozgrywkach. Najpierw trwały eliminacje do trójki finałowej, która w meczach między sobą rozstrzygała sprawę tytułu. Faworytem była Wisła Kraków, która miała poradzić sobie z AKS Chorzów i broniącą wicemistrzostwa sprzed roku Wartą Poznań.

Mecze Wisły i Warty z chorzowianami nie miały żadnej dramaturgii. AKS przegrał gładko - 0:2 i 1:4 z Wartą oraz 1:4 i 0:3 z Wisłą. Niespodzianką była wygrana poznaniaków 2:0 na terenie Wisły. O mistrzostwie decydował ostatni mecz między drużynami z Poznania i Krakowa zaplanowany na niedzielę, 30 listopada. Gospodarzem była Warta, mogła sobie pozwolić nawet na porażkę 0:2, a i tak zostałaby mistrzem.

Spotkanie rozpoczęło się o godzinie 11.30. Zaledwie pięć minut później z gola cieszyli się krakowianie. Na widowni konsternacja, która nie udziela się jednak Warcie, relacjonował Przegląd Sportowy, którego dziennikarz tak opisywał następne, niezwykłe 20 minut w wykonaniu poznańskich piłkarzy: W 10. min bomba Smólskiego idzie tuż nad poprzeczką. W 12. min Rupa nie dostaje piłki. Ma ją za to Czapczyk. Wystawia Genderę i wyrównanie gotowe. Nie umilkły jeszcze oklaski, a już atak Warty, odebrawszy piłkę przeciwnikowi, rwie naprzód. Gendera wypuszcza pięknie Smólskiego - bomba - i Warta prowadzi 2:1. Za chwilę przebój Smólskiego likwiduje w ostatniej chwili Jurowicz, wybijając piłkę nogą. W 15. min otrzymuje ją Czapczyk od Gendery i myli bramkarza, zmieniając nogę, i efektownym strzałem podnosi wynik na 3:1. Gra jest mimo wszystko żywa i otwarta. W 20. min wolny z 25 metrów, bije ostro Smólski, piłka odskakuje od Jurowicza - i Skrzypniak zdobywa czwartą bramkę dla swych barw. Wisła jednak nie załamuje się, ale ataki Warty są wciąż groźne. Notujemy jeszcze trzeci róg dla Warty i w 31. min Czapczyk po pięknym ataku całej linii zdobywa piątą bramkę dalekim strzałem.

Losy mistrzostwa były przesądzone. Wisła w drugiej połowie odpowiedziała tylko jednym golem. Poznaniacy wygrali 5:2 i po 18 latach znów byli najlepszym zespołem w Polsce.

Warta Poznań - Wisła Kraków 5:2
Bramki:
0:1 Cisowski (5. min), 1:1 Gendera (12.), 2:1 Smólski (13.), 3:1 Czapczyk (15.), 4:1 Skrzypniak (29.), 5:1 Czapczyk (31.), 5:2 Bąkowski (61.)
Warta: Krystkowiak - Weiss, Dusik - Danielak, Groński, Kaźmierczak - Gierak, Gendera, Czapczyk, Skrzypniak, Smólski.
Wisła: Jurowicz - Wapiennik I, Rupa - Wapiennik II, Legutko, Snopkowski - Cisowski, Gracz, Kohut, Artur, Bąkowski.
Sędzia Szperling z Łodzi
Widzów 20 tys. (nadkomplet)


Feliks Krystkowiak - spokojem wyprowadza z równowagi napastników

Jedyny żyjący mistrz Polski AD 1947.

Z relacji ówczesnego kierownika sekcji piłkarskiej Warty, T. Piechowiaka: Bramkarz, lat 22, wzrost 186 cm, z zawodu tokarz, pracuje w zakładach HCP, żonaty, wstąpił do Warty w roku 1945. W nim widzę sportowca pierwszorzędnego. Jest to duży talent i jestem przekonany, że wkrótce na skutek doskonałych warunków fizycznych znajdzie miejsce w reprezentacji Polski.
Popularny nasz 'Sztachetka' ma jeszcze jedną wielką zaletę. Spokojem swoim wyprowadza z równowagi napastników przeciwnika.


Spodziewanej kariery nie było, a możemy się tylko domyślać, że poszło o dosyć pokręcone losy młodego Feliksa Krystkowiaka. Do 20. roku życia mieszkał wraz z rodzicami w Westfalii. Zaczął tam treningi w polskim klubie Sokół, który Niemcy przemianowali na SV Recklinghausen. Był to jeden z najlepszych klubów w regionie, a Feliks Krystkowiak bronił w nim już jako 16-latek. ''Kiedy wybuchła wojna, zaproponowano mu przyjęcie obywatelstwa niemieckiego. Rzecz jasna, Krystkowiak wychowany w duchu polskim - odmówił. Skutki nie kazały na siebie długo czekać. Został osadzony w obozie karnym 'Zeilchien' na okres 13 tygodni. Wydostał się i po wielu tarapatach wraz z całą rodziną powrócił do kraju do Poznania''.

W reprezentacji nigdy nie zagrał, ale za to jest dziś żywą legendą Warty, z którą przebył drogę od mistrzostwa do trzeciej ligi i z powrotem do drugiej. Był czynnym zawodnikiem aż do 37. roku życia, czyli do 1962 roku. W barwach klubu zaliczył imponujących 529 spotkań.

Feliks Krystkowiak do dziś chodzi na mecze Zielonych.

''Jestem Feliks, czyli szczęśliwy'' - niezwykła opowieść legendarnego bramkarza Warty Poznań.

 

Spodziewanej kariery nie było, a możemy się tylko domyślać, że poszło o dosyć pokręcone losy młodego Feliksa Krystkowiaka. Do 20. roku życia mieszkał wraz z rodzicami w Westfalii. Zaczął tam treningi w polskim klubie Sokół, który Niemcy przemianowali na SV Recklinghausen. Był to jeden z najlepszych klubów w regionie, a Feliks Krystkowiak bronił w nim już jako 16-latek. "Kiedy wybuchła wojna, zaproponowano mu przyjęcie obywatelstwa niemieckiego. Rzecz jasna, Krystkowiak wychowany w duchu polskim - odmówił. Skutki nie kazały na siebie długo czekać. Został osadzony w obozie karnym ?Zeilchien? na okres 13 tygodni. Wydostał się i po wielu tarapatach wraz z całą rodziną powrócił do kraju do Poznania".

W reprezentacji nigdy nie zagrał, ale za to jest dziś żywą legendą Warty, z którą przebył drogę od mistrzostwa do trzeciej ligi i z powrotem do drugiej. Był czynnym zawodnikiem aż do 37. roku życia, czyli do 1962 roku. W barwach klubu zaliczył imponujących 529 spotkań.

Michał Dusik - wodzi rej w tyłach

Lewy obrońca, lat 33, wzrost 176 cm, żonaty, z zawodu kupiec. Sześciokrotny reprezentant Okręgu. Do Warty wstąpił również w 1945 roku. Zawodnik bardzo ambitny i oddany swym barwom. Przezywany przez zawodników ''Guzłem'' jest dobrym taktykiem i wodzi rej na tyłach.

Przed wojną występował w KPW Poznań, jako piłkarz tego klubu został powołany do reprezentacji Polski na mecz w 1938 roku przeciwko Łotwie. W Rydze jednak nie zagrał (na zdjęciu pierwszy z lewej): M. Dusik, B. Gendera i P. Danielak w reprezentacyjnych koszulkach przed meczem Polska-?otwa, r. 1938.

W rozgrywkach konspiracyjnych podczas II wojny światowej Michał Dusik reprezentował zespół Dębca (na zdjęciu drugi z lewej):

Rok 1941 - konspiracyjna dru?yna pozna?skiego D?bca. Od lewej Tarka, Dusik, A. Skowro?ski, Rasz, Jarecki, Halicki, Treja, Atlasi?ski, Tomczak, Polka.

Ze wspomnień Feliska Krystkowiaka o mistrzowskiej drużynie z 1947 roku: - [Michał Dusik] miał w Poznaniu restaurację przy dworcu. Prywatny interes. Któregoś dnia przyszli państwowi urzędnicy i wszystko mu zabrali, zarekwirowali nawet wózek dla dziecka. Zrobiliśmy jednak zbiórkę i Michaś nie odczuł tego aż tak bardzo. Takie były czasy. Nikt nikogo w potrzebie by nie zostawił.

Tadeusz Weiss - zawodnik ambitny o dobrym wykopie

Prawy obrońca, wzrost 166 cm, żonaty, gra w Warcie od 1945 roku. Z zawodu urzędnik zatrudniony w Dyrekcji Handlowej PPK w Poznaniu. Zawodnik ambitny o dobrym wykopie, który powinien w przyszłości wyzbyć się momentu lekceważenia przeciwnika. Przy odpowiedniej pracy nad sobą może znaleźć miejsce w reprezentacji Polski. Dotychczas grał 4 razy w reprezentacji Zw. Zawodowych we Francji i 10 razy w reprezentacji okręgowej.

Stanisław Kaźmierczak - serce drużyny

Lewy pomocnik, lat 33, 178 cm, żonaty, ojciec trojga dzieci. Z zawodu technik drogowo-wodny zatrudniony w Społecznym Przedsiębiorstwie Budowlanym. W reprezentacji Polski grał dwukrotnie, w reprezentacji Zw. Zaw. 5 razy, a w reprezentacji Poznania 22 razy. Do Warty wstąpił w 1936 roku grając przez cały czas na lewym łączniku; ostatnio na pozycji środkowego pomocnika, a w chwili obecnej jako lewy pomocnik. Kaźmierczak jest sercem drużyny. Zawodnik bardzo ambitny i dobry taktyk. Gdyby nie jego odpowiedzialna praca zawodowa, mógłby więcej czasu poświęcić treningom. Spodziewam się, że kapitan PZPN-u nieraz jeszcze sięgnie po Kaźmierczaka.

W 1947 roku zagrał swój jedyny mecz w barwach narodowych, jako jeden z dwóch Warciarzy, obok Bolesława Smólskiego. Od tego czasu żaden piłkarz Warty nie wystąpił już w reprezentacji Polski. Był wychowankiem Korony z poznańskiego Łazarza. W połowie lat 30. trafił do Warty i jeszcze przed wojną został z nią wicemistrzem kraju (1938 rok). - Umiał tak faulować, że sędzia tego nie widział - wspomina Feliks Krystkowiak.

Uczestniczył w kampanii wrześniowej, miał stopień porucznika. Wojnę spędził w obozie w Dobiegniewie, gdzie uczestniczył w rozgrywkach piłkarskich jeńców Oflagu, oczywiście w drużynie o nazwie Warta.

Po zakończeniu kariery był trenerem m.in. w Warcie i Olimpii Poznań. Zmarł w 2003 roku.

Kazimierz Groński - znalazł miejsce na boisku

Środkowy pomocnik, lat 26, wzrost 182 cm, kawaler, z zawodu technik mierniczy. Pracuje w Zarządzie Miejskim. Wychowanek Warty. W reprezentacji Poznania grał 12 razy. Groński dopiero teraz znalazł się na właściwej pozycji - pozycji sztopera. Zawodnik bardzo ambitny; w nim pokładam wielkie nadzieje na przyszłość.

Do Warty trafił jako 14-latek, ale piłką nożną interesował się już jako 8-latek. Nie miał wyjścia. - Praktycznie urodziłem się na boisku [w domu przy ul. Rolnej, tuż obok ówczesnego stadionu Warty]. Od najmłodszych lat przez dziurę w płocie oglądałem piłkarskie mecze i właśnie dzięki temu zacząłem grać w piłkę - mówił kiedyś. Wspominał też: - Ja już od 1935 r. należę do Warty. Wtedy to był prawdziwy sport, grało się dla przyjemności.  Pamiętam, jak trener wyznaczał nam zadania. - Jednemu z obrońców powiedział: "Będziesz go krył, ale piłka nie będzie cię interesowała. Jak on pójdzie do ubikacji to ty pójdziesz za nim".

Reprezentował Wartę w ponad 300 meczach. Po zakończeniu kariery był jej działaczem, podobnie jak w PZPN i okręgowym związku piłki nożnej. Przez wiele lat był organizatorem spotkań kolegów z boiska - mistrzów Polski z 1947 roku. Zmarł w 2003 roku.

Piotr Danielak - przeszedł samego siebie

Prawy pomocnik, lat 34, wzrost 173 cm, żonaty, z zawodu urzędnik, pracuje w Firmie Maggi. Wychowanek Warty. W reprezentacji Polski grał 4 razy, w meczach treningowych 6 razy. Zawodnik ten przeszedł samego siebie. Jako już odstawiony udowodnił wszystkim, że mimo wieku i mimo rozegranych już ponad 400 spotkań znajduje się w doskonałej formie, nieustępując swoją pracowitością swym współpartnerom.

- Miał dość pokaźną tuszę, a każde jego podanie dochodziło co do centymetra - mówi z uznaniem Feliks Krystkowiak. Piotr Danielak (na zdjęciu pierwszy z prawej) zagrał tylko raz w reprezentacji kraju, w 1938 roku, w Rydze przeciwko Łotwie.

M. Dusik, B. Gendera i P. Danielak w reprezentacyjnych koszulkach przed meczem Polska-?otwa, r. 1938.

Piotr Danielak zmarł w 1969 roku.

Bolesław Smólski - jego forma podciągnęła się mocno

Lewoskrzydłowy, lat 25, wzrost 184, kawaler, urzędnik w Dyrekcji Handlowej PPK - wychowanek Warty, grał w reprezentacji dwukrotnie, w reprezentacji Zw. Zaw. 6 razy oraz w reprezentacji Okręgu 20 razy. Posiada doskonałe warunki, przy lepszym opanowaniu techniki ma zapewnione miejsce w reprezentacji Polski. Forma jego w ostatnich spotkaniach podciągnęła się mocno.

Wbrew prognozom Bolesław Smólski zagrał w zespole narodowym tylko raz - w 1947 roku, przeciwko Norwegii. W finałach mistrzostw Polski w tamtym roku strzelił trzy gole dla Warty, w tym jednego w decydującym meczu z Wisłą Kraków. Zmarł w 1979 roku.


Marian Skrzypniak - w sytuacjach bramkowych bardzo niebezpieczny

Lewy łącznik, lat 26, wzrost 171 cm, jako urzędnik pracuje w Ubezpieczalni Społecznej, gra w piłkę nożną od 12 lat, a od lipca 1946 roku w Warcie. Do drużyny ligowej dostał się dopiero w tym roku i z meczu na mecz wykazuje lepszę formę. Ambitny i nieustępliwy, w sytuacjach podbramkowych bardzo niebezpieczny.

30 listopada 1947 roku wbił Wiśle Kraków gola na 4:1, w sumie w tamtych finałach trzy razy pokonał bramkarzy przeciwników.

Henryk Czapczyk - winien wypłynąć na szersze wody

Środkowy napastnik, kapitan drużyny; lat 24, wzrost 178 cm, kawaler, student. W reprezentacji PZPN-u grał jeden raz, w reprezentacji Poznania 6 razy. Wstąpił do Warty po powrocie z Anglii - 1 lipca 1946 roku. Posiada dobre wyszkolenie techniczne i przy pilnym treningu winien wypłynąć na szersze wody. Spodziewam się, że w przyszłym roku zagra w reprezentacji Polski. Gdyby nie jego lekka nerwowość, byłby o wiele przydatniejszym.

Jeden z bohaterów meczu z Wisłą Kraków. Strzelił jej bramki na 3:1 i 5:1. W finałach zdobył w sumie trzy gole. Oto sylwetka Henryka Czapczyka, jednego z najbardziej znanych piłkarzy w historii poznańskiego futbolu (fragment tekstu autorstwa Jana Rędziocha):

Jak niemal każdy zdrowy chłopak uganiał się za piłką na wildeckich łąkach i podwórkach. Czynił to na tyle dobrze, że w 1935 r. został zaproszony przez obserwatorów poznańskiego klubu fabrycznego HCP, gdzie jako uczeń gimnazjum św. Jana Kantego mógł grać jedynie pod pseudonimem - Henczyk (od początku imienia i końca nazwiska). Ze swym klubem wygrał mistrzostwo okręgu juniorów w 1939 r., awansując w rozgrywkach ogólnopolskich do finału, którego rozegranie uniemożliwił już wybuch II wojny światowej.

Dobrze zapowiadająca się kariera piłkarska została brutalnie przerwana na siedem lat. W grudniu 1939 r. został wysiedlony wraz z rodzicami na Kielecczyznę (początkowo do Ostrowca Świętokrzyskiego, później przebywał w Ćmielowie i w końcu w majątku Przeuszyn), gdzie nie zapominał jednak o futbolu. Grał w zespole poznaniaków prowadzonym przez przedwojennego piłkarza Warty Kazimierza Śmiglaka. Jemu właśnie Czapczyk złożył pewną obietnicę, na szczęście możliwą do spełnienia po latach. Obiecał, że zagra w Warcie.

W połowie 1943 r. rozpoczął swoją działalność w podziemnym ZWZ, a niedługo już w partyzantce AK w oddziale majora Zyba. Po skierowaniu do Komendy Głównej AK, młodego podporucznika Mirskiego (to wojenny pseudonim Henryka Czapczyka) właśnie w stolicy zastał wybuch powstania. Walczył pod dowództwem por. Głowackiego, później sam dowodził plutonem szturmowym, był trzykrotnie ranny.

Po kapitulacji Warszawy opuszczał ją jako jeden z ostatnich oficerów, później został jeńcem obozów Alten-Grabow, Muehlenberg i Sandbostel oraz oflagu XC w Lubece. Tam grywał w reprezentacji oficerów polskich, której trenerem był przyszły selekcjoner Polski Tadeusz Foryś, a jednym z jego współtowarzyszy niedoli był znakomity aktor Tadeusz Fijewski. Po oswobodzeniu przez aliantów pracował w randze porucznika jako oficer łącznikowy dla Polskiej Misji Repatriacyjnej i jednocześnie rozpoczął studia handlowe w Anvers. Na wyraźną prośbę matki powrócił do Polski 23 czerwca 1946 r., by już po kilku dniach wystąpić w barwach Warty, spełniając tym samym obietnicę daną trenerowi Śmiglakowi.


Wbrew zapewnieniom matki, nieświadomej przecież sytuacji politycznej, nie miał łatwego życia w ludowej ojczyźnie. I jego w latach 50. dotknęły komunistyczne szykany, rewizje i aresztowania, choć na pewno uniknął większych kłopotów dzięki piłkarskiej karierze. Z Wartą wywalczył najpierw wicemistrzostwo Polski w 1946 r., a rok później już jako kapitan zdobył tytuł mistrzowski. Do legendy przeszedł finałowy mecz z krakowską Wisłą, naszpikowaną reprezentantami Polski. Mimo początkowego prowadzenia gości, Warta w ciągu 20 minut doprowadziła do stanu 5: 1, ostatecznie pokonując wiślaków 5: 2, a sam Czapczyk strzelił dwa piękne gole. Zgromadzona na boisku przy ul. Rolnej publiczność odśpiewała, prawdopodobnie jedyny raz w dziejach polskiego futbolu, nowo kreowanemu mistrzowi kraju hymn narodowy.

Mimo tej wspaniałej atmosfery Henryk Czapczyk, przeniósł się w kolejnym sezonie do rywala zza miedzy - ówczesnego KS ZZK, wkrótce przemianowanego na ZS Kolejarz. Sam tłumaczył ten bulwersujący cały sportowy Poznań transfer naciskami na swego ojca - pracownika ZNTK. Syn pracującego na kolei ojca musiał wszak grać dla Kolejorza... (poniżej tercet ABC, Henryk Czapczyk z lewej)

I to był początek dramatu popularnego "Ciapy". Dla Warty przestał być w pełni swoim, dla Lecha na dobre nigdy się nim nie stał. To paradoks, bo dla obu klubów miał niemałe zasługi. Na Dębcu wraz z Teodorem Aniołom i Edmundem Białasem stworzył legendarne i niezwykle skuteczne trio ABC, w którym pełnił rolę kierownika ataku i miano najlepszego technika. Bardziej stwarzał swym kolegom sytuacje bramkowe, niż sam się w nich znajdował.

Po zakończeniu kariery piłkarskiej był trenerem i działaczem. Henryk Czapczyk zmarł w 2010 roku.

Bolesław Gendera - zawodnik o wysokiej technice

Prawy łącznik, lat 29, wzrost 169 cm, jest urzędnikiem Społecznego Przedsiębiorstwa Budowlanego, żonaty. Wychowanek Warty, w reprezentacji Polski grał dwukrotnie, w treningowych meczach 4 razy, w reprezentacji Zw. Zaw. we Francji 8 razy, w reprezentacji Poznania 26 razy. Zawodnik ten o wysokiej technice uległ na początku sezonu ciężkiej kontuzji i teraz dopiero dochodzi do szczytu formy. Jest on jednym z tych zawodników, na którego zawsze liczyć można.

Poznaniak z ul. Głównej. Co oczywiste w tej sytuacji, był wychowankiem Polonii, ale szybko trafił do Warty Poznań i stał się od razu pupilem zagranicznych trenerów Warty Austriaka Adolfa Riebego i Węgra Karoly Fogla. W lidze zadebiutował już jako 19-latek, a gry w piłkę uczył się u boku bodaj najwybitniejszego piłkarza w historii Warty Poznań, Fryderyka Scherfke.

Jego karierę przerwał wybuch II wojny światowej. W jej trakcie Bolesław Gendera grał w konspiracyjnych rozgrywkach piłkarskich w Poznaniu w zespole Wildy, wraz z wieloma kolegami z Warty. Nie miał szczęścia do reprezentacji narodowej, zagrał tylko w kadrze B, ale za to rok przed zakończeniem kariery został z Wartą Poznań mistrzem kraju. W spotkaniu z Wisłą Kraków strzelił bramkę na 1:1, po której poznaniacy rozbili rywali (w finałach mistrzostw Polski zaliczył trzy trafienia).

Potem został trenerem. Wychował w poznańskiej Polonii i Energetyku - przez kilkanaście lat - wiele znakomitości piłkarskich. Bolesław Gendera zmarł w 1997 roku.

Dionizy Gierak - beniaminek drużyny

Prawoskrzydłowy, lat 19, wzrost 164 cm, kawaler, wychowanej Warty. Zawód mechanik samochodowy, pracuje w Pocztowym Urzędzie Przewozowym. W reprezentacji Poznania grał 2 razy. Jest to beniaminek drużyny, który ma już teraz wszelkie warunki na dobrego piłkarza. O ile będzie brał sport poważniej, zasili wkrótce szeregi reprezentantów Polski.

Najmłodszy w mistrzowskiej ekipie przyczynił się do zdobycia tytułu jednym golem w finałach.

Trener Karoly Fogl - Wartę po prostu kocha

Reprezentował on ponad 100 razy barwy Węgier, a grywał w Ujpest-Budapeszt na prawej obronie. Od roku 1932 jest trenerem. Wartę trenuje poraz wtóry od czerwca 1947 r. (pierwszy raz zaś od roku 1938 do wybuchu wojny). Że Warta znajduje się dzisiaj w takiej formie, że Warta walczy o tytuł mistrza Polski to zasługa trenera Vogla, który po prostu kocha Wartę i całe swe umiejętności przelewa na zawodników. Spodziewam się, że w okresie zimowym trener Vogel zapozna zawodników z dalszymi tajnikami piłkarskimi, popracuje nad ich kondycją, tak, że w przyszłym roku Warta w ciężkich bojach ligowych godnie bronić będzie barw grodu Przemysława.

Węgier Karoly Fogl ponownie był trenerem ''Zielonych'' od lata 1947 roku. Ponownie, bowiem prowadził już Wartę w dwóch ostatnich przedwojennych sezonach. Karoly Fogl był wcześniej znakomitym piłkarzem, prawym obrońcą Ujpestu Budapeszt, wieloletnim kapitanem tej drużyny, reprezentantem Węgier (2 gole w 50 meczach). Zanim Karoly Fogl trafił do Poznania, był trenerem m.in. reprezentacji Bułgarii. W 1939 roku nie udało mu się poprowadzić Warty do mistrzostwa. Zrobił to w drugim powojennym sezonie w Polsce. ?Praca słynnego gracza i trenera węgierskiego nie poszła na marne. Z dobrych i przeciętnych indywidualistów zmontował on jedenastkę, której główną cechą jest zdaje się równomierność?, informowała prasa sportowa w 1947 roku.

Po odejściu z Warty Poznań pracował w Polonii Warszawa. Zmarł w 1969 roku.

Zbigniew Szulc i inni rezerwowi

Niesprawiedliwością byłoby nie wymienić utalentowanych graczy rezerwy. Szulc Zbigniew (na zdjęciu) - lat 28, wzrost 180 cm, żonaty, wychowanek Warty, jest standardowym bramkarzem rezerwowym. Witkowski Marian - lat 26, wzrost 171 cm, wychowanek Warty, gra na lewej pomocy. Kaczmarek Henryk - lat 21, student prawa, grywa w napadzie. Poza tym klub ma bardzo obiecujący zastęp juniorów.

Poza piłkarzami wymienionymi powyżej przez kierownika sekcji, w eliminacjach do turnieju finałowego grali dla Warty także Antoni Koźmiński, Kazimierz Lis, Tadeusz Muszyński, Witold Podeszwa i Edmund Twórz.