Niezwykła historia meczów Warta Poznań - Wisła Kraków

Warta Poznań o swojej pierwszej wizycie Kraków pisała, że Wisła pozwoliła jej wypłynąć ''na szersze wody''. W okresie międzywojennym oba kluby toczyły zażarte pojedynki o mistrzostwo Polski, w ich składach znajdowali się najlepsi piłkarze w kraju, jak Henryk Reyman i Fryderyk Scherfke. Sto lat od założenia Warty Poznań jej zespół może sprawić sporą sensację, eliminując Białą Gwiazdę, mistrza Polski sprzed dwóch lat z Pucharu Polski. Mecz we wtorek o 15.30, relacja na POZNAŃ.SPORT.PL
Warta Poznań przed pierwszym meczem z Wisłą w Krakowie w 1913 roku Warta Poznań przed pierwszym meczem z Wisłą w Krakowie w 1913 roku fot. 25 lat Warty (wydawnictwo jubileuszowe klubu)

''Na dworcu wielki zawód: brak trzech graczy miejscowych...''. Warciarze w kadrze Wielkopolski (1913)

W 1913 roku dziewięciu piłkarzy Warty Poznań zmierzyło się w Krakowie z Wisłą w ramach pierwszej reprezentacji Wielkopolski.

Jeden ze współzałożycieli klubu, Edmund Szyc, którego imieniem nazwano później stadion na Dolnej Wildzie, tak opisuje wyjazd w wydawnictwie na 25-lecie Warty:

''Na adres redakcji 'Pracy', która widocznie docierała też za kordony graniczne, nadeszły pewnego dnia trzy pisma od Tow. Sportowego 'Wisła' w Krakowie, adresowane do Warty, Posnanii i Ostrovii, zapraszające na mecz do Krakowa. Listy doręczyłem komu  należało, ale - rada w radę - uznaliśmy siebie za za słabych do zmierzenia się z mistrzem Galicji i proponujemy wysłanie do Krakowa reprezentacji Wielkopolski. Z gotowością 'Wisła' zaakceptowała.

Na posiedzeniach Związku staczaliśmy homeryczne boje o skład drużyny, o to również jak reprezentację ubrać. Każdy chciałby swoje barwy najlepiej reprezentować. Przedstawiciele Posnanii twierdzili, że ich biało-czerwone barwy najlepiej się nadawają. Zdołaliśmy przeforsować nasze koszulki motywując, że 'Wisła' ubrana jest też biało-czerwono a poza tym, że na naszych koszulkach widnieje herb 'W' - co równie dobrze jak Warta oznaczać może 'Wielkopolska'.

(...) Wyjazd tylko częściowo finansowała 'Wisła', resztę trzeba było graczom samym ponieść. Na dworcu zawód wielki: brak trzech graczy miejscowych i dwóch ostrowskich. Na szczęście wybierali się do Krakowa kibice (!) Malinowski, drugi Kosicki i Szyc Edmund, wszyscy oczywiście z 'Warty', którzy w ten sposób doszli do zaszczytów reprezentacyjnych i ratowali sytuację.

Duże na nas wrażenie zrobiło boisko 'Cracovii' (na którym mecz się odbył). Parkan, trybuny, trawnik były nam dotąd rzeczą nieznaną; a już najwięcej nam zaimponował fakt płacenia wstępnego i bardzo wielka ilość widzów.

1 listopada 1913 r. w składzie:

Najewski (Warta) - E. Kosicki (Warta), Kaczmarek (Warta) - Malinowski (Warta II), Skrzypczak (Posnania), H. Kosicki (Warta) - Marczewski (Ostrovia), Tomaszewski (Warta), F. Szyc (Warta), E. Szyc (Warta), Beym (Warta)

Ulegliśmy Wiśle 0:4 (0:2). Następnego dnia miejsca Malinowskiego i E. Szyca zajęli wezwani telegraficznie Jung i Grzęda (Ostrovia), jednak niewiele to pomogło, bo przegraliśmy 2:9. Bohaterem dnia był Adam Obrubański, strzelając 'Wielkopolsce' 5 bramek. Zaimponował nam 'styl wiedeński' Wisły. (...)

Wisła zatem, jedyny - jak się zdaje - naonczas czysto-polski klub Krakowa, ma zasługę wyprowadzenia wielkopolskiego fotbalu na szersze wody. Jej więc przede wszystkim sport wielkopolski okazać winien wdzięczność i sympatię.''

Warta Poznań - Wisła Kraków, 1922 rok, przywitanie przed meczem na 10-lecie poznańskiego klubu Warta Poznań - Wisła Kraków, 1922 rok, przywitanie przed meczem na 10-lecie poznańskiego klubu fot. 25 lat Warty (wydawnictwo jubileuszowe klubu)

Mecz na 10-lecie Warty, ''piękny i kosztowny upominek w postaci statuy bronzowej'' (1922)

Jak pisze Paweł Pierzchała w książce Z białą gwiazdą w sercu, techniczna i kombinacyjna gra Warty podobała się pod Wawelem, a i postawa oraz boiskowe zachowanie Wisły leżało poznaniakom na tyle, że zaprosili ją na 10-lecie klubu.

Przed pierwszym meczem Wisła wręczyła jubilatce ''piękny i kosztowny upominek w postaci statuy bronzowej''. Potem uprzejmości już nie było, goście wygrali 5:1. Dzień później Wisła dwa razy pozwoliła Warcie wyrównać i towarzyskie spotkanie skończyło się remisem 2:2. Trzy gole w tych spotkaniach zdobył najskuteczniejszy król strzelców w historii mistrzostw Polski, Henryk Reyman.

Wisła Kraków - Warta Poznań 1:2, 1925 rok, pierwszy mecz obu zespołów w mistrzostwach Polski Wisła Kraków - Warta Poznań 1:2, 1925 rok, pierwszy mecz obu zespołów w mistrzostwach Polski fot. Nowości Ilustrowane

Pierwszy bój w mistrzostwach Polski, a sędzia spóźnił się kwadrans (1925)

Przegląd Sportowy nie miał wątpliwości, że pierwszy mecz w oficjalnych rozgrywkach Warta Poznań sprawiedliwie wygrała z Wisłą Kraków 2:1. Mistrzostwo Polski nie trafiło jednak ani do Poznania, ani do Krakowa, a zdobył je trzeci zespół w grupie finałowej - Pogoń Lwów.

''Goście poznańscy grali ładnie i dobrze, z ogromną ambicja i ofiarnością. Podobały się zwłaszcza linje napadu i pomocy. Trójka obrony nie stoi na poziomie drużyny. Jest to charakterystyczne, gdyż objaw słabości tyłów w stosunku do siły napadów obserwujemy w większości lepszych drużyn polskich.

Wisła natomiast była zupełnie bezsilną. Poza kwadransem gry po pauzie, gdy ?Warta" prowadziła już 2:0, drużyna gospodarzy absolutnie nie mogła swą grą nikogo zadowolić. Ten lub ów z graczy miał chwilowe przebłyski lepszej gry, lecz też się na tem kończyło. Gra do pauzy była najzupełniej równorzędną. Charakterystycznem było, że przy licznych i szybko zmiennych atakach - w czem specjalnie celowała Warta -  brak było zupełnie strzałów. W 39 min. w zamieszaniu podbramkowem, po strzale Daberta ze skrzydła, pada pierwsza bramka dla Warty, ładnie splasowana przez Stalińskiego.

(...) Gra po przerwie zanosi się na lepszą - lecz po chwilowem ożywieniu tempo słabnie. Ostry strzał Reymana kieruje Fontowicz nad poprzeczkę. Dopiero w 18 min. przebój prawego łącznika gości Szmyta przynosi im drugą bramkę. (...)

Sędziował p. Mandl z Warszawy, który uważał za właściwe spóźnić się o 15 min. na mecz. (...) Zupełnie też niezrozumiałą była taktyka Warty, kiedy przy stanie 2 : 0 dla niej zrezygnowała ona z akcji ofensywnej, skoro właśnie ta była największym jej atutem. Atakując dalej Warta mogła wygrać 3:0 lub 4:0.''

W rewanżu Wisła zwyciężyła aż 5:0.

Pierwsza strona Przeglądu Sportowego po meczu Warta Poznań - Wisła Kraków (5:0) w 1929 roku Pierwsza strona Przeglądu Sportowego po meczu Warta Poznań - Wisła Kraków (5:0) w 1929 roku fot. Przegląd Sportowy

Warta gromi Wisłę w drodze po pierwsze mistrzostwo Polski (1929)

Triumf Zielonych 5:0 nad Wisłą Kraków musiał trafić na czołówkę Przeglądu Sportowego, a świetna forma poznańskich piłkarzy musiała skończyć się mistrzostwem kraju. To zostało jednak przyznane po walkowerze w spotkaniu Warty z Łódzkim Klubem Turystów (na koniec sezonu pierwsza w tabeli była Garbarnia Kraków). Oto fragmenty relacji ze spotkania Warty z Białą Gwiazdą. Wszystkie gole (trzy Władysława Przybysza, dwa Fryca Scherfkego) padły w drugiej połowie, od 62. minuty począwszy!

''Oczekiwane z tak niezwykłem zainteresowaniem spotkanie mistrza ligi z wicemistrzem zakończyło się wynikiem stanowiącym największą tegoroczną sensację rozgrywek ligowych. Wyniku tego nie spodziewali się nawet najzagorzalsi zwolennicy Warty! Z ręką na sercu przyznać trzeba jednak, że na tak wysoką porażkę Wisła nie zasłużyła, a do sukcesu Warcie wydatnie pomógł bramkarz Koźmin, który trzy pierwsze bramki musi wziąć na swoje sumienie.

Drugim faktem, rzucającym się w oczy, był spadek formy u mistrza Ligi. Gwiazda Wisły zaczyna blednąć! To już nie ta sama Wisła, która w roku ubiegłym szła twardo od zwycięstwa do zwycięstwa, a atak zdobył największą ilość bramek. Obecny atak Wisły nie może się zdobyć nawet na skuteczny strzał, gubi się ustawicznie w hiperkombinacjach. (...)

Warta rozegrała się dopiero w drugiej połowie, gdy padła pierwsza bramka. W przeciągu niespełna 30 minut -- pięć bramek świadczy najlepiej o skuteczności ataków ''zielonych''. Oby ten ostatni sukces był punktem zwrotnym w dotychczasowych ich niepowodzeniach. (...)

Publiczności 5 tysięcy.''

Zespół Warty Poznań, mistrz Polski z 1947 r. Stoją od lewej: Henryk Czapczyk, Bolesław Smólski, Stanisław Kaźmierczak, Kazimierz Groński, Piotr Danielak, Marian Skrzypniak, Dionizy Gierak, Bolesław Gendera i rezerwowy bramkarz Zbigniew Szulc.
W dolnym rzędzie od lewej: Tadeusz Weiss, Feliks Krystkowiak, Michał Dusik. Zespół Warty Poznań, mistrz Polski z 1947 r. Stoją od lewej: Henryk Czapczyk, Bolesław Smólski, Stanisław Kaźmierczak, Kazimierz Groński, Piotr Danielak, Marian Skrzypniak, Dionizy Gierak, Bolesław Gendera i rezerwowy bramkarz Zbigniew Szulc. W dolnym rzędzie od lewej: Tadeusz Weiss, Feliks Krystkowiak, Michał Dusik. Archiwum sekcji piłkarskiej Warty Poznań

Mecz stulecia Warty! Wisła na łopatkach, drugie mistrzostwo Zielonych (1947)

Mecz Warty Poznań z Wisłą Kraków, rozegrany 30 listopada 1947 roku, wygrany przez "Zielonych" 5:2 i dający im tytuł mistrzów Polski, został wybrany przez kibiców Warty "Meczem Stulecia".

Plebiscyt na "Mecz Stulecia" zorganizował klub, obchodzący w tym roku właśnie setną rocznicę powstania. Spotkanie z Wisłą w listopadzie 1947 r. oglądało 17 tys. kibiców ściśniętych na nieistniejącym już dziś stadionie przy ul. Rolnej. Bramki dla Warty strzelili wówczas: Henryk Czapczyk (dwie) oraz Bolesław Gendera, Bolesław Smólski i Marian Skrzypniak.

Do dziś żyje jeden piłkarz Warty, który wystąpił w tym pamiętnym meczu. To bramkarz Feliks Krystkowiak, z którym obszerną rozmowę można przeczytać na POZNAN.SPORT.PL

Jak Warta zdobyła mistrzostwo Polski w 1947 roku? Jak wyglądał mecz z Wisłą Kraków? Oto poświęcony tamtym wydarzeniom fragment tekstu "Dopóki na Ostrówku z Katedry bije dzwon Historia piłki nożnej w Warcie Poznań", który ukazał się w Kronice Miasta Poznania 1/2010.

Legendarny mecz z Wisłą Kraków i drugie mistrzostwo Polski dla Warty Poznań

18 marca 1945 r. w wolnym już Poznaniu doszło do spotkania przedwojennych członków Warty. Klub oficjalnie wznowił wówczas swoją działalność. Już wczesną wiosną piłkarze [ ] rozpoczynają treningi na zdewastowanym boisku przy ul. Rolnej. Dzięki życzliwości i pomocy wypróbowanych przyjaciół Warty rychło udaje się skompletować niezbędny sprzęt piłkarski i ekwipunek dla zawodników. Pierwsze powojenne mecze zawodnicy Warty rozgrywali na boisku w parku Kasprowicza, na tzw. Arenie , i ubrani na czerwono, tylko takie bowiem płótno udało się bowiem zdobyć w poniemieckich magazynach.

W 1946 roku zostały rozegrane pierwsze powojenne mistrzostwa Polski. Warta prowadzona przez wybitnego, przedwojennego sportowca Mieczysława Balcera awansowała do finałów. Nie odtworzono jeszcze ligi, więc najlepszą drużynę w kraju wyłoniono systemem pucharowym. Zgłosiło się 16 zespołów - Warta najpierw pokonała PKS Szczecin 10:2, a następnie na wyjeździe Tęczę Kielce 3:1. W ten sposób poznaniacy znaleźli się w czwórce najlepszych drużyn Polski. Po świetnym meczu Warta pokonała w Poznaniu późniejszego mistrza Polski Polonię Warszawa 2:1, a potem zremisowała w stolicy 2:2. Potraciła jednak punkty z ŁKS Łódź oraz AKS Chorzów i w tabeli zajęła drugie miejsce, co oznaczało piąte w historii i jak na razie ostatnie wicemistrzostwo kraju dla "Zielonych".

W następnym roku przygotowywano się już w Polsce do stworzenia ligi, która miała wystartować w 1948 roku. Awans do niej miały wywalczyć czołowe drużyny trzech dziewięciozespołowych grup. Warta wygrała jedną z nich, wyprzedziła m.in. Garbarnię Kraków i ŁKS Łódź. Oprócz kwalifikacji do ligi, zwanej wówczas "klasą państwową", poznaniacy drugi raz z rzędu wywalczyli awans do grupy finałowej mistrzostw kraju, obok Wisły Kraków i AKS Chorzów.

Od lata 1947 roku trenerem "Zielonych" był Węgier Károly Fogl. Ponownie, bowiem prowadził już Wartę w dwóch ostatnich przedwojennych sezonach. Fogl był wcześniej znakomitym piłkarzem, prawym obrońcą Ujpestu Budapeszt, wieloletnim kapitanem tej drużyny. W silnym zespole narodowym Węgier rozegrał 51 spotkań, wystąpił na Igrzyskach Olimpijskich w Paryżu w 1924 roku, m.in. przeciwko Polsce, którą Madziarzy rozbili aż 5:0. Zanim Fogl trafił do Poznania, był trenerem m.in. reprezentacji Bułgarii. W 1939 roku nie udało mu się poprowadzić Warty do mistrzostwa. Zrobił to w drugim powojennym sezonie w Polsce. "Praca słynnego gracza i trenera węgierskiego nie poszła na marne. Z dobrych i przeciętnych indywidualistów zmontował on jedenastkę, której główną cechą jest zdaje się równomierność", informowała prasa sportowa w 1947 roku.

Warta nie była faworytem. Za najlepszy zespół piłkarski w kraju uważano Wisłę Kraków. Dużym zaskoczeniem był więc wynik pierwszego meczu finałów, w którym poznaniacy wygrali w Krakowie 2:0 na oczach 15 tys. kibiców Wisły! "Warta była jako całość drużyną lepszą, bardziej opanowaną nerwowo, toteż odniosła zwycięstwo zasłużone, nie podlegające dyskusji. Poznaniacy mogli zaimponować widowni spokojem, z jakim rozegrali swą pierwszą wielką partię na obcym terenie, [ ] schodzących po meczu z boiska Warciarzy oklaskiwano gorąco w uznaniu rzetelnie zapracowanego przez nich zwycięstwa", relacjonował "Przegląd Sportowy".

Mecze Wisły i Warty z chorzowianami nie miały żadnej dramaturgii. AKS przegrał gładko wszystkie cztery - 0:2 i 1:4 z Wartą oraz 1:4 i 0:3 z Wisłą. O mistrzostwie miał zdecydować ostatni mecz między drużynami z Poznania i Krakowa zaplanowany na ostatni dzień listopada. Tym razem gospodarzem była Warta. W przypadku zwycięstwa Wisły obie drużyny miałyby taką samą liczbę punktów i - w myśl ówczesnego regulaminu - tytuł przypadłby drużynie z lepszym bilansem bramek. Szybko obliczono, że Warta może sobie pozwolić nawet na porażkę 0:2. Mecz był wielkim wydarzeniem w mieście. Uczestnik tamtego spotkania, wówczas kapitan Warty, 24-letni student Henryk Czapczyk wspominał po latach: ''W kierunku ul. Rolnej mknęły po szynach zawalone  poznańskie tramwaje, ciągnęły tłumy. Na sąsiadujących ulicach patrole milicji pieszej, konnej i samochodowej regulowały ruch. Na ulicach poustawiano widoczne, potężne megafony do transmisji radiowej. Na mecz zabrakło biletów w kasach i u koników. Co sprytniejsi właściciele domów sąsiadujących z boiskiem sprzedawali miejsca na dachach, balkonach i w oknach swoich mieszkań. [ ] Dwie godziny przed meczem na widowni siedział już nadkomplet ponad 20 tys. widzów.

Spotkanie rozpoczęło się o godzinie 11.30. Zaledwie pięć minut później z gola cieszyli się krakowianie. "Na widowni konsternacja, która nie udziela się jednak Warcie", relacjonował "Przegląd Sportowy", którego dziennikarz tak opisywał następne, niezwykłe 20 minut w wykonaniu poznańskich piłkarzy: "W 10 min. bomba Smólskiego idzie tuż nad poprzeczką. W 12 min. Rupa nie dostaje piłki. Ma ją za to Czapczyk. Wystawia Genderę i wyrównanie gotowe. Nie umilkły jeszcze oklaski, a już atak Warty, odebrawszy piłkę przeciwnikowi, rwie naprzód. Gendera wypuszcza pięknie Smólskiego - bomba - i Warta prowadzi 2:1. Za chwilę przebój Smólskiego likwiduje w ostatniej chwili Jurowicz, wybijając piłkę nogą. W 15 min. otrzymuje ją Czapczyk od Gendery i myli bramkarza, zmieniając nogę, i efektownym strzałem podnosi wynik na 3:1. Gra jest mimo wszystko żywa i otwarta. W 20 min. wolny z 25 metrów, bije ostro Smólski, piłka odskakuje od Jurowicza - i Skrzypniak zdobywa czwartą bramkę dla swych barw. Wisła jednak nie załamuje się, ale ataki Warty są wciąż groźne. Notujemy jeszcze trzeci róg dla Warty i w 31 min. Czapczyk po pięknym ataku całej linii zdobywa piątą bramkę dalekim strzałem".

Losy mistrzostwa były przesądzone. Wisła w drugiej połowie odpowiedziała tylko jednym golem. Poznaniacy wygrali 5:2 i po 18 latach znów byli najlepszym zespołem w Polsce. Na zakończenie meczu odegrano Mazurka Dąbrowskiego dla nowego mistrza, potem radosny tłum wpadł na płytę boiska i długo nosił na ramionach uszczęśliwionych i wzruszonych piłkarzy Zielonych. Jeszcze późną nocą rozlegał się na ulicach, w tramwajach, kawiarniach i domach hymn klubowy: ''Dopóki na Ostrówku z Katedry bije dzwon - pisał Henryk Czapczyk. - Przeciętny piłkarski kibic w sezonie ogląda kilkanaście spotkań, taki bardziej zawzięty - nawet kilkadziesiąt. O większości zapomina się już nazajutrz, bywają mecze, o których dyskutuje się kilka dni bądź tygodni. Niezmiernie rzadko zdarzają się mecze piłkarskie, które tworzą legendę, które przechodzą do historii i których nigdy się nie zapomina. Niewątpliwie do tej kategorii zalicza się spotkanie, które rozegrane zostało w Poznaniu 30 listopada 1947 r.

Relacja z meczu Warta Poznań - Wisła Kraków, Puchar Polski, 1985 rok Relacja z meczu Warta Poznań - Wisła Kraków, Puchar Polski, 1985 rok fot. wartapoznansa.pl

Jedyny mecz w Pucharze Polski lepszy niż ciepły obiad. ''Kto Wisełki nie szanuje, niech ją...'' (1985)

Jedyny mecz obu drużyn w Pucharze Polski odbył się - jak tegoroczny - 25 września o godz. 15.30. Relację z tego meczu przypomina oficjalna strona Warty.

Większość kibiców przybyła prosto z pracy, bo mecz rozpoczął się o godz. 15.30. Ci którzy zrezygnowali z ciepłego obiadu, nie żałowali. Warta sprawiła kolejną niespodziankę [wcześniej eliminowała Zagłębie Lubin i Odrę Opole]] wygrywając z niedawnym pierwszoligowcem, krakowską Wisłą 2:0 (1:0) po bramkach Pawłowicza (41 min) i Nowaka (74 min). (...)

'Kibice' krakowscy, którzy od początku meczu zagrzewali swoich ulubieńców zawołaniem ''Kto Wisełki nie szanuje, niech ją w d... pocałuje'', mogli już spokojnie opuścić stadion.

Znów w ekstraklasie - Warta wygrywa, Orest Lenczyk żegna się z Wisłą (1993/1994)

Ostatni raz Warta i Wisła spotkały się w oficjalnych rozgrywkach w ekstraklasie, w sezonie 1993/1994. W Krakowie był remis 2:2 (choć Wisła prowadziła 2:0), w Poznaniu minimalnie lepsza była Warta (1:0, gola zdobył Stanisław Owca, potem gracz Wisły). Po tym drugim meczu rozstanie z Białą Gwiazdą zapowiedział jej trener Orest Lenczyk.

Fragmenty relacji z meczów z Gazety Wyborczej:

Wisła Kraków - Warta Poznań 2:2 (2:0)

Bramki: Szeliga (21.), Jamróz (38.) - Wisła; Iwan (53.), Prabucki (61.) - Warta.

Po pierwszej połowie wydawało się, że gospodarze wygrają drugi mecz u siebie w rundzie jesiennej. Jednak po przerwie krakowianie dali się zepchnąć na swoją połowę. Pierwsza bramka dla Warty padła po błędzie sędziego liniowego Jakuba Krajewskiego, który nie zauważył stojącego na spalonym Iwana. Przy drugim golu bramkarz Szymaszek wyskoczył z bramki z okrzykiem ''moja'' i minął się z piłką, która spadła na głowę Prabuckiego, a potem do siatki.

Warta Poznań - Wisła Kraków 1:0 (0:0)

Bramka: Owca (72.).

Słaby mecz. Jedyna bramka padła dopiero w 72. min. W swoim ostatnim meczu w ekstraklasie Tomasz Iwan (wyjeżdża do Rody Kerkrade), po szybkim rajdzie lewą stroną, dośrodkował do Owcy, który strzałem głową pokonał Sarnata. Goście po raz pierwszy zagrozili bramce Warty dopiero cztery minuty przed końcowym gwizdkiem.