Sport.pl

ZDARZYŁO SIĘ. Wracamy sobie grzecznie z boksu, a tutaj wódka!

Rzadko w przeglądzie starych gazet zdarza się znaleźć takie perełki jak 'Gazeta Poznańska' sprzed dokładnie 60 lat - z listopada 1952 roku. Donosiła ona wtedy o historii w Lechu Poznań, której nie spodziewalibyśmy się raczej zastać w ówczesnej, stalinowskiej prasie. To jedna z największych afer tego typu w dziejach, niemal zupełnie dziś zapomniana. Co zatem wydarzyło się 60 lat temu, że kolumny ówczesnych gazet zagrzmiały oburzeniem? Przenieśmy się do epoki stalinowskiej i jej poetyki rozwiązywania podobnych sytuacji.
Tercet A-B-C. Od lewej Henryk Czapczyk, Teodor Anioła i Edmund Białas Tercet A-B-C. Od lewej Henryk Czapczyk, Teodor Anioła i Edmund Białas Archiwum

Czay tercetu A-B-C zaczynały przemijać

Na przełomie lat 40. i 50. Lech Poznań był drużyną zaliczaną do szerokiej czołówki ligowej. Teodor Anioła - bezdyskusyjnie najlepszy napastnik - zdobywał korony króla strzelców, a tercet A-B-C (Anioła-Białas-Czapczyk) nokautował przeciwników niekiedy nawet dwucyfrowo. Lech Poznań, zwany wtedy Kolejorzem (Kolejarzem) był dwukrotnie na trzecim miejscu - w 1949 i 1950 roku. W roku 1952 jednak czasy jego wielkości powoli przemijały. Kolejorz spisywał się coraz słabiej i słabiej...

Akurat było Teodora

9 listopada 1952 roku poznański Lech wziął udział we wznowionych niedawno rozgrywkach piłkarskiego Pucharu Polski. Grał na wyjeździe ze znacznie niżej notowanym Gryfem Słupsk (zwanym w czasach stalinowskich Gwardią) i ... nieoczekiwanie przegrał 1:2. Odpadł tym samym z rywalizacji.

Tak się akurat składało, że kilka dni wcześniej 27. urodziny obchodził najlepszy strzelec i gwiazda tamtego Kolejorza, Teodor Anioła. Na dodatek w dniu meczu, 9 listopada były imieniny Teodora. Postanowił z tej okazji wydać małe przyjęcie. Sprawa wydania przyjęcia ... się wydała. Oto co czytamy w wydaniu gazety z 10 listopada:

''Najsilniejsza drużyna Wielkopolski przegrała to spotkanie w stosunku 1:2 i tym samym została wyeliminowana z dalszych rozgrywek. Nie na tym zakończył się jednak występ poznańskiego zespołu w Słupsku. Otóż w czasie, kiedy po meczu większość zespołu Kolejarza udała się na spotkanie bokserskie poznańskich Budowlanych ze słupską Gwardią, niedzielny solenizant - Teodor Anioła - urządził w hotelowym pokoju przyjęcie dla kilku kolegów.''

Alkohol Alkohol Fot. Michał Łepecki / Agencja Gazeta

Chuliganeria pozostaje chuliganerią

Koledzy spotkali się i popili za zdrowie super strzelca. Zapomnieli jednak posprzątać. Zapomnieli także, że w ówczesnych czasach w szatni obowiązywały inne zasady i że ktoś życzliwy na pewno pobiegnie z donosem. Tak się też stało, więc dalej czytamy:

''Na czym polegało owe imieninowe przyjęcie świadczy najlepiej fakt, że grupa powracających z meczu bokserskiego piłkarzy Kolejarza zastała obrzydliwie zanieczyszczony pokój hotelowy, pościel, a nawet własne kuferki i teczki oraz uszkodzone meble hotelowe i walizki. Opróżnione butelki po wódce najlepiej tłumaczyły źródło tych chuligańskich wyczynów.''

Gazeta bez trudu wskazała uczestników owych chuligańskich imienin Teodora Anioły.: ''Sprawcami tych wyczynów, przynoszących wstyd sportowcom, byli Kołtuniak i Deska, którzy po imieninowej pijatyce w towarzystwie solenizanta Anioły, Chudziaka, Gogolewskiego, Tarki i Słomy kupili wódkę po raz drugi i ostatecznie upili się.''

Cały tekst jest opatrzony tytułem ''O braku pracy polityczno-wychowawczej w Kolejarzu'' (formy z ''a'' na końcu używano w tamtych czasach regularnie) i komentarzem: ''Obojętnie, czy chodzi o chuligańskie zachowanie się sportowca w czasie meczu na boisku, czy o chuligańskie zachowanie się sportowca w pokoju hotelowym po meczu - chuliganeria pozostaje chuliganerią.''

Zaprawa nie miała tu pary

Zaangażowana prasa wyciągnęła także od razu wnioski, pisząc: ''O czym świadczy przedstawiony przez nas fakt chuligaństwa? Jest on wynikiem braku pracy polityczno-wychowawczej w drużynie. Nieraz podkreślaliśmy, że w sporcie socjalistycznym trening i zaprawa muszą iść w parze z pracą uświadamiająco-wychowawczą. Tylko jedność pracy wychowawczej z pracą fachową w sporcie jest właściwą drogą kształtowania nowego sportowca - obywatela''.

Jednocześnie dodano, iż ta sytuacja stawia w innym świetle dotychczasowe akty demoralizacji w Kolejorzu - brak ambicji przed meczami, zaostrzające się tarcia. Stojący na straży porządku zostali pochwaleni: ''Z pełnym uznaniem podkreślamy postawę Brzeżańczyka, który niezwłocznie napiętnował chuligańskie wybryki wspomnianej grupy. Postępek Anioły, Gogolewskiego, Deski, Tarki, Kołtuniaka, Chudziaka i Słomy przynosi wstyd dobrej opinii piłkarzy poznańskiego Kolejarza i dlatego wszyscy potępiamy go jak najbardziej stanowczo.''

Wódkę stawia wróg

Co było dalej - można się domyślać. Sprawa odbiła się szerokim echem, gdyż po kilku dniach w ''Gazecie Poznańskiej'' pojawił się nowy tekst, zatytułowany tym razem ''Czego nie rozumieją niektórzy działacze ZS Kolejarz''. Czytamy w nim, iż ''wydawać by się mogło, że działacze Kolejarza skorzystają z okazji i uczynią z rozpatrzenia opisanej sprawy dźwignię podniesienia poziomu ideowo-moralnego drużyny, a równocześnie dokonają rzetelnych wysiłków dla ujawnienia w pracy koła braków, które leżały u podstaw wspomnianych zajść''.

Nic podobnego. Lech Poznań przysłał oświadczenia, które zwalczające chuligańskie picie wódki na imieninach media określiły mianem ''próby zatopienia końców w wodzie'' oraz ''ukrycia w worku szydła w postaci pijackiej awantury''. Zwłaszcza to drugie określenie jest przykładem rzadkiej poetyki typowej dla tamtych czasów.

Jak czytamy w oświadczeniach Lecha (przyjął on tę nazwę dopiero w 1957 roku), imieniny Teodora Anioły były jedynie okazją do okazania mu przez kolegów życzliwości i wypicia w związku z tym kilku kieliszków za jego zdrowie.

''Gazeta Poznańska'' jednak stanowczo obaliła te doniesienia. Jej zdaniem, co mocno podkreślili dziennikarze, na imieninach Teodora Anioły wypito znacznie więcej niż ''kilka kieliszków'' i nie tylko za jego zdrowie, ale za wiele innych okazji. Łącznie w ilości, która znacznie zachwiała równowagą organizmu wytrzymałych kondycyjnie piłkarzy - Kołtuniaka, Deski, Anooły. Fakt, że tak dobrze przygotowani do sezonu piłkarze nie wytrzymali kondycyjnie tempa imienin pozwalał przesunąć imprezę z kategorii ''akty życzliwości'' do ''chuligańskiego picia''. Jak bowiem zauważyła ''Gazeta Poznańska'' w kolejnym akapicie ''Nie ma w Polsce Ludowej metody okazywania życzliwości poprzez stawianie wódki. Wódkę stawia wróg lub ktoś ulegający jego podszeptom.''

Pił co drugi kieliszek czy może półgębkiem?

Zarząd ówczesnego Lecha, pod wpływem nacisku opinii publicznej, która domagała się rozliczenia uczestników pijatyki, która naraziła na szwank opinię ludowego sportu, zdecydował się na kary. Piłkarzy upomniano. Jak czytamy w oświadczeniu:
''Gogolewski Janusz - upomnienie za częściowy udział w piciu wódki''
Te kary spowodowały kolejne krytyczne komentarze w prasie. Czytamy: ''Co kryje się za owym częściowym udziałem? Może wódka na wpół rozcieńczona wodą? Może co drugi kieliszek? Może picie wódki półgębkiem?''

Krytyka to akt życzliwości

Lektura tego, co działo się na łamach poznańskiej prasy przed dokładnie 60 laty jest doprawdy porażająca. Nawet dziś trudno sobie wyobrazić całe kolumny poświęcane podobnej aferze kieliszkowej i aż tak dosadne komentarze, wzywające do kar, samokrytyki i posypania głowy popiołem. Dla ówczesnego Kolejorza taka publiczna krytyka i takie wysmaganie w prasie było poważnym problemem. Zaliczono go bowiem do kategorii szkodników, bumelantów i tzw. elementu.

Prasa z kolei oburzała się na oburzenie Lecha: ''Czego nie rozumieją niektórzy działacze ZS Kolejarz? Krytyka to akt życzliwości! Chodzi nam o dobro poznańskiego sportu. Pragniemy uchronić popularną i cenioną w naszym mieście jedenastkę Kolejarza przez skutkami alkoholu i moralnego rozkładu. Organizacja libacji nie była aktem życzliwości. Życzliwa jest natomiast nasza krytyka.'' - czytamy.

4 litry na głowę, razem z niemowlakami

''Afera słupska'' była na dodatek kolejnym takim przypadkiem w Polsce, w której po wojnie systematycznie wrastało spożycie alkoholu na głowę mieszkańca. Gdy kończyła się wojna, wynosiło ono 3 litry na głowę statystycznego Polaka (włącznie z niemowlakami), a w 1952 roku zbliżało się już do 4 litrów czystego spirytusu. Rekordowy poziom osiągnęło pod koniec władzy Edwarda Gierka - niemal 9 litrów czystego spirytusu na głowę każdego Polaka.

W gazetach można znaleźć także notatkę, iż krótko przez aferą związaną z Lechem podczas pierwszomajowej akademii w Słupsku partyjny aktywista ''w czasie wygłaszania referatu pod wpływem alkoholu kiwał się na wszystkie boki, trzymając rękę w kieszeni, a publiczność tam zebrana patrzyła, kiedy upadnie na podłogę.''

Co było dalej?

Legendarny Teodor Anioła organizował swoje imieniny w Lechu - może już z mniejszym jednak rozgłosem - aż do 1961 roku, kiedy skończył karierę. Zmarł w 1993 roku jako jedna z największych gwiazd i legend Kolejorza.

Janusz Gogolewski, znany jako ''Nunuś'', grał w Lechu aż do 1963 roku. Był niezwykle popularny w Poznaniu. Potem nadzorował budowę nowego stadionu przy Bułgarskiej.

Antoni Brzeżańczyk, którego losy są niezwykle ciekawe i mało znane, grał w barwach Kolejorza do 1953 roku. Później był graczem Stali Mielec, a w latach 70. wyjechał na Zachód i prowadził m.in. słynny Feyenoord Rotterdam, a także Rapid Wiedeń czy PAOK Saloniki. W 1966 roku był także trenerem polskiej kadry narodowej. Nie żyje od 1987 roku.

Więcej o:
Komentarze (3)
ZDARZYŁO SIĘ. Wracamy sobie grzecznie z boksu, a tutaj wódka!
Zaloguj się
  • cahirxxx

    Oceniono 14 razy 10

    to chyba jakieś kpiny. przewijać 10 stron żeby przeczytać "artykuł" który zmieściłby się na 1 stronie. jak chcecie sobie nabijać odświeżenia stron to nauczcie się porządnie pisać.

  • evermen

    Oceniono 6 razy 2

    Zdziwienie dziennikarza, że wtedy używano "nagminnie" nazwy "Kolejarz", przez "a". No przecież klub się wtedy (1949-1956) tak właśnie nazywał!

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX