Mecze z Azerbejdżanem - od pogromów do kompromitacji

Kiedy polskie kluby rozpoczynały w połowie lat 90. rywalizację z klubami z Azerbejdżanu, nokautowały je bardzo wysokimi wynikami. Minęło szesnaście lat i kluby azerskie stały się dorosłe. Teraz to one albo eliminują Polaków, albo są tego bliskie.

Najpierw - Hutnik Kraków wygrywa 9:0 z Chazri Buzowna Baku

Hutnik Kraków gra dziś w IV lidze, ale bywało, że występował nawet w europejskich pucharach. W 1996 roku w eliminacjach Pucharu UEFA to on, jako pierwszy polski klub, zmierzył się z rywalami z Azerbejdżanu. Był to zespół Chazri Buzowna Baku. Hutnik Kraków zdemolował go aż 9:0, co było wyrównaniem rekordu najwyższego zwycięstwa polskiego klubu w europejskich pucharach, od ćwierćwiecza należącego do Legii Warszawa. Jedną z bramek - na wyraźne życzenie widowni na Suchych Stawach - strzelił z rzutu karnego bramkarz hutników Siergiej Szypowski.

Azerowie przegrali bardzo wysoko, ale otrzymali nagrodę fair play i brawa za postawę ich ... sztabu medycznego. W pewnym momencie jeden z graczy Hutnika leżał kontuzjowany i trzeba mu było udzielić pomocy. W czasie, gdy lekarze z Krakowa to robili, ucierpiał kolejny zawodnik. Nie miał mu kto pomóc i wtedy do akcji ruszyli lekarze ekipy z Azerbejdżanu. To oni opatrzyli Polaka, ku wiwatom widzów.

Szyby naftowe w Baku Szyby naftowe w Baku REUTERS /

Następnie - nieco mniej. Widzew Łódź wygrywa 8:0 z Nefczi Baku

Po roku z azerskim Nefczi Baku zmierzył się w walce o Ligę Mistrzów łódzki Widzew. Niedawny uczestnik tych elitarnych rozgrywek pod wodzą trenera Franciszka Smudy był witany w Azerbejdżanie z honorami, a Azerowie uczcili przed meczem minutą ciszy pamięć ofiar katastrofalnej powodzi w Polsce z lata 1997 roku. Cały dochód z meczu w Łodzi został przeznaczony na pomoc powodzianom, a widzewiacy orzekli, że chcą dla nich strzelić minimum pięć bramek. Strzelili osiem, a Azerowie raz jeszcze zostali w Polsce rozgromieni.

Kolejny mecz - jeszcze niżej. ŁKS Łódź wygrywa 4:1 z Kjapaz Gandża

Upadający dziś ŁKS Łódź w 1998 roku był mistrzem Polski i walczył w Pucharze Europy o awans do Ligi Mistrzów. Pierwszym rywalem był azerski zespół Kjapaz Gandża. Łodzianie wygrali z Azerami, ale już nie tak wysoko jak poprzednicy - 4:1. Podczas rewanżu natomiast omal nie doszło do tragedii, gdyż samolot z piłkarzami z Łodzi miał wielkie kłopoty z lądowaniem w Baku. Lądująca maszyna z Polski cudem nie zderzyła się z inną, właśnie startującą. Był to efekt nieprzystosowania lotniska do obsługi lotów. Ostatecznie nikomu nic się nie stało, a łodzianie skarżyli się, że mieszkali w Azerbejdżanie w skandalicznych warunkach - w hotelu przypominającym zapuszczony internat, w którego toalecie żaden sedes nie miał deski.

Dalej - pierwsze kłopoty. Dyskobolia Grodzisk Wlkp. męczy się z Arazem Imiszli

Grodziska Dyskobolia w 2007 roku miała w pucharach dość podobną drogę do Lecha Poznań, tyle że ... odwrotną. Najpierw grała mecz w Azerbejdżanie z Arazem Imiszli, a następnie udała się do Kazachstanu, na mecz z Tobołem Kostanaj.

W Azerbejdżanie grodziscy piłkarze byli bardzo zaskoczeni ... niską temperaturą. Tego lata na Kaukazie temperatura sięgała zaledwie 26 stopni i była niższa niż w Polsce.

Dyskobolia zremisowała na wyjeździe bezbramkowo, a u siebie męczyła się okrutnie i była bliska blamażu. Dopiero młodziutki Amadeusz Kłodawski w ostatnich minutach meczu dał jej jedynego, zwycięskiego gola na miarę awansu. A trenerem, który tak bardzo męczył się z Azerami był... Jacek Zieliński.

Wreszcie - do akcji wkracza Lech Poznań. Pokonuje ''Chelsea Kakukazu''

Kolejorz trafił na rywala z Azerbejdżanu rok po Dyskobolii, w 2008 roku. Wcześniej - za czasów trenera Czesława Michniewicza - potykał się w Pucharze Intertoto z azerskim Karwanem Jewłach. Wygrał z nim bez problemów, a potyczki te zaowocowały transferem do Lecha z zespołu Karwana senegalskiego piłkarza Pape Samba Ba.

Meczom z Chazarem Lenkoran, który nazywał się ''Chelsea Kaukazu'', towarzyszył pewien niepokój. Okazało się, że niesłusznie. Narcystyczny zespół z Azerbejdżanu został ograny wyraźnie - 1:0 w Baku i 4:1 w Poznaniu.

Lech Poznań w meczu z z Interem Baku z Azerbejdżanu. Lech Poznań w meczu z z Interem Baku z Azerbejdżanu. Fot. Tomasz Kamiński / Agencja Gazeta

Mijają dwa lata i zamiast pogromu, Lech Poznań jest bliski blamażu

Trener Jacek Zieliński, który tak męczył się w meczu z Azerami jako szkoleniowiec Dyskobolii w 2007 roku, podobne katusze zafundował kibicom Lecha Poznań w 2010 roku. Mistrz Polski, Lech Poznań wygrał w Baku z zespołem Interu 1:0 i wydawało się, że i tym razem awans polskiego klubu w starciu z azerskim będzie bezproblemowy. Nic z tego. Te czasy się już skończyły...

Po bramce Łotysza Girtsa Karlsonsa to rywale z Baku wygrali 1:0. Odrobili straty, doprowadzili do dogrywki, a następnie dramatycznych rzutów karnych. Kolejorz wygrał je dopiero 9:8 po tym, jak bramkarz Krzysztof Kotorowski najpierw sam strzelił karnego bramkarzowi rywali Giorgi Lomaii, a następnie obaj bramkarze zamienili się miejscami i Kotorowski obronił z kolei strzał Gruzina w bramce azerskiej drużyny.

Po meczu doszło do nerwowej konferencji prasowej, podczas której Jacek Zieliński wdał się w ostrą wymianę zdań z atakującymi do dziennikarzami. Wspominał o tym, że stracił dziesięć lat życia i o popełnieniu harakiri oraz o tym, że nie ma już słabych drużyn.

Na koniec - to, na co się zanosiło. Azerowie eliminują Wisłę Kraków

Zbierało się polskim klubom, zbierało, aż doszło do najgorszego. Latem 2010 roku, w tym samym sezonie, w którym Kolejorz omal nie odpadł po rzutach karnych z Interem Baku, inny azerski klub Karabach Agdam wyeliminował Wisłę Kraków.

W pierwszym meczu w Krakowie zespół z Azerebejdżanu wygrał - tak jak Inter Baku w Poznaniu - 1:0, a krakowianie zmarnowali w ostatniej minucie rzut karny (strzelał Maciej Żurawski). W rewanżu Azerowie u siebie prowadzili z Wisłą Kraków 3:0 po zaledwie 35 minutach! Wielu polskich kibiców zaniemówiło. Wiślacy ostatecznie doprowadzili do 3:2, ale o awansie nie było mowy. Doszło do pierwszego w dziejach triumfu klubu z Azerbejdżanu nad polskim w europejskich pucharach!

Lech Poznań tym razem nie musi daleko podróżować, tak jak rok temu podczas meczów z Kazachami Lech Poznań tym razem nie musi daleko podróżować, tak jak rok temu podczas meczów z Kazachami Fot. Piotr Skórnicki / Agencja Gazeta

Czy Lech Poznań przerwie tę niepokojącą tendencję?

Lech Poznań przystępuje do walki z Chazarem Lenkoran dwa lata po tamtych wydarzeniach. Z wiedzą, iż w ciągu 16 lat od pogromów jakie fundowaliśmy Azerom w pucharach doszliśmy do etapu, że to oni eliminują Polaków z pucharów.

Pytanie, czy Kolejorz przerwie tę passę i odwróci tendencję, czy też... Tej drugiej opcji lepiej w ogóle nie wypowiadać...