Sport.pl

Najbardziej elektryzujące wizyty zespołów w Poznaniu

Przyjazd reprezentacji Portugalii do Poznania i Opalenicy to wielkie wydarzenie, jedno z donioślejszych w dziejach wielkopolskiego futbolu. Portugalczycy mają w swym zespole wiele wielkich gwiazd z Cristiano Ronaldo na czele. Zatrzymają się w ośrodku Remes w Opalenicy, gdzie będą też trenowali. Ich pobytowi towarzyszyć będzie zapewne ogromne zainteresowanie.
Tak jak podczas poprzednich niezapomnianych wizyt innych ekip w Poznaniu. Jakich?

1978 r. - Hertha BSC Berlin, czyli pierwsze szaliki i trąbki

To nie był ani mecz w europejskich pucharach, ani o żadną stawkę - jedynie towarzyskie starcie z piłkarzami z Berlina Zachodniego, do którego doszło 17 maja 1978 roku. Przeszło jednak do historii jako pierwsza konfrontacja Lecha Poznań i w ogóle poznaniaków z kibicami z Zachodu i ich dopingiem. Do Poznania zjechało bowiem wtedy na ten sparing na Stadionie im. 22 Lipca sporo fanów Herthy BSC z Berlina Zachodniego, ubranych w szaliki i czapeczki klubowe, z trąbkami i innymi akcesoriami kibica, których w Poznaniu albo nie znano, albo rzadko się używało. To było zetknięcie z nową jakością kibicowania, z czymś nowym.

Do rewanżu miało dojść we wrześniu w Berlinie Zachodnim. Nie doszło jednak...

Krótko potem Lech Poznań po raz pierwszy w dziejach zakwalifikował się do europejskich pucharów i wylosował w nich MSV Duisburg. Dla wielu graczy Kolejorza był to pierwszy w życiu wyjazd na Zachód. Ulegli Niemcom aż 0:5...

1984 r. - FC Liverpool, czyli mały chłopiec z kwiatami

Przyjazd słynnej angielskiej drużyny do Poznania na mecz Pucharu Europy z Lechem był wielkim wydarzeniem. W tamtych czasach dla polskich kibiców piłka angielska stanowiła synonim wielkiego świata - wielu grało w Totalizatorze Sportowym w zakłady na ligę angielską. Zobaczyć wielki FC Liverpool na własne oczy w szarej Polsce Ludowej lat 80., to było coś! Do Poznania zjeżdżały fancluby FC Liverpool z całego kraju. Po gazety, które drukowały fotosy angielskich piłkarzy ustawiały się do kiosków kolejki.

Gdy irlandzki Boeing 727 (linii Aer Lingus) przywiózł Anglików na lotnisko Ławicę, witał ich tam kilkutysięczny tłum gapiów, z transparentami i hasłami. Zaskoczonych liverpoolczyków powitano kwiatami, które wręczał 13-letni chłopiec. Był nim Sławomir Filipowski, syn działacza Lecha Artura Marii Filipowskiego.

FC Liverpool przywiózł ze sobą własnego kucharza. Lech rzucał mu kłody pod nogi i nie umożliwił treningu na Bułgarskiej (nie miał wtedy takiego obowiązku), więc Anglicy jeździli z hotelu Poznań na zajęcia na Stadion im. 22 Lipca. Nie było daleko, ale i tak brali autobus.

Jose Maria Bakero Jose Maria Bakero Fot. Simon Bruty Getty Images

1988 r. - FC Barcelona, czyli 100 zł za trening

Przed ćwierćwieczem pozycja FC Barcelony w Europie nie była tak wysoka, jak dziś, ale i tak przyjazd hiszpańskiej drużyny do Poznania zelektryzował miasto. Zwłaszcza, że przyjeżdżała ona na rewanż po nieoczekiwanym remisie, jaki Lech Poznań uzyskał na Camp Nou.

Gracze FC Barcelony lądowali w Poznaniu z wielkimi problemami - wiozący ich DC-9 miał kłopoty z wylądowaniem na Ławicy z powodu gęstej, listopadowej mgły. Pilot zamierzał odlecieć do Warszawy, gdy nagle przerzedziła się ona na tyle, by posadzić maszynę.

Hiszpanie zatrzymali się w hotelu Poznań (dziś Novotel), pod którym i w korytarzu którego czatowało na niego mnóstwo fanów Kolejorza, by zdobyć autografy sławnych piłkarzy, w tym Jose Bakero (na zdjęciu), który grał wtedy w FC Barcelonie.

Graczy z Barcelony przyjął wtedy na specjalnym raucie prezydent miasta Andrzej Wituski. Piłkarze Johana Cruyffa zostali następnie skoszarowani - na mieście się nie pokazywali aż do meczu. Zainteresowanie nimi było tak wielkie, że na trening barcelończyków na Bułgarskiej wprowadzono płatne bilety - kosztowały 100 zł, dziesięciokrotnie mniej niż na mecz.

1990 r. - Olympique Marsylia, czyli poproszę dwa piętra

Kiedy do Poznania miał przyjechać jesienią 1990 roku francuski Olympique Marsylia, jego kierownictwo zarezerwowało dla drużyny dwa piętra hotelu Poznań. Sam trener Franz Beckenbauer dostał trzy pokoje do dyspozycji, które na jego życzenie przystrojono dziesiątkami róż. Na dodatek kolejne sto miejsce marsylczycy zarezerwowali w hotelu Polonez. Nic dziwnego, wtedy byli najbogatszym klubem świata.

Olbrzymia ekipa z Francji składała się nie tylko z piłkarzy i sztabu szkoleniowego oraz działaczy, ale także z dziennikarzy i bliżej nieokreślonej grupy kibiców i przyjaciół klubu. Przyjechali także szef kuchni, dwaj kucharze, a nawet francuscy kelnerzy do podawania potraw. Bernard Tapie nie chciał, aby Polacy w ogóle maczali palce w przygotowywaniu posiłków dla jego zespołu.

Lech na rewanż do Franci swoich kucharzy nie zabrał, czego gorzko potem żałował. Do dziś Olympique Marsylia posądza się o podtrucie lechitów sokiem pomarańczowym.

1993 r. - Spartak Moskwa, czyli wpadka z zakupami

Kiedy jesienią 1993 roku przybyła do Poznania na mecz Pucharu Europy z Lechem drużyna rosyjskiego Spartaka Moskwa, trener Oleg Romancew nakazał swym piłkarzom pozostać w hotelu Polonez, w którym ich zakwaterowano i nie odwiedzać miasta. Dwaj piłkarze - Andriej Piatnickij i Siergiej Rodionow - złamali zakaz. Wymknęli się cichcem ze swymi żonami na zwiedzanie miasta i zakupy w Okrąglaku.

Wpadli. Trener Romancew wykluczył ich z drużyny. Nie zagrali z Kolejorzem.

2010 r. - Manchester City, czyli Black Pig

Manchester City przyjeżdżał do Poznania dwukrotnie - w 2003 i 2010 roku. Najpierw na mecz z Dyskobolią Grodzisk Wlkp., a następnie na mecz z Lechem Poznań. W tym drugim wypadku chyba nigdy nie widzieliśmy w Poznaniu takiej kompilacji gwiazd futbolu.

Kiedy w 2004 roku zlądowali do Poznania z kolei szkoccy kibice Glasgow Rangers, chodzili po mieście z kartkami w dłoni i szukali knajpy, której nazwę zapisali im fani Manchesteru City po wizycie w Polsce. Nazwa ta brzmiała "Black Pig".

Jak myślicie, co to była za knajpa?

Więcej o: