A mieli grać w Lechu... Historie niedoszłych transferów

Jakub Błaszczykowski z Kolejorzem trenował, a Grzegorz Mielcarski strzelał gole w sparingach. W Lechu miał grać nawet legionista Wojciech Kowalczyk!
Całe mnóstwo transferów piłkarskich zaczyna się w fantazjach menedżerów, a kończy na medialnych spekulacjach. Czasem do transakcji brakuje tylko podpisu. Ale częściej po prostu pieniędzy. Lech Poznań nie kryje, że z tego ostatniego powodu jego kibice w najbliższym czasie nie powinni się spodziewać spektakularnych transferów. Warto wspomnieć piłkarzy, którzy do Kolejorza mieli trafić, a jednak do tego nie doszło. Tak też tworzy się historia futbolu.
Jakub Błaszczykowski (z prawej) Jakub Błaszczykowski (z prawej) Fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta

Jakub Błaszczykowski i Wujek Zła Rada (dla Lecha)

Zanim Jakub Błaszczykowski został kapitanem reprezentacji kraju, mistrzem Niemiec z Borussią Dortmund i mistrzem Polski z Wisłą Kraków, ba! zanim zadebiutował w ekstraklasie, mógł zostać piłkarzem Kolejorza. W Poznaniu trenował na przełomie października i listopada 2004 roku. Miał wtedy 19 lat i był piłkarzem czwartoligowego KS Częstochowa. - Jest dynamiczny, dobry technicznie, ma niezły przegląd wydarzeń na boisku i prezentuje duże zaangażowanie - trener Lecha Czesław Michniewicz chwalił piłkarza poleconego przez byłego piłkarza Kolejorza Jerzego Brzęczka.

Lech mógł wtedy pozyskać utalentowanego pomocnika za zaledwie 70 tys. zł. Dlaczego tego nie zrobił? - Rozeszło się o sprawy finansowe, m.in. zapisy w przyszłym kontrakcie. Po prostu nie byliśmy w stanie spełnić jego żądań. Szkoda, bo na pewno by nam się przydał - wyjaśniał Radosław Majchrzak, ówczesny prezes klubu. Sam Błaszczykowski już po objawieniu swego talentu w Wiśle przyznał, że chciał zostać w Poznaniu. - Podobało mi się w Lechu, trener Michniewicz też mnie chciał. Były co prawda rozbieżności finansowe, ale nie takie duże. Ostatecznie wujek [Jerzy Brzęczek - przyp. red.] odradził mi Lecha ze względu na jego trudną sytuację finansową - mówił.

Maciej Terlecki, talent niezrozumiany

Zimą 1995 r. z Lechem trenowała inna nadzieja polskiej piłki, Maciej Terlecki. Pomocnik i mistrz Europy do lat 16 - w przeciwieństwie do Błaszczykowskiego - wielkiego talentu nie podparł ciężką pracą.

Fragment tekstu Roberta Błońskiego z Gazety (28 stycznia 1995):

- Zapytałem Maćka Terleckiego: Jak długo będziesz uciekał? Odszedłeś z Anderlechtu, teraz nie podoba ci się w Lechu. Uważam, że potrzebny jest mu psycholog. Nie chodzi o jego zbytnią pewność siebie, to nie jest zła cecha. On chyba nie rozumie, że piłkarz jest częścią kolektywu - powiedział trener poznańskiej drużyny Romuald Szukiełowicz.

W październiku 1993 r. Maciej Terlecki, podpisał czteroletni kontrakt z Anderlechtem, ale po roku treningów z pierwszą drużyną (bez debiutu) wrócił z Belgii do Polski. Zgłosił się do Legii, ale mistrzowie Polski nie widzieli go w składzie. Odrzucił ofertę Feyenoordu Rotterdam, który proponował mu testy. Wreszcie pojechał na obóz do Szklarskiej Poręby z piłkarzami Lecha Poznań. 18-latek trenował tylko tydzień.

Nie został zaakceptowany przez zawodników Kolejorza i wrócił do domu. - Nie chcę komentować opinii trenera Szukiełowicza, nie sądzę jednak, bym miał ze sobą problemy - powiedział Maciej Terlecki. - Ostatnio było wokół mnie za dużo szumu, potrzebuję spokoju. Chcę polubownie załatwić sprawę z Belgami, ale nie wiem, co oni o tym myślą. Być może dostanę szansę w Anderlechcie. Nie wykluczam też przejścia do innego zespołu.

Stanislav Sestak, czyli Niemcy z Bochum jak hiszpańska inkwizycja

Piotr Reiss i Robert Lewandowski jako lechici byli królami strzelców, a Artjom Rudniew jest na najlepszej drodze, by powtórzyć ten sukces. Możliwe, że do bramki rywali seryjnie trafiałby też Słowak Stanislav Sestak. Od czasu wejścia na Bułgarską holdingu Amica nie było chyba drugiego takiego piłkarza, z którego powodu klub tak plułby sobie w brodę.

Latem 2007 r. Kolejorz miał już niemal wszystko ustalone z MSK Żilina i z samym piłkarzem. Targi dotyczyły tylko formy płatności - w ratach czy bez. Wtedy do akcji wkroczył niemiecki VfL Bochum. Wyłożył na stół ok. 750 tys. euro (a może i milion) i zgarnął Słowaka. Ten w Bundeslidze miał wejście smoka (13 goli w pierwszym sezonie), przyczynił się też do awansu Słowacji na mundial 2010. Sestak w eliminacjach strzelił m.in. dwa gole Polsce w Bratysławie, a w RPA zagrał w trzech meczach. - Teraz żaden Sestak by nam nie uciekł - mówił potem prezes Andrzej Kadziński, gdy Lech mógł sobie pozwolić na większe wydatki.

Grzegorz Mielcarski - nic na siłę

W 2004 roku były reprezentant Polski i były gracz FC Porto Grzegorz Mielcarski miał być w Lechu tylko rezerwowym. Doświadczonego piłkarza chciał w drużynie trener Czesław Michniewicz. Mielcarski z Kolejorzem trenował kilka miesięcy, strzelał gole w sparingach, a nawet był na przedsezonowym zdjęciu drużyny. Piłkarz nie chciał wracać na boisko nieprzygotowany. Gdy po tygodniach pracy pozbył się tego dylematu i usiadł do rozmów z klubem, obie strony nie porozumiały się w sprawie wypłaty. Mielcarski w ekstraklasie już nie zagrał, został na krótko dyrektorem sportowym Wisły Kraków, a od dłuższego czasu komentuje mecze w Canal+.

Wojciech Kowalczyk Wojciech Kowalczyk Fot. Kuba Atys / AG

Wojciech Kowalczyk - to nie miało sensu

Srebrnym medalistą olimpijskim z igrzysk w Barcelonie w 1992 r. jest też inny napastnik, Wojciech Kowalczyk. On przede wszystkim jest jednak legionistą. Nie dziwne więc, że pomysł menedżera Andrzeja Grajewskiego, by sprowadzić go do Lecha, nie spodobał się ani fanom w Poznaniu, ani w Warszawie.

To było lato 1999 roku. Kolejorz walczył w pucharach z Metalurgsem Lipawa, Wojciech Kowalczyk był piłkarzem Betisu Sewilla (w którym nie grał), a Andrzej Grajewski nie był już związany z poznańskim klubem. Chciał po prostu zrobić interes. - Pomysł upadł, gdy dostaliśmy z Betisu faks z ceną za tego piłkarza. Uznaliśmy, że to nie ma sensu - mówił ówczesny wiceprezes Lecha, Stanisław Butka. Poznańscy fani nie stanęli przed koniecznością oglądania gracza, który kiedyś pokazał im ''gest Kozakiewicza''.

''(...) A do Lecha niby nie przeszedłem dlatego, że nie chciałem przeprosić kibiców za gesty w ich kierunku sprzed kilku lat. Przeprosić? Mogłem im co najwyżej drugiego wała
pokazać'' - pisał Wojciech Kowalczyk w swojej książce.

Więcej o tej sprawie na blogu Numer10.

Aleksandar Vuković, próba podebrania ulubieńca

Pięć lat później, przez moment, był też temat przejścia z Łazienkowskiej na Bułgarską Serba Aleksandara Vukovicia.

- Legia chciała nam zabrać Michała Golińskiego, ale jej się nie udało. Może nam uda się zatrudnić ich ulubieńca - mówił trener Kolejorza Czesław Michniewicz. - Obie strony są zainteresowane. Co do umiejętności piłkarskich nie mamy żadnych wątpliwości. Do uzgodnienia są tylko sprawy finansowe - opowiadał prezes Lecha Radosław Majchrzak.
- Lech zagra w Pucharze UEFA, a to daje możliwość wypromowania się piłkarzowi. Poznański klub mógłby wtedy zarobić na jego sprzedaży - twierdził menedżer Serba, Mariusz Piekarski. - Prawdopodobnie Lech musiałby znaleźć indywidualnego sponsora, który utrzymywałby Vukovicia. Takiego jak Sebastian Kulczyk, który płacił kontrakt Piotra Reissa - dodawał menedżer piłkarza. - Już rozesłaliśmy zapytania do kilku firm, które mogłyby przejąć obowiązek utrzymania Vukovicia - zapewniał Radosław Majchrzak.

Serb ostatecznie wyjechał na pół roku do Grecji, z niej wrócił na cztery lata do Legii, znów pół roku pograł w Grecji, a teraz jest kapitanem Korony Kielce.

I z Legii, i z Wietnamu - Nguyen Le Hoang

W Legii, ale w drużynach młodzieżowych, grał testowany w 2005 r. przez Lecha... Wietnamczyk Nguyen (przedstawiał się: Toni) Le Hoang! Kontakt niskiego gracza, z poznańskim futbolem skończył się na sparingu z polską ''młodzieżówką''. Skład Kolejorza był w tym meczu tak eksperymentalny, że poległ aż... 0:7!

Radosław Majdan i Robert Dymkowski na stadionie Pogoni Radosław Majdan i Robert Dymkowski na stadionie Pogoni Fot. Cezary Aszkie?owicz / AG

Robert Dymkowski i jeden procent na rzecz Widzewa

''Robert Dymkowski, najlepszy napastnik Polski'' - skandowali przez wiele lat kibice Pogoni Szczecin. Gdy w 2002 roku ich ulubieniec miał odejść do nielubianego w Szczecinie Lecha Poznań, fani Portowców byli oburzeni. Piłkarz dostawał ponoć nawet pogróżki. I choć zapewniał, że na 99 proc. zagra w Poznaniu u trenera Bogusława Baniaka, wybrał Widzew Łódź.

Walter Vilchez nie wsiadł do samolotu...

Lech był też dogadany z Walterem Vilchezem. Gra obrońcy reprezentacji Peru spodobała się Franciszkowi Smudzie, polecał go też Henry Quinteros. Walter Vilchez miał już kupiony bilet lotniczy do Poznania. Na Ławicy nie pojawił się ani 4 stycznia 2007 r., gdy oczekiwała go delegacja Lecha, ani nigdy później. Skusił go meksykański Cruz Azul.

... Aleksander Kłak wsiadł do autobusu

Nim Kolejorz osunął się do drugiej ligi w 2000 roku, chciał sprowadzić z Belgii Aleksandra Kłaka (to kolejny medalista igrzysk). Bramkarz nie dał się namówić na porzucenie Beneluksu, gdzie jeszcze trochę pobronił, a wkrótce zaczął pracować jako... kierowca autobusu!

Ezequiel Oscar Scarione (z lewej) Ezequiel Oscar Scarione (z lewej) PATRIC SPAHNI/Patric Spahni (materiały FC Thun)

Ezequiel Oscar Scarione, zuch błyszczał w Szwajcarii

Druga połowa sierpnia 2006 roku, ostatnie dni okna transferowego. Do Kolejorza na testy przyjeżdżają dwaj piłkarze z Ameryki Południowej: obrońca Roller Cambindo Ibarra i 21-letni Argentyńczyk Ezequiel Oscar Scarione, środkowy pomocnik ekwadorskiego Deportivo Cuenca, wypożyczony tam ze słynnego Boca Juniors Buenos Aires, gdzie grał w rezerwach.
Na początku trener Franciszek Smuda nie krył rozczarowania. - Nie są to takie zuchy, na jakich by nam zależało - mówił. - Poczekamy jednak jeszcze, zobaczymy. Po schodach wchodzili sprawnie, ale na boisku oczekuję po nich więcej - dodawał. Co jak co, ale sposób wchodzenia po schodach zawsze był ważny dla oceny piłkarza przez obecnego selekcjonera. Kilka miesięcy później był ważnym kryterium przy zatrudnianiu bułgarskiego obrońcy Kristiana Dobrewa.

Lech wygrał sparing z Lipnem Stęszew 9:1, a Scarione, zwany przez stęszewskiego spikera z hebrajska ''Ezechielem Szaronem'', strzelił dwa gole. - Kusi mnie zwłaszcza ten Argentyńczyk - szkoleniowiec zmienił zdanie.

Kolejorz chciał Scarione wypożyczyć, dla Boca Juniors w grę wchodził tylko transfer definitywny. Scarione trafił do Szwajcarii, gdzie po kilku latach został najlepszym graczem FC Thun i gwiazdą całej ligi. Rok temu mówiło się o jego transferze do Hiszpanii, ale po konflikcie z klubem trafia do Sankt Gallen i z nim spada z ekstraklasy.

Czytaj więcej o historii Scarione

Thiago Cionek (drugi od lewej) Thiago Cionek (drugi od lewej) Fot. Jedrzej Wojnar / Agencja Ga

Thiago Cionek, polecony przez Bońka, odesłany przez Smudę

W 2008 r. z Lechem ćwiczył też obrońca Thiago Cionek, później zatrudniony w Jagiellonii Białystok. W przyjeździe do Polski pomógł mu Zbigniew Boniek, którego poprosili o to włoscy znajomi z Atalanty Bergamo. Trener Franciszek Smuda uznał, że Brazylijczyk z polskimi korzeniami jest bez porównania słabszy od Manuela Arboledy. Przy okazji Smuda stwierdził: - Kiedyś pracowałem w Turcji i wciskali mi jakiegoś piłkarza. Pytam się, co to za jeden, a oni na to, że nie załapał się w Denizlispor. Powiedziałem, że jak tam się nie załapał, to ja go nie chcę. Zabrali piłkarza i pojechali do Galatasaray. Tam podpisał kontrakt. Nazywał się Hakan Sukur.

Więcej o: