Po Rio 2016. Igrzyska olimpijskie napędziły rozwój medycyny. "Kiedyś taki postęp zapewniały wojny"

- Doniesienia o wirusie Zika zagrażającemu olimpijczykom w Rio to dobra lekcja na temat roli strachu w sporcie - mówi dr Witold Dudziński z kliniki Rehasport. Jego zdaniem, medycyna błyskawicznie rozwija się dzięki igrzyskom, zwłaszcza ta związana ze sportem
Poznańska klinika Rehasport wysłała na igrzyska olimpijskie w Rio de Janeiro sześciu ludzi - trzech fizjoterapeutów, dwóch lekarzy i jedną osobą odpowiedzialną za przygotowanie fizyczne sportowców.

- Od początku słyszeliśmy o takich zagrożeniach, jakich podczas poprzednich igrzysk nie było - mówi dr Witold Dudziński, który zajmował się w Rio polskimi żeglarzami. - Denga, zika, komar tygrysi, to one kształtowały opinię publiczną na temat Brazylii przed igrzyskami. Wcześniej kojarzyła się ona z plażami, sambą, karnawałem, piłką nożną, ale gdy nadeszły igrzyska, pierwszym skojarzeniem była zika i komary.

- Komary nie były jednak wielkim zagrożeniem. Stosowaliśmy przeciw nim repelenty, spryskiwaliśmy nawet drzwi, futryny - mówi Witold Dudziński. - Poza tym one nie znosiły klimatyzacji i wentylatorów, wszelkich ruchów powietrza.

Klimatyzacji nie znosiło też wielu sportowców. Zwraca na to uwagę Tomasz Owczarski, który opiekował się w Brazylii piłkarzami ręcznymi. Mówi, że klimatyzacja potrafiła być bardzo dokuczliwa. - Nie szkodziła tylko nam, z jej powodu cierpieli wszyscy. Wielu sportowców było przeziębionych, bo temperatury w Rio sięgały 35 stopni, po czym wchodziło się do jadalni czy hali treningowej, gdzie było najzwyczajniej zimno. Trzeba było siedzieć w bluzach.

Zawodnicy narzekali też w Brazylii na jedzenie - nie było dietetyczne, za to niesmaczne i mało zróżnicowane. A kupienie czegoś do jedzenia w okolicach wioski olimpijskiej było trudne - otaczały ją fawele. Zresztą w pokojach wioski i tak nie było kuchni, by cokolwiek przyrządzić.

- Największym wyzwaniem dla sportowców uprawiających żeglarstwo, wioślarstwo czy kajakarstwo była czystość wód akwenów, na których rozgrywano zawody w tych dyscyplinach - mówi Witold Dudziński. - Do zatoki Guanabara spływają przecież rzeki, które na północy są niemal zsypami śmieci. Plaże Rio de Janeiro takie jak Ipanema czy Copacabana to przepiękne, czyste miejsca, ale tam mieliśmy problem z zanieczyszczeniem. Rio to jednak 8,5 miliona ludzi.

Brazylijczycy robili, co w ich mocy, by oczyścić wodę w miejscach, w których odbywały się zawody. - Myślę, że nie mieliśmy pełnego obrazu. Próbki wskazywały na to, że zagrożenia bakteryjnego nie ma, ale całego akwenu nie dało się zbadać - komentuje dr Dudziński. - Dlatego nasi sportowcy dostawali probiotyki z 450 miliardami kultur dobrych bakterii, których kolonizacja blokowała zakażenia. Stosowaliśmy też maty dezynfekcyjne, płyny do rąk. Uczulaliśmy zawodników, by tego nie lekceważyli.

Jego zdaniem, przy dzisiejszym stopniu profesjonalizmu sportu każdy szczegół ma znaczenie. - Zatem choroba, przeziębienie, infekcja, nawet niestrawność i związane z tym osłabienie organizmu od razu mogłoby sparaliżować występ olimpijczyka - zwraca uwagę.

- Jeśli wyeliminujemy doping, to wówczas o detalach prowadzących do zwycięstwa może decydować właśnie dyspozycja, stan zdrowia i samopoczucia - dodaje i wskazuje też na przygotowanie psychologiczne. Nawet w takich kwestiach jak możliwe napady. Jak się wtedy zachować, co zrobić by taka przykra sytuacja nie zburzyła "olimpijskiego spokoju" zawodnika?

Medycyna zaczyna więc odgrywać w sporcie rolę, jakiej nigdy dotąd nie odgrywała. Nie tyle w samym leczeniu urazów czy chorób, ale właśnie w profilaktyce. W tym, aby przewidzieć, co może się stać, gdy ktoś się przeziębi, złapie infekcję, osłabnie.

- Mało kto zdaje sobie sprawę z tego, że igrzyska odgrywają dzisiaj kolosalną rolę w rozwoju medycyny - mówi lekarz Rehasport. - Kiedyś taki postęp zapewniały wojny. Jakby na to nie patrzeć, igrzyska je zastąpiły.

Obecni w Rio lekarze są zdania, że igrzyska to coś znacznie więcej niż wyłanianie zwycięzców czy medalistów. Niebywały jest ich kontekst kulturowy. Ludzie oglądający zmagania sportowców przyswajają sobie zasady, według których ta walka się odbywa - postawa fair, zmagania ze słabościami, wstawania z kolan.

- Widziałem żeglarzy, z których medale zdobywało trzech. Reszta i tak jednak była szczęśliwa na mecie. Nie wygrali igrzysk, ale wygrali z samym sobą. A te zawody właśnie na tym polegają.