Sport.pl

Medalistki olimpijskie wróciły do Poznania. "Myślałam, że przyjedzie tylko rodzina, a tu..." [ZDJĘCIA]

- No i pobeczałam się. Znowu - mówi jedna z oczekujących na medalistki olimpijskie w kajakarstwie, które w czwartkową noc wylądowały na lotnisku Ławica w Poznaniu. Trudno się nie pobeczeć - tyle ludzi, tyle gratulacji, tyle kwiatów i muzyki.
Samolot z Monachium wylądował o godz. 23, ale na wyjście medalistek olimpijskich w kajakarstwie trzeba było poczekać. Wielu pasażerów tego lotu chciało sobie zrobić z nimi selfie. Z nimi i z ich medalami - srebrnym Marty Walczykiewicz oraz brązowymi Beaty Mikołajczak i Karoliny Nai.

A tymczasem za rozsuwanymi drzwiami oznaczającymi granicę RP czekały na nie transparenty. "Mieszkańcy Wałcza i powiatu wałeckiego witają medalistkę Karolinę Naję". Albo "Witamy naszą kochaną Martę. Kibice z Kalisza". Wreszcie "Marta Walczykiewicz, pierwsza medalistka olimpijska z Kalisza".

W istocie, Kalisz na pierwszy medal olimpijski czekał 92 lata. To dlatego tylu kaliszan nie wahało się, by przyjechać do Poznania na lotnisko. Nie tylko zresztą oni, bo stawiła się Bydgoszcz, Gorzów, Rokietnica, wspomniany Wałcz i wszystkie miasta, z którymi medalistki były i są związane. Jest też Poznań ze swoimi kwiatami i swoim transparentem.

Tada-dam - zatrąbiły puzony i trąby orkiestry dętej melodię z filmu "Rocky", gdy zawodniczki wraz z trenerami Tomaszem Krykiem, Bogusławem Głuszkowskim, fizjoterapeutą Tomaszem Wichniarkiem oraz lekarzem Andrzejem Rakowskim wyszli poza graniczne drzwi.

Marta Walczykiewicz wtedy oniemiała.

- Myślałam, że przyjedzie rodzina... - powiedziała, patrząc na nieprzebrany tłum oficjeli, dziennikarzy i kibiców z uszykowanymi zdjęciami i flamastrami. - To, co przeżyłam na podium w Rio, to nic w porównaniu z tym, co przeżywam tu teraz. Dziękuję.

A wiceprezydent Kalisza rusza do niej z kwiatami. Od zapachu kwiatów kręci się w głowie, po chwili wicemistrzyni olimpijska nie jest w stanie już unieść wszystkich bukietów.

Kolejni pasażerowie lotu z Monachium wychodzą ze swoimi walizkami i przystają. Nie spodziewali się, że ten przylot będzie tak wyglądał. Aż szkoda od razu jechać do domu.

Redaktor Beata Oryl-Stroińska z TVP prowadzi rozmowę z przybyłymi kajakarkami.

- Co czujesz? - pyta Beaty Mikołajczak.

- Spełnienie.

- Jest pan przeszczęśliwy? - to już do poznańskiego trenera Tomasza Kryka.

- Jestem.

- Pierwszy raz dwie kobiece załogi kajaków zdobyły medale. O to chodziło?

- O to.

Marta Walczykiewicz udziela wywiadów kolejnym redakcjom.

- Kurczę, jestem taka szczęśliwa. Medal to jedno, ale to powitanie... nie spodziewałam się.

Mięśnie na twarzy jej drgają, zwiastując nadciągające nieuchronnie wzruszenie. Orkiestra dęta zaczyna znów grać, więc wicemistrzyni olimpijska musi teraz krzyczeć do podstawionej jej pod usta baterii mikrofonów i dyktafonów.

- Ja tak bardzo przeżywam takie chwile. Spełniło się moje marzenie...

- Bierz Marta - wędruje do niej kolejny kosz kwiatów.

- Przegrałaś tylko z Nowozelandką Lisą Carrington. Da się z nią wygrać? - pytają dziennikarze

- Pewnie... - przerywa, by się obcałować z kolejnymi gratulującymi -... że się da...

- Gratulacje, Marto nasza kochana!

-... już raz z nią wygrałam na mistrzostwach świata. Dziękuję.

Orkiestra wciąż gra, ale po chwili cichnie. Dumnie pręży swoje puzony i klarnety, bo Marta Walczykiewicz pozuje z nią do zdjęcia. Będzie pamiątka na całe życie.

Dziennikarze odsuwają się dyskretnie. Kolejka łowców autografów sięga aż końca hali przylotów.

Więcej o:
Skomentuj:
Medalistki olimpijskie wróciły do Poznania. "Myślałam, że przyjedzie tylko rodzina, a tu..." [ZDJĘCIA]
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX