Tort dla zapaśniczki z Rio. Monika Michalik u prezydenta Poznania

Zapaśniczka Monika Michalik w pewnym momencie zaczyna się jąkać zakłopotana. - Ktoś docenił... fajnie - mówi. Nigdy dotąd nie gratulował jej prezydent miasta. Zdobyła jednak medal olimpijski, więc teraz gratuluje
Gratulacje w ozdobnej grawerce. Tort z olimpijskimi kółkami. Uszykowana mównica jak na poważnych konferencjach prasowych. Flagi Polski, Unii Europejskiej i miasta Poznania wokół. No i kwiaty, oczywiście także kwiaty.

Monika Michalik jest bez munduru Wojska Polskiego, który nosi czasami jako starszy szeregowy Sił Powietrznych w barwach Grunwaldu Poznań. Stoi w białej bluzce z polskim godłem, które wyraźnie odcina się czerwienią. Włosy starannie i na gładko uczesane nie mierzwią się tak, jak podczas walki na zapaśniczej macie, gdy musi spinać je, by rywalki ich nie sięgały i nie zasłaniały oczu w boju o medal.

Taki bój w Rio de Janeiro wygrała. Tym razem tak - w odróżnieniu od poprzednich igrzysk w Londynie, gdzie uległa w decydującej walce o brązowy medal. - Pomyślałam sobie, że Londyn to Londyn, a Rio to Rio. I żeby tego nie mieszać - wspomina.

Gratulacje, tort, kwiaty... - A także nasza wielka duma z tego, że Poznań ma swój medal w Rio. I ma swoją medalistkę. I 40 tysięcy złotych - dodaje prezydent Poznania Jacek Jaśkowiak, wręczając medalistce to wszystko.

To razem będzie 50, bo 10 tysięcy wcześniej, za sam udział w igrzyskach - szeptem dodają trzeźwo urzędnicy magistratu. Dla precyzji. Jesteśmy w końcu w Poznaniu.

- Myślę, że ta suma zmotywuje... - rozkłada ręce prezydent

- Zmotywuje, zmotywuje - potwierdza Monika Michalik. - Ktoś docenił... fajnie... cieszę się - dodaje zmieszana.

Przed nią jeszcze szereg wywiadów. Będzie opowiadała o tym, jak się stresowała - zwłaszcza wtedy, gdy okazało się, że w walce o brąz znów będzie musiała walczyć z Rosjanką, jak w Londynie. Raz jeszcze opowie o tym, jak po porażce z Japonką Risako Kawai musiała jej potem kibicować, by ta doszła do finału. Wyjaśni, że w zapasach jest taki regulamin - jeśli przegra się z zawodniczką, która dojdzie do finału, można potem bić się o brąz. Wspomni o tym, że gdy ona z kolei walczyła o ten brązowy medal, Japonka kibicowała jej. O tym, jak padły sobie potem szczęśliwe w ramiona. Jak podbiegły Agnieszka Wieszczek-Kordus i Iwona Matkowska - koleżanki z Grunwaldu Poznań, które przegrały dzień wcześniej, ale krzyczały i dopingowały ją w dniu walki. Nadmieni, że dzięki temu nie czuła się w Rio sama i że było łatwiej.

Wyjawi, że musiała zbijać wagę, by nie przekroczyć limitu 63 kg w swojej kategorii. Że musiała trzymać dietę, a i to nie wystarczało. Westchnie na wspomnienie tego, jak ubrana w grube ortaliony szła do sauny na Termach Maltańskich, by się wypocić i stracić kilogramy, by zbić wagę. Jak musiała potem odzyskiwać wypocone siły.

Uśmiechnie się na myśl o tym, że już po wszystkim, po diecie i po wylewaniu potu. I że zaraz, jak skończy te wywiady, może skosztować pokrojonego tortu.

Wszyscy znają te historie, bo od czasu sukcesu Moniki Michalik w Rio powtarza się je wciąż i wciąż. Nie szkodzi jednak, nadal miło się ich słucha.