NASI W RIO. Wielkopolscy lekkoatleci rozpoczynają starty na igrzyskach olimpijskich. Będzie medal?

Od lekkoatletyki się zaczęło. To lekkoatletyka dała Wielkopolsce jedyne olimpijskie złoto. Teraz, w Rio de Janeiro - w niej nadzieja. Zawody lekkoatletyczne ruszają w piątek. Ruszają szybkim krokiem na 20 km


Cichnie muzyka Vangelisa, z którą kojarzy się film "Rydwany ognia" Hugha Hudsona - film o pamiętnych letnich igrzyskach w Paryżu w 1924 roku. Pamiętnych dla Polski, która na takiej imprezie startowała pierwszy raz. I dla Wielkopolski, której przedstawiciele pierwszy raz reprezentowali polskie barwy.

Na paryskim stadionie Colombes brzmią słowa przysięgi, łopocze wciągnięta na maszt flaga olimpijska. Startują igrzyska VIII olimpiady. Wśród zgromadzonych na stadionie są bohaterowie tego wspaniałego filmu - brytyjscy sprinterzy Harold Abrahams i Eric Liddell oraz amerykańscy Jackson Scholz i Charles Paddock. Są jednak także polscy sportowcy, oni również biorą udział w otwarciu tych igrzysk. Widać ich przez moment w tym filmie.

Możemy się tylko domyślać, którzy polscy lekkoatleci pojawili się w "Rydwanach ognia". Było ich wówczas 14 - sami mężczyźni (choć to kobieta zdobyła pierwszy dla Polski złoty medal olimpijski, właśnie w lekkoatletyce; była to Halina Konopacka w rzucie dyskiem w 1928 roku). Wśród nich - jeden poznaniak, Stefan Adamczak.

Pierwszym wielkopolskim sportowcem, który wystartował na igrzyskach olimpijskich, był Marian Spojda z Warty Poznań, członek drużyny piłkarskiej, która 26 maja 1924 roku na stadionie Bergeyre przegrała z Węgrami 0:5.

Stefan Adamczak jako pierwszy startował na głównej arenie igrzysk, stadionie Colombes. 9 lipca stanął do eliminacji skoku o tyczce, na której nauczył się skakać w polskim klubie sportowym Sokół w Bochum w Niemczech. Umiejętność przydała mu się, gdy pokonywał o tyczce rowy okopów pierwszej wojny światowej. Tam, w niemieckiej armii dorobił się stopnia sierżanta. Po 1918 roku z kotylionem powstańca wielkopolskiego rozbrajał swoich niedawnych towarzyszy broni, by ogłosić przyłączenie Wielkopolski do ojczyzny. A gdy rozbroił, ruszył na bolszewików. Gdy Polska szykowała się do startu na igrzyskach w Antwerpii w 1920 roku, leżał w lazarecie trafiony bolszewicką kulą w bitwie pod Królewszczyzną. Z powodu tej wojny Polska do Antwerpii nie pojechała, na olimpijski debiut czekała do 1924 roku.

Wtedy Stefan Adamczak był zawodnikiem Pentatlonu Poznań, do którego trafił z poznańskiej Pogoni. Pentatlon założyli żołnierze z Centralnej Wojskowej Szkoły Gimnastyki i Sportów (CSWGiS). Jego idea była prosta - gdy dojdzie do kolejnej wojny, przyda się sprawność wyniesiona ze sportu.

W Paryżu skakano na bambusowych tyczkach na twardy zeskok. Stanowił go po prostu dół z piachem, bez materaców. Lądowanie było dość bolesne. Polak uzyskał 3,20 m. Minimum do wejścia do finału wynosiło 3,66 m. Uzyskało je siedmiu tyczkarzy. Mistrz olimpijski Amerykanin Lee Barnes (swego czasu jako kaskader dublował w filmach Bustera Keatona w scenach ze skokami z wysokości) miał w finale 3,95 m.

Tak się złożyło, że w 1939 roku Stefan Adamczak pracował jako trener w Katowicach. Gdy zaatakowali Niemcy, chwycił za karabin, by wraz z pospolitym ruszeniem bronić miasta. Wtedy słyszano o nim po raz ostatni. Zaginął bez śladu, nigdy go nie odnaleziono.

Pierwszy medal olimpijski dla Wielkopolski zdobyty został w wioślarstwie (Janusz Krenz-Mikołajczak i Henryk Budziński - brąz w dwójce w 1932 roku), ale to lekkoatletyka przyniosła pierwszy medal srebrny (Marian Dudziak w sztafecie sprinterskiej igrzysk w Tokio w 1964 roku) i wreszcie, po wielu latach czekania - także złoty. Pierwszy i jedyny, bo do dzisiaj nikt nie przebił osiągnięcia Szymona Ziółkowskiego w rzucie młotem z Sydney z 2000 roku.

- To, że nikt po mnie nie zdobył złota olimpijskiego dla Wielkopolski, to wiem. Bo widzę - mówił niedawno Szymon Ziółkowski. - Większym szokiem była dla mnie wiadomość, że nikt tego nie dokonał przede mną. Jak to możliwe?

Co prawda, mistrzem olimpijskim był podczas igrzysk olimpijskich w Rzymie w 1960 roku Zdzisław Krzyszkowiak w biegu na 3 km z przeszkodami - sportowiec pochodzący z Wielichowa pod Rakoniewicami - ale reprezentował on wtedy barwy Zawiszy Bydgoszcz. Kulomiot Władysław Komar, mistrz z Monachium w 1972 roku, który chodził do szkoły w Otorowie pod Poznaniem, także nie był reprezentantem poznańskiego klubu.

Nie są nimi również pochodząca z Rawicza młociarka Anita Włodarczyk oraz trenujący w Poznaniu młociarz Paweł Fajdek - główni faworyci igrzysk w Rio de Janeiro. Mają sięgnąć po pierwsze złoto olimpijskie w karierze - nie dla Wielkopolski jednak.

Dorobek wielkopolskiej lekkoatletyki na igrzyskach olimpijskich ogranicza się do złota Szymona Ziółkowskiego i srebra Mariana Dudziaka. Nikomu więcej stanąć na podium się nie udało. Józef Noji z Więckowa, uważany w 1936 roku w Berlinie za następcę Janusza Kusocińskiego, był piąty na 5000 m. Kulomiot Zygmunt Heljasz przegrał igrzyska w Los Angeles w 1932 roku (dziewiąte miejsce), choć był wtedy rekordzistą świata. Poznanianka Jarosława Jóźwiakowska-Bieda zdobyła - co prawda - w skoku wzwyż srebro igrzysk w Rzymie w 1960 roku, ale już jako zawodniczka AZS Gdańsk.

A przecież lekkoatletyka - zwana "królową sportu" - to wielka nadzieja Polski na sukcesy medalowe w Rio de Janeiro. Polski, pytanie jednak czy Wielkopolski? W gronie lekkoatletów, którzy pojechali do Brazylii, nie ma żadnego faworyta do medalu, który pochodziłby z wielkopolskiego klubu. Co nie znaczy jednak, że któryś z zawodników nie sięgnie po medal...

Pierwszą szansę mieć będzie Łukasz Nowak, który już w piątek o godz. 19.30 polskiego czasu stanie do startu chodu na 20 km. Lekkoatleta AZS Poznań, mocno związany ze Skokami, został włączony do składu trzy tygodnie przed rozpoczęciem igrzysk, a to przecież ósmy chodziarz poprzednich igrzysk w Londynie, tyle że na dystansie 50 km. Jego doświadczenia na 20 km są mniejsze. Trenuje go jednak Krzysztof Kisiel, twórca sukcesów Roberta Korzeniowskiego.

- O wyjeździe do Rio dowiedzieliśmy się w ostatniej chwili, ja i Artur Brzozowski z Katowic. Od razu przerwaliśmy roztrenowanie - mówi Łukasz Nowak, który liczy na to, że czystka antydopingowa, która trwa w sporcie, zmieni też układ sił w chodzie.

Joanna Fiodorow, poznańska młociarka ma w związku z tym inne niepokoje. - W rzucie młotem są zawodniczki, które wracają do rzucania po dwuletnich dyskwalifikacjach za doping - mówi. - Przez te dwa lata nikt ich nie kontrolował, robiły co chciały. Teraz wracają i od razu rzucają rekordy życiowe.

Poznanianka dodaje: - Ja konkurentkom, które były dyskwalifikowane za doping, mówię na zawodach tylko "cześć". Ręki im nie podaję.

Joanna Fiodorow wraz z Malwiną Korpon będą towarzyszyły Anicie Włodarczyk. Rawiczanka walczy o złoto, ma dziesięć najlepszych w tym roku wyników na świecie. Trudno, by ktoś z nią konkurował. Joanna Fiodorow ma jednak brązowy medal Mistrzostw Europy z 2014 roku, a Malwina Korpon to wciąż młociarka na dorobku. Ich trener Czesław Cybulski narzeka, że powinny rzucać już dalej, ale obie należą do grona tych utalentowanych zawodników, którzy mogą należeć do światowej czołówki, o ile się przyłożą.

Jeszcze kilka lat temu o medal mogłaby walczyć poznańska dyskobolka Żaneta Glanc. Teraz jednak wraca do startów po wielu urazach np. więzadeł krzyżowych w kolanie. Nie było jej ani na mistrzostwach Europy w 2014 roku, ani na mistrzostwach świata w Pekinie w 2015 roku. Pisała wtedy na Facebooku: "Mam pecha. Do zobaczenia jednak w Rio de Janeiro! Bądźcie ze mną w tych trudnych chwilach". I teraz w Rio ją zobaczymy

Na igrzyska w Brazylii nie zakwalifikowała się sztafeta sprinterów, oparta na zawodnikach poznańskich i trenowana przez poznańskiego trenera Tadeusza Osika. Do Rio pojechało 16 najlepszych zespołów świata, Polska była 17. Wystartuje jednak sztafeta kobieca 4x400 m, a w niej - Patrycja Wyciszkiewicz - niedawno rewelacja polskiej lekkoatletyki juniorów.

Sporą niewiadomą są nasze szanse w maratonie. Wśród kobiet startuje najbardziej doświadczona wielkopolska olimpijka - Monika Stefanowicz, która jeszcze pod nazwiskiem Drybulska biegała maraton na igrzyskach w Atenach w 2004 roku. Przez kilka ostatnich lat nie było jej w światowej czołówce, teraz do niej wraca.

Henryk Szost z Grunwaldu Poznań to z kolei dziewiąty maratończyk ostatnich igrzysk w Londynie - był tam najlepszym z Europejczyków. W tym roku wynikiem 2:09.39 zajął czwarte miejsce podczas prestiżowego maratonu w Fukuoce.

Kto wie, czy najwięcej apetytu na sukces nie narobiła Anna Jagaciak-Michalska, dzięki kapitalnemu występowi podczas niedawnych mistrzostw Europy w Amsterdamie. Wynikiem 14,33 m pobiła wtedy rekord życiowy i prowadziła w konkursie trójskoku. Ostatecznie zajęła czwarte miejsce. W Rio jednak konkurencja jest potężna - najlepsze na świecie skoczkinie z Ameryki Południowej, którymi są Kolumbijka Caterine Ibarguen i Wenezuelka Yulimar Rojas uzyskują w tym sezonie ponad 15 m. Będą chciały się pokazać podczas pierwszych igrzysk na swoim kontynencie.

Starty wielkopolskich lekkoatletów:
piątek 12 sierpnia- Łukasz Nowak (chód 20 km), godz. 19.30
sobota 13 sierpnia- Joanna Fiodorow, Malwina Kopron (młot), godz. 1.40; finał w poniedziałek, godz. 15.40
sobota 13 sierpnia- Anna Jagaciak-Michalska (trójskok), godz. 15.40; finał poniedziałek, godz. 1.55
niedziela 14 sierpnia- Monika Stefanowicz (maraton), godz. 14.30
wtorek 16 sierpnia- Żaneta Glanc (dysk), godz. 1.30; finał tego samego dnia, godz. 16.20
sobota 20 sierpnia- Patrycja Wyciszkiewicz (4x400 m), godz. 1.40; finał niedziela, godz. 3
niedziela 21 sierpnia- Henryk Szost (maraton), godz. 14.30
Rio de Janeiro, igrzyska olimpijskie, lekkoatletyka, Nasi w Rio

Wielkopolska na igrzyskach - historyczne medale i nadzieje w Rio