Startuje Poznań Open. Jaką kolejną gwiazdę tenisa poznamy na Golęcinie?

Lucas Pouille dwa lata temu był w półfinale Poznań Open - dzisiaj dochodzi do ćwierćfinału Wimbledonu. David Goffin, zwycięzca z Poznania, dzisiaj jest czołowym tenisistą świata. Oto siła poznańskiego turnieju
Od niepamiętnych czasów Poznań Open służył temu, by przyjrzeć się zawodnikom notowanym jeszcze na odległych miejscach na świecie, którzy niebawem mogą stać się gwiazdami światowego tenisa. Już w latach 90. grywali tu Jewgienij Kafielnikow i Marat Safin, zanim ktokolwiek w szerokim świecie o nich usłyszał. Jegiwniej Kafielnikow przeszedł wręcz do legendy. W 1993 roku grał na bocznym korcie z Czechem Ctislavem Dosedelem. Przegrał sromotnie, nikt mu nawet wtedy zdjęcia nie zrobił.

Sytuacje, w których na kortach Golęcina gra nieznany jeszcze za bardzo tenisista i wkrótce zostaje on światową gwiazdą, zdarzają się do dzisiaj. Można wręcz powiedzieć, że są standardem poznańskiego challengera. Nic dziwnego, przyjeżdżają tu bowiem zawodnicy sklasyfikowani między 100. a 300. miejscem w rankingu ATP. Często to tenisiści wchodzący dopiero na salony, rozpoczynający karierę, a dysponujący już bardzo dużym talentem. Nierzadko tacy zawodnicy w ciągu dwóch, trzech lat dochodzą do czołowych pozycji na świecie.

Tak było w tym roku chociażby z Belgiem Davidem Goffinem, który wygrał turniej w Poznaniu w 2014 roku. Belgijski tenisista przyjechał wtedy na turniej na Golęcinie jako gracz nawet nierozstawiony tu z jedynką. Zajmował wówczas 106. miejsce na świecie, wyżej od niego byli Słoweniec Blaz Rola oraz broniący trofeum Austriak Andreas Haider-Maurer. To właśnie z Blazem Rolą belgijski pretendent zmierzył się w finale i wygrał.

Od triumfu w Poznaniu jego kariera zaczęła przebiegać bardzo szybko. Jeszcze latem 2014 roku wygrał prestiżowy turniej w Kitzbühel., nieco później w Metzu.

W tym roku David Goffin był notowany już na 13. miejscu w świecie, czyli w ścisłej światowej czołówce. Doszedł do czwartej rundy Australian Open oraz ćwierćfinału French Open. W tegorocznym ćwierćfinale przegrał w czwartej rundzie z Milosem Raonikiem z Kanady w pięciu setach, choć wygrał dwa pierwsze.

Podobnie rzecz się ma z Francuzem Lucasem Pouille, który w zeszłym roku był w półfinale Poznań Open. Przegrał w nim z rozstawionym z nr 1 późniejszym zwycięzcą całej imprezy Hiszpanem Pablo Carreno-Bustą. Jednakże w bieżącym turnieju wimbledońskim ów hiszpański zwycięzca zeszłorocznego Poznań Open odpadł już w pierwszej rundzie, po porażce ze wspomnianym już Kanadyjczykiem Milosem Raonikiem, natomiast Lucas Pouille zaszedł o wiele dalej - aż do ćwierćfinałowego meczu z Tomasem Bedrychem. I to właśnie ten Francuz był rozstawiony w Wimbledonie z nr. 32 jako zawodnik wyżej już w tym roku notowany od Hiszpana.

Morał? Poznań Open to nie tylko kuźnia, w której wykuwają się przyszłe gwiazdy światowych kortów i właściwie co roku pojawia się na tym poznańskim turnieju ktoś, kto później robi karierę. To nie wszystko jednak. Pomysł, by takiego kandydata na gwiazdę wypatrywać jedynie wśród zwycięzców turnieju, nie jest wcale taki dobry. Równie dobrze może być to zawodnik, który przepadnie w półfinale, ćwierćfinale, albo gdzieś na bocznym korcie.

Kibice Poznań Open zatem - bądźcie czujni i uważnie rozglądajcie się wokół. Tu wszędzie może grać rychła gwiazda kortów.