Sport.pl

"No, daj mu kartkę! W meczu też byś mu nie dał?!", czyli sędziowie, którzy piłkę znają nie tylko z Playstation

"Komornickie Galacticos" kontra reprezentacja wielkopolskich sędziów, a w tle muzyka disco polo. Pachnie lekkim festynem? To pierwsza runda okręgowego Pucharu Polski, rozgrywek dla drużyn niezrzeszonych. Oto nasz reportaż z Komornik, gdzie miejscowi oldboje podejmowali zespół sędziów.
Okręgowy Puchar Polski to dla wielu amatorskich zespołów jedyna okazja w roku, by zagrać mecz w profesjonalnych rozgrywkach. W pierwszych rundach oglądamy więc zawodników z widocznym brzuchem, którzy po 15 minutach biegania mają już dość. Stawka jest jednak niemała, bo triumfator startuje w normalnym Pucharze Polski. Chętnych na przeżycie małej przygody nie brakuje. W minioną sobotę wybraliśmy się na spotkanie bojowych amatorów - w Komornikach miejscowi Oldboje grali z reprezentacją Kolegium Sędziów Wielkopolskiego Związku Piłki Nożnej.

Witamy w amatorskim folklorze

O tym, że jesteśmy na spotkaniu drużyn, które nie uczestniczą nawet w siódmej czy ósmej lidze, przypomniała nam muzyka disco polo, która rozbrzmiewała na stadionie jeszcze przed pierwszym gwizdkiem. Z tekstu wyśpiewanego przez wokalistkę dowiedzieliśmy się m.in., że "dla mnie ty, a dla ciebie ja" i "dla mnie jesteś numerem jeden". Romantyczne ballady przerwał tembr głosu ekscentrycznego spikera, który powitał "komornickie Galacticos" i zapowiedział "mecz, który rangą nie ustępuje inauguracji mistrzostw świata oraz igrzysk olimpijskich".

Ani sędziowie z Wielkopolski, ani oldboje z Komornik nie potrzebowali zbyt wiele czasu na rozgrzewkę. Kilka sprintów, kilka podań, kilka strzałów - z całym repertuarem ćwiczeń uwinęli się w kwadrans i spotkanie mogło się rozpocząć.

Faworyci nie dali szans

Od początku lepsze wrażenie sprawiali sędziowie. Przede wszystkim na boisko weszli z mniejszym balastem tkanki tłuszczowej. Oldbojom sił starczyło na około 30 minut. Do przerwy reprezentacja Kolegium Sędziów WZPN prowadziła 4:0, a komorniccy oldboje w drugiej połowie byli już wyraźnie zmęczeni i dali sobie strzelić kolejne sześć goli. Sędziowie zaimponowali nie tylko wysokim zwycięstwem, ale też kulturą gry niespotykaną na tak niskim poziomie rozgrywkowym. Na boisko wyszli bowiem w ryzykownym ustawieniu 3-5-2, a w swoich akcjach bazowali głównie na szybkich podaniach wymienianych przy linii bocznej.

Dla wielkopolskich sędziów to nie pierwszy występ w Okręgowym Pucharze Polski. Rok temu odpadli w II rundzie OPP po porażce 2:5 ze Szturmem Junikowo (wcześniej pokonali 2:0 Orły Plewiska), z kolei dwa lata temu w swoim debiutanckim sezonie przebrnęli dwie rundy w regionalnym Pucharze Polski - wygrali z Canarinhos Skórzewo i NKS Niepruszewo, by zatrzymać się na Sucharach Suchy Las.

Zawsze fair play

Na boisku w składzie reprezentacji KS WZPN oglądaliśmy nie tylko sędziów z klasy B, ale też takich, którzy na co dzień prowadzą zawody trzeciej ligi. Mecz prowadził Łukasz Oleszkiewicz, arbiter z uprawnieniami czwartoligowymi. O byciu stronniczym nie ma mowy - koledzy po fachu rzadko dają mu okazję do wykazania się. W pierwszej połowie jeden z sędziów-piłkarzy wulgarnie skomentował decyzję Oleszkiewicza, ale ten tylko go ostrzegł i nie ukarał żółtą kartką. - Daj mu kartkę! Daj! Niech siedzi cicho! W meczu też byś mu nie dał? Daj mu kartkę! - krzyczą sędziowie z ławki: - W innym meczu by dał, niepotrzebnie się pohamował. Za takie darcie mordy już się należało, niech się nie patyczkuje.

Gdy jeden z oldbojów sfrustrowany odgwizdaniem spalonego przez sędziego głównego posłał pod jego adresem kilka epitetów, natychmiast poszła riposta od jednego z sędziów-piłkarzy: - Dlaczego go obrażasz? Ewidentnie spaliłeś, liniowy dobrze stał, a ty nie masz nawet szansy tego zobaczyć. Daj spokój, nic nie wniesiesz gadaniem - tłumaczy. Wie, co mówi - zna te sytuacje. Co tydzień widzi je z innej perspektywy.

Nie ma mowy o zadyszce

Jednym z celów gry KS WZPN w Okręgowym Pucharze Polski jest obalanie stereotypu sędziego, który utwierdził się w świadomości w czasach słusznie minionych. Dziś starsi panowie z brzuszkiem są na marginesie albo nie ma ich wcale, bo eliminują ich testy sprawnościowe, które każdy arbiter przechodzi dwa razy do roku. Łatwo nie jest - egzamin normalny jest w stanie pokonać osoba, która ze sportem ma do czynienia choćby 2-3 razy w tygodniu. Egzamin nominowany jest znacznie trudniejszy, choć zasady są podobne - generalnie chodzi o bieganie tzw. interwałów na bieżni sportowej. Kto zaliczy trudniejszą wersję testu, ten może liczyć na awans w drabince sędziowskiej. Większość zawodników reprezentacji KS WZPN biega właśnie egzaminy nominowane i nic dziwnego, że oldbojów z Komornik po prostu zabiegali. - Sędziowie przygotowują się głównie pod kątem wytrzymałości - mówi Łukasz Araszkiewicz, kapitan drużyny sędziów: - Ale w takich meczach możemy przynajmniej pokazać, że arbitrzy znają piłkę nie tylko z telewizji albo Playstation.

Wielkopolska na tle reszty

- Większość z nas ma mniejsze czy większe doświadczenie w piłce, więc postanowiliśmy spróbować swoich sił. Z drużynami z A-klasy czy z B-klasy jeszcze sobie radzimy, schody zaczynają się przy ekipach z okręgówki - opowiada Araszkiewicz: - Trzy lata temu powstała amatorska drużyna Los Arbitros. Gramy w WL lidze [amatorskie rozgrywki Wiary Lecha - przyp. red.], zaczynaliśmy od III poziomu rozgrywkowego, a już jesteśmy w najwyższej lidze. Bierzemy też udział w turniejach charytatywnych i towarzyskich. Z tego co wiem, to nasi koledzy po fachu z innych województw też próbują swoich sił i startują w Okręgowym Pucharze Polski. Do niedawna na hali rozgrywaliśmy Mistrzostwa Polski Sędziów, w których prym wiodły reprezentacje ze Śląska i Mazowsza. Właśnie z kolegami z Mazowsza mierzyliśmy się też na trawiastym boisku, ale dwukrotnie przegrywaliśmy. Ale jeszcze się im zrewanżujemy.

Szans wielkich nie ma

Sędziowie z Wielkopolski nie liczą na spektakularne sukcesy. Komornicki folklor wyraźnie pokazał, że reprezentacja arbitrów z WZPN pokonała zespół zlepiony z emerytowanych amatorów, a nie drużynę z krwi i kości. Jeśli w drugiej rundzie OPP trafią na równie nieprzygotowaną drużynę albo na słabszy zespół z B-klasy, wtedy mogą liczyć na przedarcie się do kolejnej rundy. Jeśli wylosują kogoś z okręgówki - odpadną. Ale jeśli szybko polecą z gry, to rozpaczać nie będą. Piłkarskie ciuchy zostawią w domu, do torby wrzucą strój sędziowski, gwizdek, kartki i pojadą prowadzić spotkania dla takich jak oni. Niespełnionych piłkarzy, którzy ekstraklasę zobaczyć mogą jedynie w telewizji lub z trybun. Ale czy ekstraklasowicze zostali kiedyś okrzyknięci przez spikera "miejscowym Galacticos"? Ano właśnie. Od pierwszej rundy Okręgowego Pucharu Polski wszystko się rozpoczyna. - Wielu z nas marzyło o tym, by zostać piłkarzem. Sędziowanie było strzałem w dziesiątkę. Część z nas nigdy by nie zagrała tam, gdzie dziś sędziujemy - twierdzi Araszkiewicz.

Więcej o: