Trener Czesław Cybulski: Paweł Fajdek mnie leczy. Jest zdolny do tego, by pobić rekord świata

Pawłowi Fajdkowi - najlepszemu obecnie polskiemu młociarzowi - nie wystarczyło zdecydowane prowadzenie na listach światowych. Pojechał na Węgry, by tam znokautować głównego rywala Krisztiana Parsa na jego terenie. Trenujący w Poznaniu młociarz jest w niebywałej formie
Mistrz świata z Moskwy z 2013 r. wygrał mityng w Szekesfehervar na Węgrzech rezultatem 83,12 m. To najlepszy w tym roku rezultat na świecie. Węgierski mistrz Krisztian Pars, uważany za głównego rywala Polaka w nadchodzących sierpniowych mistrzostwach świata w Pekinie, mógł tylko obserwować, jak Paweł Fajdek bije go na jego terenie - sam rzucił 79,23 m.

Paweł Fajdek trenuje na co dzień w Poznaniu, który jest mekką niemal wszystkich polskich młociarzy. Od trzech tygodni mistrz świata musi jednak ćwiczyć bez swego trenera Czesława Cybulskiego, którego niechcący trafił młotem podczas zajęć 17 czerwca . Najwybitniejszy szkoleniowiec w dziejach polskich rzutów trafił do szpitala w przeddzień swoich 80. urodzin ze złamaną kością i uszkodzonym kolanem.

Radosław Nawrot: Teraz czuje się pan już lepiej?

Czesław Cybulski: Przeszedłem właśnie ostatni zabieg przeszczepu skóry.

Przeszczepu?

- Tak, gdyż kiedy młot uderzył mnie w nogę, zdarł mi sporą połać skóry. Trzeba ją było przeszczepić. Kolanem już ruszam i zginam. Ćwiczę intensywnie, zwłaszcza w nocy, gdy nie mogę spać.

Zatem nie tylko młociarze trenują. Pan również.

- Owszem, trenuję bardzo ostro.

Może Paweł Fajdek rzuca tak daleko, bo ma wyrzuty sumienia, że pana niechcący trafił?

- Paweł przejął się tym wypadkiem bardzo. Był załamany. Zadzwoniłem do niego raz, jeszcze tego samego dnia i mówię: "Chorzy leżą w szpitalu, ale zdrowi trenują". Potem zadzwoniłem drugi raz, wieczorem i dodałem: "Pamiętaj, ja mam jutro urodziny. Osiemdziesiąte. I ty masz rzucać tyle, ile mam lat. Ale z hakiem". A pan wie, ile wynosi ten hak?

Na dzisiaj - 83 metry 12 centymetrów.

- Na dzisiaj tak, ale wkrótce hak może wynosić nawet pięć, sześć metrów.

Zaraz, zaraz. Przecież 86,74 m to stary rekord świata! Jeszcze Jurija Sedycha z radzieckich czasów, z 1986 roku!

- Zgadza się, to koksowniczy rekord świata sprzed lat. Paweł Fajdek jest jednak w stanie dzisiaj rzucić rekord świata. To znaczy... dzisiaj... przesadziłem. Dosłownie dzisiaj - pewnie nie, ale jest w stanie w ogóle to uczynić. Chciałem, aby na tegoroczne mistrzostwa świata do Pekinu pojechał z przygotowaniem na 86,90 m. Z różnych powodów nie dało się tego zrobić, ale sądzę, że za rok, na igrzyskach w Rio de Janeiro będzie to możliwe.

Spoglądam na tabele światowe w tym sezonie, Raz, dwa, trzy... osiem pierwszych wyników na liście to rzuty Pawła Fajdka. Z czego sześć to wyniki powyżej 80 m. Nikt poza nim na świecie nie przekroczył tej granicy, a on zrobił to w tym roku sześciokrotnie!

- Stara się o lekarstwo.

Jakie?

- Dla mnie. Gdy trafiłem do szpitala, powiedziałem mu: "Postaraj się teraz o dobre lekarstwo dla mnie. Będą nim dalekie rzuty. Po nich od razu zdrowieję".

Pamięta pan, kto jako ostatni tak zdominował listy światowe? Szymon Ziółkowski w 2001 roku, też pański podopieczny. Nie miał sobie wtedy równych i został mistrzem świata z wynikiem 83,38 m. Paweł Fajdek to większy talent?

- Oj tak, o pięć długości.

Skąd się wziął taki talent? Co zadecydowało o tym, że rzuca tak daleko?

- Motoryka, budowa ciała, wreszcie coraz większa mądrość. W młocie rzuca głowa, nie tylko ręce. Gdy zawodnik dojrzewa psychicznie, staje się gotowy do dalekiego rzucania.

Biorąc to pod uwagę, możemy się spodziewać złota na mistrzostwach świata w Pekinie?

- Możemy jak najbardziej, ale byłbym ostrożny w kategorycznym wyrokowaniu o tym, co będzie. Sport zastawia różne pułapki, są nimi kontuzje, ból i wiele innych trudnych do przewidzenia okoliczności. Człowiek nie jest maszyną, nie da się go zaprogramować bezawaryjnie na wynik. U Pawła Fajdka na pewno największym zagrożeniem jest bark, który często go boli. Jeśli się odezwie, może dojść do tego, że niczego nie zdobędzie, albo jakiś brązik. Na pewno jest zdolny do wielkich wyników, ale nie wykrzykiwałbym i zachowałbym ostrożność.

Pojechał jednak Paweł Fajdek na zawody do Szekesfehervar i tam znokautował Krisztiana Parsa na jego terenie. To tak jakby go uderzył pięścią między oczy. Psychika Węgra musiała ucierpieć.

- Psychika jest bardzo ważna w rzucie młotem i dla Parsa to musi być duże przeżycie. Pamiętam, jak na poprzednich mistrzostwach świata w Moskwie Paweł Fajdek rzucił swoje 82 metry [dokładnie 81,97 m - przyp. red.]. Wówczas Pars próbował jak najszybciej mu dorównać. Rzucał siłowo, usztywniony tym, że jakiś młokos z nim wygrywa.

A czy Paweł Fajdek poradziłby sobie w takiej sytuacji? Gdyby to jakiś rywal przerzucił go na początku konkursu? Przecież to często on ustawia zawody dobrym rzutem na dzień dobry.

- Każdy sztywnieje, gdy rywal popisuje się dalekim rzutem. Pamiętam konkurs olimpijski w 2012 r. w Londynie, gdy Pawłowi zupełnie nie szło. Przyszedł i mówi: "Trenerze, co robić? Mam dwa rzuty spalone". Odpowiedziałem: "Luźniuteńko, zakręć jak dziecko, a rzucisz daleko". Zakręcił, ale gdy poczuł, że zawiesił się na młocie, przyspieszył. I spalił trzeci rzut.

A po roku...

- Po roku został mistrzem świata. Ci, którzy zwątpili w niego w 2012 roku, w 2013 go przepraszali.

Teraz Paweł Fajdek jest jeszcze lepszy?

- Paweł bardzo się zmienił po tym, jak został ojcem. Czasami odnoszę wrażenie, jakbym rozmawiał z zupełnie innym człowiekiem. Spoważniał, jest bardzo zacięty na konkursy i wyniki. Stara się chłopak bardzo. Szybko łapie, jak trzeba rzucać, szybko doskonali technikę. Jest teraz bardzo pozytywny, jest cudowny.

Jak sobie radzi bez pana?

- Zgłosiła się pani Jolanta Kumor, nauczycielka Pawła Fajdka z Żarowa. Zakochała się w młocie i znakomicie mnie zastępuje. Rozważałem nawet jakiś internetowy przekaz treningowy, ale okazało się to zbędne. Pani Jola jest świetna.

Możemy mieć w Pekinie wspaniałe konkursy rzutu młotem, bo Paweł Fajdek to faworyt wśród mężczyzn, a Anita Włodarczyk - wśród kobiet. A Joanna Fiodorow, nasza utalentowana poznańska młociarka? Często na zawodach kręci się koło podium.

- Na co stać Joannę Fiodorow, wolałbym głośno nie mówić. Czasami boli mnie, że tak słabo mnie leczy, bo mogłaby dostarczać mi lepszego lekarstwa. Mamy jeszcze w Poznaniu Malwinę Kopron...

Kiedyś był pan bardzo rozczarowany jej postępami. Teraz ta młociarka jest rewelacją.

- Malwina jest dziewczyną na rzuty w granicach 76-77 m. Ma 21 lat, jeździ jeszcze na zawody młodzieżowe, wszystko przed nią. Musimy pracować nad nią i nad Aśką, najlepiej zespołowo.

Joanna Fiodorow zdobywała już medale dużych imprez. A kiedy zrobi to Malwina Kopron?

- Jest przygotowana fizycznie i technicznie, ale musi dojrzeć psychicznie. Czasami zawodzi głowa, choć nie powinna. Kiedy jednak przestanie, to Malwina walnie tak, że młota nie znajdziemy.