Triathlon. Kacper Adam - pierwszy Polak, który "złamał" cztery godziny

Kacper Adam obronił tytuł mistrza Polski i wygrał JBL Triathlon w Sierakowie z czasem 3:57:45. To najlepszy wynik, jaki kiedykolwiek został osiągnięty w Polsce.
Hanna Urbaniak: 3:57:45 - to pana czas w Sierakowie, najlepszy w Polsce. Spodziewał się pan, że może osiągnąć taki historyczny rezultat?

Kacper Adam: Już rok temu po wygranej w Sierakowie zapowiadałem, że będę chciał "złamać" barierę czterech godzin. Wtedy jeszcze nie miałem takiego doświadczenia i nie byłem w takiej formie. W tym roku odpowiednie przygotowanie pozwoliło mi osiągnąć wynik, jakiego w Polsce jeszcze nikt nie osiągnął, a do tego zdobyć tytuł mistrza kraju.

Po części pływackiej był pan dopiero na siódmym miejscu. Jak udało się odrobić straty?

- Na długich dystansach pływanie nie jest aż tak bardzo ważne, zresztą to była część mojej strategii. Moim założeniem było, żeby wyjść z wody z pierwszą grupą, co się udało. 20-30-sekundowa strata na takim długim dystansie jest jak najbardziej do nadrobienia na trasie kolarskiej i biegowej.

Rywalizacja była w tym roku bardziej zacięta?

- Tak, dlatego że tym razem walka toczyła się też o mistrzostwo Polski. Rywalizacja była bardzo zacięta, o czym najlepiej świadczy fakt, że na części kolarskiej wypracowałem sobie pięć minut przewagi, która bardzo stopniała podczas biegu. Łukasz Kalaszczyński, który po jeździe rowerem był dopiero ósmy, ostro mnie gonił i stracił do mnie tylko dwie minuty. Dostawałem te informacje na bieżąco, co tylko mnie mobilizowało, żeby dać z siebie maksimum i w efekcie osiągnąć taki znakomity rezultat.

Rok temu bardzo pan chwalił trasę w Sierakowie, zwłaszcza asfalt. Podtrzymuje pan tę opinię?

- Potwierdzam. Bardzo dobrej jakości asfalt oraz pętla zamknięta dla ruchu drogowego powodują, że jest bezpiecznie i zawodnicy mogą konkretnie "docisnąć" pedał. Mimo że trasa w Sierakowie jest bardzo wymagająca, bo nie jest płaska, to udało mi się ją pokonać z bardzo dobrą średnią prędkością - 42 km/h.

Coraz popularniejsze stają się zawody triathlonowe w dużych miastach, tj. Poznań czy Gdynia, a mimo to malutki Sieraków wciąż przyciąga rzesze zawodników. Skąd ten fenomen?

- Triathlon w Sierakowie jest już tradycją w kalendarzu zawodów. W dodatku jego rangę podnoszą mistrzostwa Polski, co też zachęciło do startu bardzo dużo osób. Fajne w Sierakowie jest to, że amatorzy startują na jednej trasie z profesjonalistami. Zresztą ci hobbyści coraz szybciej nas gonią, a to też dodaje nam motywacji do osiągania jeszcze lepszych wyników.

Za Sierakowem przemawiają też malownicze tereny. Czyste jezioro, doskonały asfalt wokół tego jeziora, to powoduje, że startuje się tam z przyjemnością.

Za rok też przyjedzie pan do Sierakowa?

- Taki mam plan. Tak jakoś wychodzi, że co roku przyjeżdżam do Sierakowa.

Poprzeczkę zawiesił pan bardzo wysoko.

- Trzeba się rozwijać i stawiać sobie kolejne cele. Jestem młodym zawodnikiem, bo mam dopiero 23 lata. A to mój pierwszy sezon w roli profesjonalnego zawodnika, wcześniej byłem amatorem. Sponsorzy wymagają jednak ode mnie wyników, więc siłą rzeczy muszę je poprawiać.

Jakie są pana plany na przyszłość?

- Na razie chcę jeszcze startować w Polsce. Na pewno będę w Poznaniu i w Gdyni, gdzie odbywają się już zawody o randze międzynarodowej. Chcę się tam pokazać z dobrej strony, powalczyć z najlepszymi, bo mój apetyt też rośnie. Chcę wygrywać w takich zawodach. Marzy mi się też start w kultowych mistrzostwach świata Ironman na Hawajach.