Wioślarstwo. Julia Michalska-Płotkowiak: Teraz mąż nie powie mi - kończ karierę, bo nic nie pokazałaś

Brązowa medalistka olimpijska z Londynu, Julia Michalska-Płotkowiak zajęła drugie miejsce w finale B mistrzostw Europy w Poznaniu. Polka, która wraca do wioślarstwa po urodzeniu dziecka, zrehabilitowała się za kiepskie starty w eliminacjach.
Pierwszego dnia zawodów Julia Michalska-Płotkowiak przypłynęła do mety ostatnia, mając aż 25 sekund straty do zwyciężczyni w wyścigu jedynkarek. W repesażu straciła już dziesięć sekund, ale po obu startach była załamana, wspominała o zakończeniu kariery.

Hanna Urbaniak: W finale B poprawiłaś swój wynik z pierwszego dnia zawodów aż o 25 sekund. Czyli to był wypadek przy pracy i nie będziesz kończyć kariery?

Julia Michalska: Odnalazłam się po tym wszystkim, ale to nie było jeszcze sto procent moich możliwości. Ważne, że się pozbierałam, bo mogło być tak, żebym się w ogóle nie pozbierała i byłoby fatalnie. A tak jakaś nadzieja jest, że nie tylko w gadaniu jestem dobra, tylko naprawdę czuję, że łódka mi szybko płynie. Dzięki temu będę miała po powrocie do domu inną rozmowę z mężem niż na zasadzie: kończymy, bo nic nie pokazałaś. Mam jakąś kartę przetargową w rozmowie z nim.

Kibice mogli się przerazić, kiedy po nieudanych startach mówiłaś, że jak nic się nie zmieni, to przestaniesz się ścigać. Nie za surowo podchodzisz do siebie? Przecież ponad dwa lata nie pływałaś.

Muszę tak podchodzić, dlatego że moim priorytetem jest rodzina. Nie mam żadnej presji ze strony związku, tak naprawdę nikt jej na mnie nie wywiera, dlatego muszę sobie ją sama wytwarzać. Trener Marcin Witkowski powiedział mi: masz drzwi z lewej i prawej, wybieraj, czy idziesz z nami, czy kończysz. Za każdym razem powtarza mi, że to jest tylko moja decyzja. Muszą sobie wytworzyć tę presję, żeby na mistrzostwach świata dać radę, żeby mój organizm poradził sobie chociażby ze stresem.

Mówisz, że rodzina jest dla Ciebie najważniejsza, ale jednak zdecydowałaś się na powrót do wioślarstwa.

Dlatego, że otrzymałam od mojej rodziny wsparcie, ale jest ono bardzo konkretne, czyli wóz albo przewóz. Mam prawie dwuletnie dziecko, które też ma swoje potrzeby i jest z nami bardzo zżyte. A moje wyjazdy na zgrupowania wiążą się z tym, że zostaje albo bez mamy, albo bez taty. Oczywiście nie można dramatyzować, bo inni ludzie też chodzą do pracy, ale to jest moje pierwsze dziecko, dlatego tak bardzo się tym przejmuję.

Nie podchodzisz jednak zbyt rygorystycznie do siebie. Przecież po takiej przerwie potrzeba czasu, żeby wrócić na szczyt. Prezes Ryszard Stadniuk też powiedział, że mamy dać Ci trochę czasu. Tymczasem Ty sama sobie tego czasu nie chcesz dać.

Jasne, że można przedłużać karierę praktycznie w nieskończoność. Ja nie muszę się martwić tym, co będę robiła, jeśli zakończę karierę, bo mam zapewnione tzw. życie po życiu. Mam pracę w Anglii, gdzie jestem trenerem. Szkoła, która mnie zatrudnia, z wielką chęcią poczeka na mnie nawet rok po igrzyskach olimpijskich, żebym mogła znowu się odnaleźć, żeby nie przechodzić depresji postartowej, bo naprawdę jest ciężko. Ja muszę być w stosunku do siebie bardzo obiektywna i ostra. Albo dam radę, albo nie.

Do rozpoczęcia mistrzostw świata we Francji, gdzie będziecie walczyć o kwalifikację olimpijską, pozostały trzy miesiące. To dużo, czy mało, żeby zdążyć się przygotować?

Wszystko zależy od tego, jak zareaguję na program treningowy, przygotowany przez trenera Marcina Witkowskiego. Jeśli zabierze mnie z dziewczynami do Zakopanego, to chyba podczepię się pod dwójkę podwójną i będą mnie siłą ściągać. Czeka mnie bardzo ciężki okres pod każdym względem, nie tylko fizycznym, także psychicznym. Ostatnie dwa dni całe przepłakałam, takie targają mną emocje.

Sześć złotych medali mistrzostw Europy w Poznaniu zdobyła Wielka Brytania. Nie da się ukryć, że oni trochę pływają w innej lidze.

W ubiegłym tygodniu byłam na mistrzostwach Wielkiej Brytanii juniorów. Było tam trzy tysiące zawodników. Jeśli szkoła, w której pracuję, ma taki sam sprzęt i takie same możliwości, jak nasza kadra narodowa, to nic więcej nie trzeba mówić. Pieniądze, tradycja, to i medale.