Ostrovia Ostrów Wlkp. - Cracovia w Pucharze Polski. Tu się działa historia

Heroiczny bój stoczyła trzecioligowa Ostrovia Ostrów Wlkp. z Cracovią Kraków o to, by dalej grać w Pucharze Polski. Amatorzy stworzyli sobie sporo świetnych sytuacji bramkowych, obijali słupki i poprzeczkę, ale przegrali po dogrywce z zawodowcami z Krakowa 1:2.
Facebook? » | A może Twitter? »


- Ile kosztuje ten szal - pyta dziewczyna chłopaka sprzedającego okolicznościowe, łączone szaliki na stadionie w Ostrowie.

- 30 zł - ten odpowiada.

- Drogo...

- Ale wie pani, tu się dzieje historia.

Miał rację. Ostrovia gra w zaledwie III lidze (czyli na czwartym poziomie rozgrywek), nie jest w niej nawet w czołówce. A w Pucharze Polski ograła w tym sezonie już Ruch Chorzów i podejmowała kolejny zespół z ekstraklasy - Cracovię. Choć mecz rozgrywano w południe normalnego dnia pracy, na stadion przyszło ok. 10 tys. widzów pragnących niespodzianki. Inna pora meczu nie wchodziła w grę - na zmianę dnia nie zgodził się transmitujący spotkanie Polsat, na zmianę godziny nie pozwalało oświetlenie obiektu. Lampy na miejscowym stadionie świecą bowiem nie na boisko, a na tor żużlowy. To nie pozostawia wątpliwości co do tego, która z dyscyplin jest w Ostrowie Wlkp. ważniejsza.

Mecz nie był porywający. Ostrovia zaczęła go bardzo ostrożnie, Cracovia - która przecież w teorii powinna rozbić gospodarzy - raziła nieporadnością. W bramce Ostrovii pewnym punktem był wypożyczony z Lecha Poznań Karol Szymański, jej nieliczne ataki napędzał Tomasz Kempiński. To dość szczególny piłkarz - pięć lat temu bronił barw Piasta Kobylin, gdy ten był rewelacją Pucharu Polski. Drużyna z trzytysięcznego Kobylina wyeliminowała Zagłębie Lubi i odpadła po rzutach karnych z... Cracovią.

Ostrovia broniła się dzielnie. I nawet dość długo, bo aż do doliczonego czasu gry w pierwszej połowie. Wtedy Bartosz Kapustka zdecydował się na strzał z linii pola karnego i w ten sposób pokonał Szymańskiego. - Nie zasłużyli - komentowali kibice.

Ostrovia przed przerwą grała mocno cofnięta. Po przerwie nie miała już czego bronić i ruszyła do śmielszych ataków. Poważniejsze zagrożenie sprawiała jednak po stałych fragmentach gry. I jeden z nich wykorzystała - po dośrodkowaniu z rzutu rożnego Damian Czech zupełnie zgubił krycie i z bliska, głową pokonał bramkarza. Stadion w Ostrowie eksplodował z radości.

Ale to nie koniec. Przez kilka następnych minut trwał szturm czwartoligowców na bramkę Cracovii - najpierw Michał Giecz trafił piłką w słupek, a chwilę później Tomasz Kempiński - w poprzeczkę! Kibice łapali się za głowy, a trener Cracovii Robert Podoliński był bliski szału. Już w doliczonym czasie gry Kempiński umieścił piłkę w bramce Cracovii, ale sędzia gola nie zaliczył - uznał bowiem, że napastnik Ostrovii chwilę wcześniej faulował.

Trener Ostrovii posłał w tym meczu do gry wszystko to, co w składzie miał najlepsze. Zmian nie robił, zdając sobie sprawę z tego, że każda osłabi zespół. W dogrywce wycieńczona Ostrovia popełniła błąd w obronie, po którym Dariusz Zjawiński strzałem głową wyprowadził gości na prowadzenie. Gospodarze ambitnie walczyli o wyrównanie (piękny strzał oddał Konrad Rusek), ale nie zdołali doprowadzić do rzutów karnych i po pięknej przygodzie odpadli z Pucharu Polski.

Ostrovia Ostrów Wlkp. - Cracovia Kraków 1:2 (0:1, 1:1)

Bramki: 0:1 Kapustka (45.), 1:1 Czech (71.), 1:2 Zjawiński (98.)

Ostrovia: Karol Szymański - Damian Błaszczyk, Damian Czech, Dariusz Reyer, Kamil Krawczyk - Marek Szymanowski (113. Damian Izydorski), Konrad Rusek (106. Kamil Kucharski), Błażej Cyfert Ż (107. Maciej Sipurzyński), Daniel Kaczmarek, Michał Giecz Ż - Tomasz Kempiński.

Cracovia: Krystian Stępniowski - Bartosz Rymaniak, Mateusz Żytko, Paweł Jaroszyński, Krzysztof Nykiel - Sławomir Szeliga (98. Damian Dąbrowski), Adam Marciniak Ż, Łukasz Zejdler (75. Boubacar Dialiba), Bartłomiej Dudzic (60. Dariusz Zjawiński), Przemysław Kita - Bartosz Kapustka.

Sędziował: Jarosław Przybył z Kluczborka

Widzów: 10 tys.