Sport.pl

Joanna Fiodorow miała nie jechać na Mistrzostwa Europy. Ostatecznie jednak jedzie

Polski Związek Lekkiej Atletyki najpierw nie zakwalifikował poznańskiej młociarki Joanny Fiodorow do kadry na Mistrzostwa Europy, po czym zmienił zdanie. - Trener Czesław Cybulski zmienił zdanie - mówi prezes związku Jerzy Skucha.
Poznańska młociarka, uznawana za kandydatkę na następczynię Anity Włodarczyk i kolejna polską młociarkę liczącą się w świecie, kilkukrotnie w tym sezonie przekraczała minimum kwalifikacyjne do Mistrzostw Europy w Zurychu. Wynosiło ono 70 m, a najlepszy tegoroczny wynik Joanny Fiodorow to 74,39 m. Uzyskała go w maju w Halle. Powyżej 70 metrów rzucała także m.in. w marcu w Leirii, w czerwcu w Brunszwiku i Ostrawie czy w lipcowym konkursie w Cetniewie, w którym uzyskała 72,11 m.

Podczas rozgrywanych w tym tygodniu mistrzostw Polski w Szczecinie uzyskała jednak bardzo słaby wynik 67,89 m. - Polski Związek Lekkiej Atletyki wymagał, aby zawodnicy, którzy uzyskali już minima na Zurych, potwierdzili je na mistrzostwach Polski - mówi trener Czesław Cybulski, najsłynniejszy trener polskich młociarzy, który doprowadził do sukcesów Zdzisława Kwaśnego, Szymona Ziółkowskiego, Anitę Włodarczyk czy Pawła Fajdka. Teraz pracuje z Joanną Fiodorow i jej możliwości oceniał w tym sezonie na 76 metrów, ale zdawał sobie sprawę z tego, że jej forma ostatnio spadła. Jak mówi, wynik 67,89 m go jednak wkurzył. Zdenerwował się bardzo.

Do Szczecina nie pojechał. Jak mówi, nie chciał się denerwować, a był niemal pewien, że Joanna Fiodorow rzuci słabo. - Miała ostatnio dolegliwości związane z kręgosłupem. Doradzałem jej, by nie startowała, ale je wyleczyła. Powiedziała, że wytrzyma i że nie jest tak źle - relacjonuje.

Joanna Fiodorow mówi, że chciała wystartować w Szczecinie i nie słyszała, by ktoś jej to odradzał. Rzuciła słabo i w czwartek zapadła decyzja, iż na mistrzostwa do Szwajcarii nie pojedzie. Decyzja trudna dla sportowca, który temu wydarzeniu podporządkował cały sezon.

- Podjęliśmy ją po konsultacji z trenerem Cybulskim. W czwartek był nieprzejednany, ale w piątek zmienił zdanie - mówi prezes PZLA Jerzy Skucha.

Jerzy Skucha dodaje: - Zasady kwalifikacji na Mistrzostwa Europy obejmują co najmniej dwukrotne przekroczenie minimum, co Joanna Fiodorow uczyniła. Do tego dochodzi dobry występ na mistrzostwach Polski i na końcu decyzja zarządu. W wypadku Joanny Fiodorow nie ma wątpliwości, iż występ na mistrzostwach Polski był słaby. Zależy nam jednak bardzo na unormowaniu stosunków między trenerem z zawodniczką. Jeżeli trener mówi nam w piątek, że Joanna Fiodorow powinna wystąpić w Zurychu i że jest w stanie osiągnąć dobry wynik, to jest to opinia dla nas istotna.

Prezes dodał nawet, że decyzja zarządu, aby Joanna Fiodorow mogła wystartować w Zurychu, powoduje, iż "jest szczęśliwy".

Trener Czesław Cybulski o normalizacji stosunków z podopieczną mówi: - Nie ma mowy o moim konflikcie z Joanną Fiodorow. Spieramy się jak każdy, ale konfliktu nie ma. Ona jest zawodniczką bardzo impulsywną, ale to nie jest przypadek Szymona Ziółkowskiego czy Anity Włodarczyk, którzy w pewnym momencie uznali, że już mnie nie potrzebują.

Joanna Fiodorow, która o tej sprawie chce się wypowiadać jak najmniej, poinformowała nas, że ma spotkanie z trenerem Czesławem Cybulskim i wtedy podjęta zostanie decyzja co do przyszłości, dalszych treningów i przygotowań. - Przez te dwa tygodnie do mistrzostw podejmę walkę, aby wrócić do swojego poziomu rzucania. Jeśli trener chce mnie szkolić, będę z nim pracowała - mówi.

Czesław Cybulski mówi, że chce. - Z Joanną pracujemy dalej. Ostatnio uciekła jej technika, ale mamy do Zurychu dwa tygodnie i możemy to poprawić. Jesteśmy w stanie dojść w tym czasie do poziomu 73-74 metrów, co powinno dać minimum miejsce w pierwszej szóstce Europy.

Więcej o: