Kiedyś musieli krzyczeć, dziś pomaga im technologia. Niedowidzący narciarze pędzą 100 km na godzinę po medal w Soczi

W gęstej mgle, na roztopionym śniegu i przy lądującym po kontuzjowanych śmigłowcu startują na olimpijskim stoku w Roza Chutor niepełnosprawni narciarze. Anna Ogarzyńska wyjeżdża na stok pierwsza. Gdy składa się do skrętów, równocześnie przekazuje informacje o trasie Maciejowi Krężelowi, który jedzie tuż za nią. W supergigancie potrafią rozpędzić się we dwoje do 100 km na godz. Maciej Krężel prawie nie widzi. Po pierwszym przejeździe w Soczi reprezentanci Polski są na trzecim miejscu. Drugi przejazd w piątek o 11.55.
Narciarstwo alpejskie na igrzyskach olimpijskich składa się ze: slalomu, giganta, supergiganta, zjazdu i ich kombinacji. Nikomu nie przyszło nawet do głowy, by narciarze mogli startować w... parach. Na igrzyskach paraolimpijskich startują. To konieczność.

Maciej Krężel z Katowic występuje w kategorii niewidomych i niedowidzących. Na jedno oko nie widzi w ogóle, natomiast w drugim ma tzw. widzenie lunetowe. Ogranicza ono pole widzenia do zaledwie 10-20 stopni. W praktyce taką wadę można porównać do oglądania świata przez lunetę lub lornetkę.

- Maciej potrzebuje zatem moich wskazówek. Po to jestem, by go nakierować. Dlatego wyjeżdżam na trasę przed nim, ale nieznacznie, nie więcej niż o jedną bramkę. W takiej wściekle odblaskowej kamizelce. Podaję komendy na temat tego, co go czeka. Mówię, gdzie i jak ma skręcić, gdzie jest lód, gdzie dziura czy mulda, kiedy zwolnić, a kiedy przyspieszyć - mówi Anna Ogarzyńska z Poznania, która jest zawodniczką pełnosprawną. Mogłaby się zajmować czym chce. Postawiła na sport niepełnosprawnych i na to, by być na stoku przewodniczką niedowidzącego kolegi. Poświęciła temu kilka ostatnich lat.

Teraz polska para Anna Ogarzyńska - Maciej Krężel po pierwszej części superkombinacji, jaką stanowił slalom specjalny, zajmuje w Soczi trzecie miejsce. Tak, właśnie para, gdyż w tej konkurencji startują we dwoje. Równocześnie. W jednej chwili są na stoku. I muszą współpracować.

Jak to jest w ogóle możliwe?

- Kiedyś było trudniej - opowiada Anna Ogarzyńska. - Kontaktowaliśmy się ze sobą za pomocą krzyków. Musiałam się co chwilę obracać, zerkać przez ramię i podawać komendy. Krzyczeć do niego. A równocześnie trzymać się trasy.

Odpowiedzialność za wynik ponoszą bowiem obydwoje. Na finiszu liczy się czas sportowca niepełnosprawnego, ale przewodniczka też musi bezbłędnie dotrzeć do mety. Jeśli popełni błąd, konsekwencje ponoszą razem.

Przewodniczka i narciarz mają kaski z mikrofonami i słuchawkami. - Posługujemy się łącznością opartą na Bluetooth - mówi Anna Ogarzyńska. - To bardzo ułatwia sprawę.

I tak jednak narciarstwo alpejskie osób niewidomych jest bardzo ryzykowne. W zjeździe zawodnicy osiągają ponad 100 km na godz. - To już jest zupełny odlot i dla nas abstrakcja. Ja tego nie pojmę, pan też nie, bo my widzimy. I nigdy nie zrozumiemy, jak to jest. A ci ludzie potrafią postrzegać przestrzeń zupełnie inaczej niż my, nawet przez skórę, wyobraża pan sobie? - mówi Romuald Schmidt z poznańskiego Stowarzyszenia Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych Start. Nad siedzibą tego związku w Poznaniu wisi hasło: "Jeśli możesz do nas wejść, wjechać lub wczołgać się, będziesz sportowcem!".

Kontuzji jednak nie brakuje, zwłaszcza że paraolimpijczykom na stoku w Roza Chutor w Soczi przyszło rywalizować przy fatalnej pogodzie. Supergigant do superkombinacji sparaliżowała mgła. Slalom na Facebooku nasi paraolimpijczycy nazwali "rzezią niewiniątek". Czytamy we wpisie: "trasa była krótka, aczkolwiek tak stroma, że narciarz rekreacyjny mógłby co najwyżej z trudem się po niej zsunąć, a deszcz nie aż tak destrukcyjny. Zresztą jak wyglądał slalom na olimpiadzie w Soczi, każdy fan narciarstwa widział i długo nie zapomni fatalnych jego okoliczności".

Nie ma się co dziwić, że kontuzji nie brakuje. Michał Klos z polskiej reprezentacji zakończył już starty po upadku i uszkodzeniu więzadeł. Podczas slalomu do superkombinacji dwukrotnie na stoku w Roza Chutor pojawił się śmigłowiec, by zabrać poszkodowanych. Dyskwalifikacje to u paraolimpijczyków sprawa zupełnie normalna. Tutaj łatwo ominąć bramkę, pojechać nieregulaminowo.

Jak to wygląda?

Tym większe wrażenie robi obejrzenie zapisu przejazdu tych ludzi. Jest to możliwe m.in. dzięki TVP, która wyciągnęła wnioski z ostatnich Igrzysk Paraolimpijskich w Londynie w 2012 roku. Wtedy zrezygnowała z transmisji, a nawet retransmisji zawodów. - Walcie się w bekę! Na szczęście wszystko jest w Internecie - napisał wtedy na swojej stronie internetowej Krzysztof Paterka, niepełnosprawny pływak z Poznania, i niechcący uruchomił lawinę. Ludzie poparli jego oburzenie, rzeczywiście zaczęli szukać zdjęć i wideo z paraigrzysk w sieci, przekazywać je sobie na serwisach społecznościowych. Wrażenie, jakie robiły te starty, było ogromne. Okazało się, że ludzie bardzo chcą to oglądać i uczestniczyć w niezwykłym wysiłku niepełnosprawnych.

Teraz TVP drugi raz nie popełniła już błędu. Przeciwnie, wysłała do Soczi ekipę. Skróty z igrzysk pokazuje wieczorem, po Wiadomościach, a TVP Sport serwuje obszerny magazyn poświęcony igrzyskom paraolimpijskim, który - co wydaje się znakomitym pomysłem - prowadzą i realizują niepełnosprawni dziennikarze!

- Zainteresowanie mediów jest, ale niestety kadencyjne. Pojawia się w czasie igrzysk. Brakuje nam stałej obecności w mediach, a bez tego nie mamy dobrej pozycji w rozmowach z reklamodawcami - tłumaczy Łukasz Szeliga, prezes Polskiego Związku Sportów Niepełnosprawnych Start.

Romuald Schmidt dodaje: - Gdybyśmy mogli tym zawodnikom wypłacać stypendia choćby w wysokości jednej trzeciej tego, co dostają sportowcy pełnosprawni... sytuacja byłaby inna. A tak Ania Ogarzyńska musi zrezygnować z pracy, by poświęcić się przygotowaniom do Soczi w roli przewodniczki.



Boom na sporty niepełnosprawnych?

Czy zatem po 2012 roku nastąpił rzeczywisty przełom w postrzeganiu niepełnosprawnych i ich sportu w Polsce? - I tak, i nie - mówi Romuald Schmidt. - Boom związany z igrzyskami w Londynie rzeczywiście zaowocował tym, że wielu niepełnosprawnych wyszło z domów i przyszło na treningi. Zaktywizowało się. Tu jest przełożenie. Nie ma go jednak w kwestii pieniędzy, dofinansowania tego sportu i wzrostu zainteresowania państwa w porównaniu z tym, co było. Nasze możliwości finansowe w kwestii tego sportu nie są na poziomie państw zachodnich, ale na poziomie np. Meksyku.

Po igrzyskach w Londynie złoci medaliści paraolimpijscy byli przyjmowani z takimi samymi honorami jak medaliści igrzysk pełnosprawnych. - Urosłam! Ktoś mnie wreszcie docenił! - mówiła wtedy szczęśliwa Karolina Kucharczyk, mistrzyni paraolimpijska w skoku w dal.

- Nie pytajcie nas o niepełnosprawność i o to, co nam się stało. Pytajcie nas o wyniki i jak nam poszło na zawodach - apelował na łamach Sport.pl Arkadiusz Jabłoński, szermierz i paraolimpijczyk.

Na ostatnich zimowych Igrzyskach Paraolimpijskich w Vancouver w 2010 roku Polska zdobyła jeden brązowy medal. Ostatnie złote krążki wywalczyła biegaczka narciarska Katarzyna Rogowiec w 2006 roku w Turynie. W Soczi o medal walczy zwłaszcza nasza poznańsko-katowicka para Anna Ogarzyńska - Maciej Krężel. W slalomie zajęła czwarta lokatę. Po pierwszym przejeździe superkombinacji są na trzeciej pozycji. - Jestem szczęśliwa - mówi krótko pani Ania. Dokończenie rywalizacji w piątek.



Więcej o: