''To jest odlot! Zupełna abstrakcja dla kogoś, kto widzi''. Poznańska zawodniczka startuje w Soczi

W siedzibie stowarzyszenia sportowców niepełnosprawnych Start w Poznaniu napis: ?Jeśli możesz do nas wejść, wjechać lub wczołgać się, będziesz sportowcem!". Na igrzyskach w Soczi zawodniczka Startu i jej partner popędzą po stoku z szybkością 120 km/godz. Partner prawie nie widzi
Igrzyska w Soczi właśnie się rozpoczęły... Zaraz, zaraz, chyba skończyły? Justyna Kowalczyk złota, Kamil Stoch złoty, panczeniści...

Rosyjski kurort gości jednak w tym roku nie tylko igrzyska olimpijskie, ale i paraolimpijskie. Ich znicz zapłonął wczoraj, w trudnej sytuacji politycznej wokół Ukrainy, Krymu i Rosji. A wśród uczestników - Anna Ogarzyńska z Poznania, jedna z kandydatek do medali w narciarstwie alpejskim.

- Oczywiście, że to, co dzieje w świecie, jest dla nas ważne. Tu jednak, w wiosce olimpijskiej w Soczi nie czuć napięcia. Rosjanie są mili, a w igrzyskach biorą też udział sportowcy z Ukrainy. Przyjechali tu walczyć, ale na stokach narciarskich - mówi poznanianka. - Igrzyska są dla nas wszystkich tak ważne, tak bardzo ważne... przygotowywaliśmy się bardzo długo, wiele temu poświęciliśmy - dodaje zawodniczka, o której szef poznańskiego stowarzyszenia niepełnosprawnych Start Romuald Schmidt mówi, że nie może pracować. Zbyt wiele czasu w ciągu dnia pochłaniają treningi.

- Na szczęście ma rodzinę, która pomaga - mówi prezes Startu. I dodaje: - Gdybyśmy mieli dla tych zawodników jakieś sensowne stypendia, choć jedną trzecią tego, co dostają zawodnicy pełnosprawni...

A Anna Ogarzyńska jest pełnosprawna. Mogłaby zajmować się, czym chce. - Od lat związana jestem jednak ze sportem niepełnosprawnych i na tym się koncentruję. Od miesięcy zajmowałam się tylko przygotowaniem do Igrzysk Paraolimpijskich w Soczi - mówi.

Co ma tam niby robić pełnosprawna zawodniczka? Ano startować!

W programie narciarstwa alpejskiego igrzysk jest bowiem występ zawodników z upośledzeniem wzroku. Każdy z nich musi mieć przewodnika. I pani Ania jest jednym z nich. Jej partner to Maciej Krężel z Katowic. Wystartują na olimpijskim stoku razem. Równocześnie. A ona go bezpiecznie poprowadzi do mety.

Maciej Krężel nie widzi na jedno oko w ogóle, w drugim ma tzw. widzenie lunetowe, czyli zawężające pole widzenia do zaledwie 10-20 stopni. Na stok wyruszą także zawodnicy z jeszcze większymi wadami wzroku, także zupełnie niewidomi.

- To już jest zupełny odlot i dla nas abstrakcja. Ja tego nie pojmę, pan też nie, bo my widzimy. I nigdy nie zrozumiemy, jak to jest. A ci ludzie potrafią postrzegać przestrzeń zupełnie inaczej niż my, nawet przez skórę, wyobraża pan sobie? - mówi Romuald Schmidt.

- Żeby pokonać trasę, Maciej potrzebuje moich wskazówek - mówi pani Ania. - Dlatego ja wyjeżdżam na trasę przed nim, ale nieznacznie, nie więcej niż o jedną bramkę. W takiej wściekle odblaskowej kamizelce. Podaję komendy na temat tego, co go czeka. Mówię, gdzie i jak ma skręcić, gdzie jest lód, gdzie dziura czy mulda, kiedy zwolnić, a kiedy przyspieszyć.

- Przez interkom. Mamy specjalną łączność opartą na systemie bluetooth. Słuchawki, mikrofon... - dodaje. - Zaczynaliśmy wspólne treningi bez tego, wtedy musiałam się częściej obracać, by zerkać na Macieja i krzyczeć do niego. A to trudne w narciarstwie, bo jeździmy po tych samych trasach co zawodnicy pełnosprawni i w biegu zjazdowym paraolimpijczycy osiągają nawet 130 km/godz.

Anna Ogarzyńska i Maciej Krężel w zjeździe jednak nie startują. Wystąpią m.in. w supergigancie, gdzie jedzie się wolniej. Może nieco ponad 100 km/godz.

Jej zadaniem przy tej prędkości jest równocześnie kontrolowanie przez interkom i przez ramię, co robi partner oraz samej utrzymanie się w trasie. Jeśli bowiem pani Ania popełni błąd i wypadnie... Cóż, o medale walczą jako para, tzn. jeśli zawiedzie któreś z nich, przepadają oboje. - Ponosimy tę samą odpowiedzialność za wynik. Musimy być idealnie zgrani - mówi pani Ania i śmieje się: - Myślę, że po sześciu latach startów już jesteśmy.

Są też kandydatami do medali. Przed igrzyskami Ania i Maciej odebrali bowiem Kryształowe Kule za zwycięstwo w Pucharze Świata w slalomie specjalnym i slalomie gigancie. W każdej z tych konkurencji wystartują w Soczi. - Proszę nie pytać, nie chcę niczego obiecywać, poza tym, że zrobimy wszystko, na co nas stać. Pewnie, że mamy duże apetyty, ale wszyscy je tu mają - mówi Anna Ogarzyńska.

W niedzielę ich pierwszy start - w supergigancie. Pani Ania popędzi w dół z szybkością 100 km/godz., krzycząc do mikrofonu: "lewo", "prawo", "zwolnij", "wertikal", "dziura", "łokieć". A pan Maciej z pełnym zaufaniem do jej wskazówek będzie sunął krok w krok za nią. Do mety. Po taki sam medal igrzysk w Soczi, jaki dostali Justyna Kowalczyk, Kamil Stoch czy panczeniści.

ZAPRASZAMY NA NASZ PROFIL NA FACEBOOKU!