Jan Szymański już w Poznaniu. "Jutro idę biegać do parku Sołackiego"

- Medal medalem, ale świętować za długo nie mogę. W czwartek zakładam dres i idę biegać do parku Sołackiego - mówi Jan Szymański, który w środę po południu wrócił do rodzinnego Poznania z brązowym medalem Zimowych Igrzysk Olimpijskich w Soczi.
Szymański w czwartek samochodem przyjechał z Warszawy i prosto z trasy pojechał na Akademię Wychowania Fizycznego, gdzie uczelnia zorganizowała małą uroczystość powitalną. - Pozwólcie, bym jako rektor uczelni wyraził wielką radość z tego, że mamy taki niesamowity kąsek, jakim jest medal Janka na zimowych igrzyskach - przywitał go rektor AWF prof. Jerzy Smorawiński. - To, co zrobił Janek, to jego niesamowita pasja i olbrzymia praca, bo przecież warunków w mieście do uprawiania jego dyscypliny nie mamy. My, jako uczelnia, nie czujemy się ojcami tego medalu. My tylko Jankowi staramy się nie przeszkadzać - dodał.

- Medal najpierw pokażę panu rektorowi - powiedział Szymański, otwierając zgrabne etui, w którym mieścił się medal wywalczony w Soczi. Po chwili pokazał go najpierw profesorowi Smorawińskiemu, a kilka sekund później dziennikarzom. Błysnęły flesze.

- Przyznaję, że ostatnie dni są bardzo intensywne. We wtorek w Warszawie byłem w czterech telewizjach i trzech stacjach radiowych. Teraz prosto z trasy przyjechałem na uczelnię, w czwartek mam spotkania u wojewody i prezydenta miasta - mówił, po czym jeszcze raz wrócił do wydarzeń z toru lodowego w Soczi. - To nie tak, że odpuściliśmy zupełnie półfinał z Holandią. Proszę zwrócić uwagę na to, że w pierwszym pojedynku z Norwegami musieliśmy pojechać na maksa, żeby nie odpaść z rywalizacji. A Holendrzy w tym czasie mieli spacerek ze słabymi Francuzami. W półfinale rywale szybko nam odjechali, w zasadzie mogliśmy liczyć tylko na ich wielki błąd - opowiadał.

- Wszyscy przed telewizorami drżeliśmy o ten medal. Przecież traciliście już tak dużo do Kanadyjczyków... - wrażeniami z oglądania wyścigu o brąz dzielił się prof. Smorawiński.

- Taka była nasza taktyka. Wiedzieliśmy, że Kanada zacznie szybko i zacznie krwawić - obrazowo odpowiedział Jan Szymański.

O dłuższym poolimpijskim odpoczynku poznańskiego medalisty nie ma mowy. - W niedzielę jedziemy do Inzell na Puchar Świata, potem jest finał Pucharu Świata w Heerenveen i mistrzostwa świata w wieloboju. Sezon skończę 23 marca i wtedy na dłużej zjadę do domu, do Poznania - mówi Jan Szymański, który mimo świetnej kariery nie rezygnuje z nauki: - Mam indywidualny tok nauczania, dogaduję się z prowadzącymi poszczególne zajęcia, bo program trzeba zrealizować. Nie jest to łatwe, ale uczelnia bardzo mi pomaga.

Jan Szymański jest studentem drugiego roku Zakładu Studiów Nowoczesnych poznańskiej AWF. Studiuje... wrotkarstwo, specjalizację "stworzoną" za jego przyczyną. Do treningu wraca w czwartek. - Wyjdę z domu, przemknę jakoś przez Jeżyce i idę biegać do parku Sołackiego - mówi.