Wojciech Fibak: Katarzyna Piter jest jak Jerzy Janowicz

- 0:6, 1:6 z Simoną Halep to porażka wysoka, ale Katarzyna Piter nie powinna się w ogóle nią przejmować. Na tym etapie, na którym ona jest, nie ma ona żadnego znaczenia. Kasia wystrzeliła, idzie do przodu jak Jerzy Janowicz - mówi Wojciech Fibak, znakomity niegdyś tenisista i ostatni poznaniak, który grał dotąd w turnieju wielkoszlemowym.
Obserwuj autora na twitterze

Wojciech Fibak grywał w turniejach wielkoszlemowych na przełomie lat 70. i 80. Po raz ostatni wystąpił na nich w 1986 roku w singlu i w 1987 roku w deblu. Trzeba było czekać 27 lat, aż ktoś z Poznania zrobi to samo. Katarzyna Piter w nocy z poniedziałku na wtorek zagrała w Australian Open.

- Trochę się w Poznaniu naczekaliśmy - mówi Wojciech Fibak. - Przede mną był Wiesław Gąsiorek, a po mnie... dopiero Kasia. To jest coś, co mnie bardzo cieszy jako poznaniaka. Zwłaszcza, że Kasia jest jedną z tych zawodniczek, które często pytają mnie o radę, o to jak grać. To jest budujące, gdyż kiedy ja zaczynałem karierę, też tak robiłem. Wszystkich o wszystko pytałem. To potem procentuje.

Porażka Katarzyny Piter w pierwszej rundzie Australian Open w starciu z Simoną Halep z Rumunii była bardzo dotkliwa - aż 0:6, 1:6. - To bez znaczenia. Jeśli mogę coś jej doradzić, to nie powinna się w ogóle tym wynikiem przejmować - uważa Wojciech Fibak. - Po pierwsze: przegrała z jedną z najlepszych zawodniczek świata, z którą na turnieju w Rzymie poległa nawet Agnieszka Radwańska. Po drugie: to był debiut Kasi w turnieju wielkoszlemowym, więc mecz należy potraktować po prostu jako chrzest. Na pewno towarzyszyła jej spora trema, była przejęta. To normalne. Dodajmy do tego te eliminacje, upały w Australii... przyczyn tego wyniku mogło być wiele. Nie ma zatem żadnego znaczenia, że przegrała wysoko. Bo w kolejnym dużym turnieju może i powinno być już zupełnie inaczej.

Wojciech Fibak mówi: - Też tak miałem, że w moim pierwszym sezonie na światowych kortach trafiałem na najlepszych i przegrywałem w pierwszej rundzie. Pokonywali mnie Arthur Ashe, Tom Okker, Ilie Nastase. Po kilku imprezach okazało się, że z tymi samymi zawodnikami zacząłem sobie nagle radzić. Wygrałem Monte Carlo, wygrałem Sztokholm... To była kwestia kilku miesięcy. A zatem trzeba na początku trochę poprzegrywać, żeby po jakimś czasie zyskać na tych porażkach.

Nagły wzrost formy Katarzyny Piter zaskakuje. Jeszcze niedawno ta zawodniczka nie odnosiła żadnych sukcesów. - Pod tym względem przypomina Jerzego Janowicza. On też długo grał przeciętnie i nagle wystrzelił, by znaleźć się w gronie czołowych tenisistów. Kasia to sprytna, myśląca na korcie i dzielna zawodniczka, też ma dobrą technikę, potrafiła pokazać bardzo ciekawe zagrania, ale dotąd tylko sporadycznie. Brakowało jej regularności, we wszystkim, zwłaszcza w zagraniach z głębi kortu. Wreszcie ta regularność przyszła, a z nią efekty i wyniki.

Dlaczego jednak ta zmiana przyszła? - To jest wielka zagadka profesjonalnego sportu i do końca nie potrafimy tego uzasadnić - mówi Wojciech Fibak. - Wydawałoby się, że nagłe wystrzały formy zdarzają się jedynie w takich sportach jak skoki narciarskie, a nie w regularnym i systematycznym sporcie jakim jest tenis. Okazuje się, że w nim również. Kasia zachwycała techniką i stylem, ale nie było z tego wymiernego pożytku. Nagle podczas jakiegoś turnieju w Linzu zaczęła grać inaczej i przyszły jesienne sukcesy.

- I Kasię, i jej ojca znam od dawna. Trzymam za nich kciuki. Ta dziewczyna ma w sobie potencjał, którego dotąd nie wykorzystywała. Teraz zaczyna to robić - dodał Wojciech Fibak.

CZY KATARZYNA PITER BĘDZIE W ŚWIATOWEJ CZOŁÓWCE? DYSKUTUJMY NA FACEBOOKU