Po poznańskim finale Pucharu Polski kobiet. Panie proszą Panów

Niedzielny finał Pucharu Polski piłkarek nożnych przyciągnął na stadion Warty w Poznaniu sporo kibiców. Czy futbol kobiecy wreszcie zyska należny mu szacunek i popularność?
Zwycięstwo Medyka Konin nad Unią Racibórz 2:1 obejrzało więcej fanów niż wiosenne mecze pierwszoligowej Warty. Niektórych przyciągnęła ciekawość, innych nostalgia za futbolem kobiecym w najlepszym wydaniu w stolicy Wielkopolski.

Mało kto wie, że w Poznaniu panie grały w piłkę już w 1921 roku w barwach Unii Poznań. W Wielkiej Brytanii na meczach kobiet stadiony wypełnione były wówczas do ostatniego miejsca. Tamtejsza federacja zaskoczona popularnością zakazała jednak paniom organizacji spotkań. W Polsce piłka kobieca na dobre rozwinęła się w latach siedemdziesiątych po sukcesach męskiej reprezentacji. Pierwszy mecz z orzełkiem na piersiach kobiety rozegrały w 1981 roku (0:3 z Włochami). Dzisiejsze hegemonki - Niemki czy Amerykanki - nie miały wtedy jeszcze swoich drużyn narodowych. Przez 30 lat Polki nie zdołały jednak podbić serc kibiców.

W Poznaniu piłkarki swój najlepszy czas miały na początku tego stulecia. Przy wsparciu jednego z dealerów samochodowych powstała Warta, później zmieniona na Atenę. Najpierw panie rozgrywały swoje mecze w kameralnym "Ogródku" przy Drodze Dębińskiej, ale kiedy sięgały po brązowe medale mistrzostw Polski, grały nawet na głównej płycie stadionu przy ulicy Bułgarskiej. Spotkania pokazywała lokalna telewizja. W sezonie 2004/05 mieliśmy nawet derby, gdy na rok do ekstraklasy dostał się Luboński KS. Eldorado skończyło się dwa lata później spadkiem Ateny. Od tamtej pory kibice w Poznaniu mogą jedynie obserwować zmagania piłkarek (obecnie Polonii i Koziołka) w amatorskiej pierwszej lidze.

W Wielkopolsce od lat mamy jednak krajową potęgę. Medyk Konin od lat jest w czołówce ligi i walczy o mistrzostwo Polski, a z kuźni talentów Romana Jaszczaka wywodzi się wiele reprezentantek kraju. Ale sukcesy nie przekładają się na frekwencję na meczach, które zwykle ogląda garstka kibiców.

Recepty warto poszukać chociażby w Niemczech, Francji czy Szwecji - w tych krajach pełny stadion na meczach pań nie robi żadnego wrażenia. 80 tys. widzów było na finale igrzysk olimpijskich na Wembley w Londynie, 50 tys. oglądało finał Ligi Mistrzyń w Monachium, a 9 tys. oglądało mecz o mistrzostwo w nowo powstałej lidze belgijsko-holenderskiej.

Na Zachodzie pierwszoplanową rolę w futbolu kobiecym zaczynają odgrywać kluby... "męskie" - VfL Wolfsburg, Bayern Monachium, Olympique Lyon, PSG, Arsenal, Chelsea czy FC Barcelona. Panie nie rywalizują z panami, a dzięki ich wsparciu mogą liczyć nie tylko na profesjonalną infrastrukturę i kibiców, ale także opiekę medyczną, sprzęt i marketing.

Futbol kobiecy w ostatnich latach to coraz lepszy i bardziej atrakcyjny produkt. Piłkarki na boisku są szybsze i silniejsze, a poza nim bardziej dbają o wygląd i wizerunek. Zmieniły się też zarobki, choć wciąż nie równają się gażom mężczyzn. Za triumf w Lidze Mistrzyń zespół dostaje 250 tysięcy euro, a najlepiej opłacane piłkarki mogą liczyć na 8-10 tysięcy euro miesięcznie, choć są to przypadki pojedyncze.

W Polsce najlepiej płaci Unia Racibórz, gdzie zawodniczki zarabiały średnio po trzy tysiące złotych. Ale już w takim Medyku Konin płaci się dwa razy mniej. Klubowi z Konina do zdobycia wicemistrzostwa Polski i krajowego pucharu wystarczył budżet na poziomie 300 tys. zł. Aby osiągnąć sukces, nie potrzeba więc wielkich pieniędzy. Rozgrywki kobiece w przyszłym sezonie planuje podbić Zagłębie Lubin. Wkrótce dołączyć mogą Śląsk Wrocław i Legia Warszawa, które myślą o przejęciu sekcji kobiecych. W Lechu i Warcie Poznań takich planów na razie nie ma.