Sport.pl

ZDARZYŁO SIĘ. Zjedź wozem konnym z szosy, bo kolarze jadą

Poznań ma ten plus, że leży na trasie między Warszawą a Berlinem. Zatem spinający Warszawę, berlin i Pragę kolarski Wyścig Pokoju niekiedy tędy przejeżdżał. A wtedy całe miasto dostawało szału, tak jak 50 lat temu - w maju 1963 roku.
Psy w zagrodach uwiąż lub zamknij. Dopilnuj bydło w zagrodach lub na pastwiskach, aby nie wybiegało na szosę. Wozem konnym zjedź z szosy i trzymaj konia za uzdę. Nie rzucaj dużych wiązek kwiatów, bo spowodujesz wypadek. To są instrukcje drukowane przez prasę w Poznaniu 50 lat temu, przed finiszem kolarzy uczestniczących w Wyścigu Pokoju w maju 1963 roku. Dzisiaj takich już w gazetach nie znajdziemy. Nikt już nie wie, co zrobić z bydłem podczas imprez sportowych...

Przy okazji obszernych zapowiedzi finiszu etapu wyścigu z 1963 roku znalazłem instrukcje nawet bardziej szczegółowe. Nie wiem np. czy wiecie, jak należy podawać napój?

Otóż: "stojąc po prawej stronie szosy, podnieś lewej ręce kubek metalowy do góry w odległości 100 metrów przed nadjeżdżającym kolarzem, później opuść kubek do wysokości kierownicy roweru i biegnij w kierunku jazdy. Po wzięciu kubka przez kolarza natychmiast zejdź z szosy".

Organizacja finiszu Wyścigu Pokoju była wzywaniem, wobec którego mobilizowano nie tylko wszystkie służby, ale także społeczeństwo. To owe zakończenia etapów były znakomitym pretekstem do czynów społecznych, w ramach których porządkowano miasto, znakowano trasę, poprawiano znaki.

Były także mobilizacją dla mediów, które poświęcały całe kolumny nie tylko na drukowanie relacji czy nazwisk kolarzy, które następnie dzieci wycinały i naklejały na plastelinę pościgowych kapsli. Mapy, objazdy, miejsca parkingów - to wszystko musiało się zawczasu znaleźć w prasie drukowanej. Internetu wówczas nie było.

Wyścig Pokoju ruszył w 1948 roku, początkowo na trasie Warszawa-Praga. Po pięciu edycjach, w 1952 roku dołączył Berlin i od tej pory wyścig organizowały trzy kraje socjalistyczne w sercu Europy - Polska, Czechosłowacja i Niemiecka Republika Demokratyczna oraz trzy gazety, organy miejscowych partii komunistycznych - "Trybuna Ludu", "Rude Pravo" i "Neues Deutschland".

Niemal od razu Wyścig Pokoju stał się ważną, a z czasem wręcz najważniejszą imprezą sportową w tych krajach. Olbrzymia mobilizacja nakręcała spiralę zainteresowania. Telewizja, prasa i niezwykle ważne radio, które składało meldunki z trasy dostarczały mnóstwa bieżących informacji na temat startu kolarzy. Miasta zaczęły się ścigać, by zostać przynajmniej miejscem lotnej premii by trasa wyścigu przez nie wiodła.

Pod tym względem Poznań był we względnie dobrej sytuacji. Względnie, gdyż znajdował się w idealnym położeniu geograficznym między Warszawą a Berlinem. Trasa wyścigu, która spinała te miasta musiała przez niego przejść. A pamiętajmy, że przebieg trasy zmieniano cyklicznie, stosując niemalże ruch wskazówek zegara (nie zawsze). Jeśli w danym roku wyścig zaczynał się w Warszawie, wiódł przez Berlin do Pragi, to w kolejnym mieliśmy już trasę z Berlina przez Pragę do Warszawy.

Gdyby popatrzeć na Wyścig Pokoju tylko ze sportowego punktu widzenia, wówczas prowadzenie trasy przez Poznań nie miało większego sensu. Kolarstwo wymaga gór, a w Wielkopolsce ich nie ma. Politycznie jednak Wyścig Pokoju musiał spinać trzy stolice, choćby kosztem górskich etapów, które tak naprawdę weryfikują wartość peletonu.

Jeszcze w 1952 i 1956 roku, gdy trasa Wyścigu Pokoju prowadziła z Warszawy przez Berlin do Pragi, Poznania na niej nie było. Kolarze jechali ze stolicy Polski na południe, w stronę Śląska i stamtąd, przez Zgorzelec wjeżdżali do NRD. Unikali wielkopolskich nizin, zatem publiczność wielkopolska triumfu pierwszego Polaka, Stanisława Królaka w 1956 roku nie widziała na żywo.

Dopiero w maju 1960 roku Wyścig Pokoju po raz pierwszy zahaczył o Poznań. Etap z Kutna wygrał wtedy Manfred Weissleder, kolarz z NRD. Fragmenty wyścigu z 1960 roku są w tej kronice:



Rok później na mecie etapu z Bydgoszczy przez Świecie najszybciej finiszował Aleksiej Pietrow ze Związku Radzieckiego, późniejszy triumfator całego Wyścigu.

Finisz najbardziej nietypowego etapu mieliśmy w Poznaniu w 1962 roku. Trasa wiodła bowiem z Berlina przez Pragę do Warszawy i Poznań załapał się na odcinek z Wrocławia, długości 178 km. raz jeszcze najszybszy okazał się Aleksiej Pietrow, znakomity sprinter, na którego w latach 60. nie było mocnych, gdy finiszował cały peleton.

Wielka mobilizacja i przyjęcie kolarzy na Stadionie im. 22 Lipca, poprzedzone meczem towarzyskim Lecha Poznań i angielskiego Plymouth Argyle miało miejsce w maju 1963 roku poprzedzone meczem towarzyskim Lecha Poznań i angielskiego Plymouth Argyle miało miejsce w maju 1963 roku . Tłumy witały wtedy kolarzy, a gdy ci się pojawili, odśpiewali im "sto lat" i sypali na nich kwiaty. - Wzorowy porządek. Wiadomo, Poznań - chwalili organizatorów towarzyszący wyścigowi dziennikarze, red. Tuszyński z Polskiego Radia i red. Grzegorczyk ze "Sportowca". A szczególnie spodobała się dekoracja zwycięzców, których otoczyła grupa dziewcząt z poznańskich szkół.

Peleton jechał z Torunia przez Inowrocław, Strzelno, Trzemeszno, Gniezno i Kostrzyń. Tuż za Gnieznem ucieczkę rozpoczął Włoch Severino Andreoli. Zabrali się z nim dwaj Duńczycy, Czechosłowak i Bułgar. - Polaków w ucieczce nie ma - usłyszeli wściekli kibice w radioodbiornikach. Lider wyścigu Belg August Verhaegen, a także Polacy, Rosjanie i kolarze NRD byli wykończeni i machnęli ręką na ucieczkę. Pozwolili jej dojechać aż na Stadion im. 22 Lipca, gdzie na finiszu Włoch Andreoli wyprzedził Duńczyków Greona i Petersena. Czwarty był Czechosłowak Volf, a piąty Bułgar Bobekow. Peleton przyjechał dwie minuty później.

Następnego dnia w strugach deszczu kolarze popędzili z Poznania przez Stęszew i Grodzisk Wielkopolski do Zielonej Góry. Dopiero tam doczekaliśmy się pierwszego triumfu Polaka - Józefa Bekera, kolarza urodzonego jeszcze przed wojną na kresach, w Tarnopolu. Udało mu się to przy pomocy kolegi z zespołu, Bogusława Fornalczyka, który zwolnił i zatrzymał uciekającą grupę, umożliwiając atak Bekerowi.

Więcej o: