Unia Leszno i Start Gniezno to zespoły z dwóch biegunów

Jedni są wiceliderem, drudzy zajmują ostatnie miejsce w tabeli. U jednych kryzys największej gwiazdy udało się opanować, u drugich pracę stracił trener. Fogo Unia Leszno i Lechma Start Gniezno są dziś na dwóch biegunach żużlowej ekstraligi
Ten sezon w najlepszej i najlepiej opłacanej żużlowej lidze świata jest przełomowy. Dziesięciozespołowa ekstraliga okazała się zaledwie dwuletnim eksperymentem, po którym w przyszłym roku znów w najwyższej klasie rozgrywkowej ma jeździć osiem ekip. Dla trzech oznacza to więc spadek (trzeba zrobić miejsce dla zwycięzcy I ligi), a że chętnych do spadku nie ma, przed sezonem na rynku transferowym miał miejsce prawdziwy wyścig zbrojeń.

Skorzystały na nim nie tylko największe gwiazdy speedwaya, ale też... przeciętni Polacy. Limity dotyczące występów cudzoziemców oraz limit KSM sprawiły, że w cenie byli zawodnicy co najwyżej średni, byle tylko z naszym paszportem.

Na razie po pięciu kolejkach opóźnionej ze względu na zimę ligi wygląda na to, że z wielkopolskich zespołów lepiej sezon transferowy przepracowała Unia Leszno. "Byki" musiały sobie poradzić ze stratą Jarosława Hampela i Juricy Pavlicia, zastąpiły ich obcokrajowcami: Szwedem Fredrikiem Lindgrenem i Duńczykiem Kennethem Bjerrem. I o ile pierwszy z nich w sezon wszedł nieźle, o tyle drugi w pierwszych meczach jeździł żenująco. - Kenneth mnie zawiódł, dużo pracy przed nim - mówił trener Roman Jankowski po meczu w Tarnowie, w którym Bjerre nie wywalczył nawet punktu. A prezes klubu Józef Dworakowski postraszył Duńczyka odsunięciem od składu na rzecz Mikkela Michelsena. - Jeśli w Gorzowie pojedzie słabo, w Częstochowie już może nie wystąpić - mówił przed weekendem, w którym lesznianie rozegrali dwa spotkania. Presja podziałała - w meczu ze Stalą Bjerre zdobył 10 pkt, dzień później w Częstochowie - siedem. Unia przywiozła z dwóch wyjazdów dwa zwycięstwa, widoki na punkty bonusowe przyznawane za lepszy bilans dwumeczów i nadzieję na to, że uda się spełnić przedsezonowe zamierzenia mówiące o walce o medal. Na razie "Byki" mogą mówić jednak o szczęściu lub raczej o pechu rywali, którzy w meczu z Unią jeździli bez swoich największych gwiazd - Włókniarz bez Emila Sajfutdinowa (w Rosji umierał jego ojciec), Polonia Bydgoszcz bez Grega Hancocka (kontuzja). Także temu lesznianie zawdzięczają pozycję wicelidera rozgrywek przed niedzielnym hitem ekstraligi - wyjazdowym meczem z Falubazem Zielona Góra, w którym przecież występuje silnie przez lata związany z Unią Jarosław Hampel. Początek meczu w Zielonej Górze o godz. 16.

Dwie i pół godziny później w Gnieźnie swoje drugie tegoroczne zwycięstwo spróbuje odnieść Start. Zadanie ma niełatwe, bo do Gniezna przyjeżdża mistrz Polski, Unia Tarnów. Ekipa "Jaskółek" co prawda jest słabsza niż przed rokiem i w dodatku w niedzielę pojedzie bez kontuzjowanego Leona Madsena, ale Start boryka się z wielkimi problemami - do tej pory wygrał tylko jeden mecz, a za rozczarowujący kibiców wynik zapłacił stanowiskiem Lech Kędziora, pierwszy zwolniony w tym roku szkoleniowiec w ekstralidze. Gnieźnianie zdecydowali się na pewien eksperyment, zatrudnili bowiem obcokrajowca. Doskonale znany z jazdy w Starcie Szwed Stefan Andersson spróbuje wyciągnąć z dołka zespół, który ma tylko jeden naprawdę mocny punkt - Słoweńca Mateja Zagara. W tym roku udane występy w ekstralidze łączy on z nadspodziewanie dobrą postawą w cyklu Grand Prix. Jeśli Anderssonowi uda się doprowadzić do dyspozycji z zeszłego sezonu największą gwiazdę drużyny Antonio Lindbäcka, Start wcale nie musi być skazany na spadek z ekstraligi. Krok do utrzymania należałoby jednak zrobić w niedzielę, wygrywając z tarnowską Unią.