Trenerem Jerzego Janowicza jest Fin z Poznania. 'Kocham to miasto!?

- Kocham Poznań! To przepiękne miasto: piękna architektura, zabytki... - wychwala Kim Tiilikainen, Fin z urodzenia i poznaniak z wyboru, trener naszego najlepszego tenisisty Jerzego Janowicza.
W ubiegłym tygodniu kilka milionów Polaków poznało Jerzego Janowicza. Ponaddwumetrowy tenisista z Łodzi grał w prestiżowym turnieju Masters w Paryżu. Najpierw przebijał się przez kwalifikacje - nic dziwnego, by zagrać w turnieju głównym, trzeba było mieć do tej pory na koncie spore sukcesy. Udało się nie bez trudu, podobnie jak w dwóch pierwszych rundach. Gdy w trzeciej stanął naprzeciwko finalisty Wimbledonu i mistrza olimpijskiego Andy Murraya, niemal nikt nie dawał mu szans. A on wygrał nie tylko z Murrayem, ale też potem z Serbem Jano Tipsareviciem i Francuzem Gillesem Simonem. Porażka w finale z Hiszpanem Davidem Ferrerem nie była w stanie powstrzymać nowego zjawiska - Jerzykomanii.

Po zwycięskich meczach w Paryżu uszczęśliwiony Jerzy Janowicz podbiegał do nie mniej zadowolonego, przystojnego blondyna. Niewielu zdawało sobie sprawę z tego, że podbiega do poznaniaka!

Przyznajmy, poznaniaka dość nietypowego.

Kim Tiilikainen - bo to on jest tym blondynem - urodził się 37 lat temu w Helsinkach, od trzech niemal nie rozstaje się z Jerzym Janowiczem trenując go na przemian w Łodzi i w Poznaniu oraz jeżdżąc po całym świecie z turnieju na turniej. - Wspaniały facet! - rozpływa się Krzysztof Jordan, od lat dyrektor tenisowego turnieju rozgrywanego latem na Golęcinie. - Poznałem go, gdy przyjechał na naszą imprezę. Coś mi mówiło, że on tu będzie wracał - śmieje się.

Tiilikainen przebrnął wtedy w Poznaniu przez eliminacje, w turnieju głównym odpadł w pierwszej rundzie. - Turniej przegrałem, ale wygrałem coś znacznie ważniejszego. Wygrałem Anię, która wtedy pracowała przy organizacji imprezy. Zakochałem się od pierwszego wrażenia i wygrałem życie z nią - mówi.

Mieszkał wtedy we Włoszech. - Pierwsze lata jeździłem po świecie, byłem jeszcze zawodowym tenisistą. Wpadałem tylko do Poznania. Ale kiedy żona skończyła studia, osiedliliśmy się tu na stałe. Kocham Poznań! To przepiękne miasto: piękna architektura, zabytki, wspaniałe tereny nad Maltą, tu zawsze jest co robić. To miasto fajne dla dorosłych i przyjazne dla dzieci - wychwala trener Jerzego Janowicza. - Czego mi tu brakuje? Fińskiego jedzenia: chleba i cukierków. Nie, żeby fińska kuchnia była wyjątkowo dobra, to raczej smaki dzieciństwa za którymi tęsknię. Zwłaszcza za salmiakki [bardzo popularne w Finlandii cukierki o smaku słonej lukrecji, niestrawne dla większości obcokrajowców - przyp. red.] - opowiada.

Choć z Poznaniem jest związany od prawie 10 lat, po polsku mówi słabo. Nie pomógł ani wieloletni pobyt w Polsce, ani polska żona, ani 10-tygodniowy intensywny kurs. - Ale rozumiem prawie wszystko! - zastrzega. - Powiedzieć też umiem co nieco. Znam podstawowe zwroty, dam radę zamówić coś w restauracji. W domu porozumiewamy się po angielsku, w tym języku rozmawiam też z Jerzym.

Ma dwóch synów - 7-letniego Noaha i 4-letniego Liama. Imiona mają międzynarodowe, żeby pasowało do fińskiego nazwiska. Starszy w tenisa nie gra. - Próbowaliśmy, ale wkręcił się w piłkę nożną. Jest zapalonym graczem, a tenis jakoś go nie wciągnął. Młodszy chyba będzie grał. Grał już w ubiegłym roku i wygląda na to, że będzie tenisistą. Dzieci mówią po polsku i angielsku. Fińskiego nie znają, choć chciałbym je nauczyć, ale przy moim trybie pracy, kiedy wyjeżdżam np. na dwa tygodnie a tylko tydzień jestem w domu, to niemożliwe - tłumaczy.

Oprócz trenowania Janowicza, Kim Tiilikainen prowadzi też reprezentację swojej ojczyzny w prestiżowym Pucharze Davisa. - Mamy taki plan, aby w chwilach, gdy nie towarzyszy Janowiczowi, wspierał naszych młodych tenisistów w Poznaniu - mówi związany z Poznaniem szef Polskiego Związku Tenisowego Jacek Muzolf. - Kim to rzetelny i słowny człowiek, bardzo konkretny. Do tego sympatyczny. Nie jest takim stereotypowym Finem, nie jest "soplem lodu". Gdy trenował naszych młodych zawodników, byli nim zafascynowani. Ma autorytet, to rzadkość u naszych młodych zawodników - chwali Fina.

O swoim wkładzie w wynik Janowicza mówi skromnie: - Na sukces tenisisty składa się wiele elementów, praca trenera to tylko jej z nich. Cieszę się, ze miałem w nim swój udział i dobrze wykonałem swoją pracę. Pokazaliśmy, że kierunek rozwoju Jerzego jest właściwy.

W Finlandii Kim Tiilikainen nie mieszka od ponad 20 lat. Teraz też nie jeździ tam zbyt często. - Rodzice większą część roku spędzają w Hiszpanii, dokąd jeżdżą w poszukiwaniu cieplejszego klimatu. Brat mieszka w USA. A ja? Nie wiadomo, co przyniesie przyszłość, ale na razie nie przewiduję żebym miał się wyprowadzać z Poznania. Tu zbudowaliśmy dom, tu mam rodzinę, znajomych i przyjaciół. Poznań to teraz dla mnie bardziej miasto rodzinne niż Helsinki - zapewnia.