Sport.pl

Ksiądz-maratończyk udzielił rozgrzeszenia umierającemu biegaczowi

- Ratownicy medyczni wyłowili mnie z tłumu dzięki temu, że pobiegłem w sutannie. Widocznie tak miało być - mówi ks. Adam Pawłowski, który udzielił ostatnich sakramentów mężczyźnie, który zmarł na poznańskim maratonie.
Ks. Adam Pawłowski jest katechetą w VIII LO. Pisaliśmy o nim jeszcze przed startem maratonu, gdy zapowiadał, że planuje pokonać ponad 42 km w sutannie z napisem "Bóg jest". To właśnie dzięki temu rozpoznali go ratownicy medyczni ratujący maratończyka, który na 14. km zasłabł i przestał oddychać.

- Z opatrzności Bożej byłem blisko. Ratownicy zawołali mnie do posługi kapłańskiej - opowiada. - Nie miałem przy sobie oleju, ale mogłem udzielić temu mężczyźnie rozgrzeszenia w postaci absolucji generalnej. To straszne, że ten człowiek zmarł, ale ważne, że był przygotowany na spotkanie z Bogiem. Kilka dni temu rozmawiałem z jego bliskimi, okazało się, że to było dla nich niezwykle istotne. Cieszę się, że w tym całym nieszczęściu jednak tam byłem - dodaje.

Ale jak po takim przeżyciu można dalej biec? - Nas kapłanów przygotowuje się do posługi. Jestem księdzem już od 10 lat. W tym czasie pracowałem m.in. w szpitalu, gdzie wielokrotnie rozgrzeszałem umierających. To trochę uodparnia, choć nie powiem, że nie poczułem tego ciężaru w czasie dalszego biegu. Oczywiście on był ze mną cały czas.

Ks. Pawłowski przyznaje, że biegacze na trasie rozmawiali o zmarłym mężczyźnie. - To dobrze, że maraton nie został przerwany, bo wielu biegaczy kontynuowało swoje zmagania właśnie dla tego mężczyzny - twierdzi kapłan.

Na trasie ks. Adam udzielił jeszcze jednego sakramentu - wyspowiadał jednego z biegaczy. Wielu pytało go: "Jest ksiądz prawdziwy czy przebierany"? Jeden zrobił mu nawet zdjęcie. - Mówi do mnie: "pokażę mojemu proboszczowi, którzy mówi, że bieganie to diabelstwo, bo w niedziele odciąga od Kościoła" - śmieje się.

A jedna z wolontariuszek tak wspomina spotkanie z ks. Adamem: - Słyszałam, jak mówił biegaczom, że niedziela to dla niego dzień pracujący i musiał wziąć wolne. To było świetne.

I tak ksiądz Adam z uśmiechem dotarł do mety.



Z pewnością pomogli mu w tym jego znajomi z wspólnoty św. Jacka, którzy na ostatnich kilometrach ewangelizowali maratończyków, śpiewem dodając im sił.



W rzeczywistości ks. Pawłowski w niedzielę wcale nie zrobił sobie wolnego - w kościele na Wildzie odprawił jeszcze dwie msze o godz. 18.30 i 21.

Więcej o: