ZDARZYŁO SIĘ. Polska Marilyn Monroe i blondynka bez warkocza

Tłumy obserwowały zwycięstwo Polski nad RFN w lekkoatletycznym meczu, który 60 lat temu odbył się na Stadionie im. 22 Lipca (dziś Stadion Szyca). Fakt, że tego samego dnia odbywał się mecz piłkarzy Lecha Poznań, nie miał znaczenia.
W latach 60. międzypaństwowe mecze lekkoatletyczne cieszyły się tak wielką popularnością, że przebijały nawet mecze piłkarskie. Były to wszak czasu polskiego wunderteamu lekkoatletycznego - Polska w tej dyscyplinie sportu, najważniejszej na igrzyskach olimpijskich, liczyła się w świecie o wiele bardziej niż obecnie. Do historii przeszły lekkoatletyczne mecze Polska-USA w 1958 czy 1961 roku. Takie pojedynki organizowano także w Poznaniu.

Mecz lekkoatletyczny między Polską a NRF, jak wtedy nazywano Zachodnie Niemcy zaplanowano na Stadionie im. 22 Lipca na niedzielę 14 października 1962 roku, nie bacząc na to, iż tego samego dnia o godz. 15 swój mecz w ekstraklasie rozgrywał na Dębcu piłkarski zespół Lecha Poznań - rywalem była Stal Rzeszów. Dziś wejście w kolizję z meczem Kolejorza byłoby samobójstwem dla każdej imprezy sportowej, nie tylko lekkoatletycznej. Wtedy - przeciwnie, na mecz Polska-NRF przyszło więcej widzów. Starcie lechitów ze Stalą Rzeszów obserwowało 10 tysięcy chętnych. Znacznie więcej widzów zasiadło na trybunach, by obejrzeć starcie z Zachodnimi Niemcami, chociaż na bieżniach, skoczniach i rzutniach olbrzymiego stadionu w Poznaniu walczyły tylko ... kobiety. Męski mecz lekkoatletyczny między Polską a NRF w tym samym czasie odbywał się na wyjeździe, we Frankfurcie nad Menem. Polacy ulegli tam 104,5:106,5 punkta.

W wypadku kobiet poszło nam znacznie lepiej i Polki zwyciężyły Niemki 59:47. Biało-czerwone miały jednak w swych szeregach wiele wspaniałych gwiazd lekkiejatletyki, w tym dwie znakomite blondynki - Elżbietę Krzesińską, która w 1956 roku sięgnęła w Melbourne po złoto olimpijskie oraz Barbarę Sobottę. Ta poznańska sprinterka, nosząca także nazwiska Lerczak i Janiszewska, była dwukrotną mistrzynią Europy i brązową medalistką olimpijską z Rzymu. Mało tego, podczas Mistrzostw Europy w Sztokholmie w 1958 roku została wybrana miss imprezy. Piękna, długonoga blondynka także w Polsce szybko stała się celebrytką i z bogatego życia towarzyskiego znana była równie dobrze, jak ze sportu. Z racji wyglądu i trybu życia nazywano ją "polską Marylin Monroe". Jej mężami byli Piotr Sobotta i Zbigniew Janiszewski, z kolei znany chociażby z roli w "Wielkim Szu" aktor Jan Nowicki jej mężem nie był, ale to z nim miała syna - znanego dziś również aktora i konferansjera Łukasza Nowickiego.

Trzy lata temu na ścianie jej domu na Wildzie odsłonięta została pamiątkowa tablica .

Elżbieta Krzesińska bez trudu wygrała w Poznaniu konkurs skoku w dal, wynikiem 5,93 m. Wyraźnie wyprzedziła Niemkę Herms i inne koleżanki. Tym razem nie przeszkodził jej długi, jasny warkocz, który zdradziecko znaczył ślad na piasku i skracał skoki podczas igrzysk w Helsinkach dziesięć lat temu. Długo wtedy trwały protesty Polaków i narady jury, które orzekło, że "warkocz jest częścią ciała" i w związku z tym to on zostawia najbliższy belce znak, od którego mierzy się długość skoku. W Poznaniu słynna lekkoatletka skakała już w krótkich włosach.

Poznańska Marilyn Monroe (ta amerykańska nie żyła od dwóch miesięcy), czyli Barbara Sobotta także nie zawiodła. Wynikiem 24,1 s (mierzono wtedy czas do dziesiętnej) wygrała bieg na 200 metrów przed kontrastującą z nią na bieżni Elżbietą Szyroką, brunetką z Katowic, oraz wszystkimi Niemkami, wśród których zabrakło wicemistrzyni olimpijskiej z Rzymu, Jutty Heine. Wraz z tąże Elżbietą Szyroką, a także Marią Piątkowską i Teresą Ciepły triumfowała również w sprinterskiej sztafecie. Czas 45,5 s był nieosiągalny dla Niemek. Ta sztafeta była nasza popisową konkurencją, wywołującą wielki aplauz na widowni. Poza tym, że bieg rozstawny jest widowiskowy, to Polki były wówczas najlepsze na świecie, lepsze nawet od Amerykanek. W 1962 roku zostały w Belgradzie mistrzyniami Europy, za dwa lata podczas igrzysk w Tokio miały sięgnąć po złoto olimpijskie.

W biegach Niemki nie miały z polskimi dziewczynami żadnych szans. Teresa Ciepły (żona wybitnego młociarza Olgierda Ciepłego) nokautowała je w sprincie, Barbara Sobotta - w przedłużonym sprincie, a Maria Piątkowska (żona świetnego dyskobola Edmunda Piątkowskiego) - na płotkach. Lekkoatletki NRF próbowały odrabiać starty na skoczni i rzutni, ale udało im się tylko częściowo. W pchnięciu kulą nieoczekiwanie uległy bowiem naszej kulomiotce Stefanii Kiewłeń. Długonoga niczym antylopa Hummel - wzwyż, Anneliese Gerhards - w oszczepie, a Kremhild Hausmann - w dysku zdobywały zwycięskie punkty dla Niemiec, a widzowie skrzętnie notowali wyniki podawane przez spikera i wyświetlane na tablicy. Obejrzenie meczu lekkoatletycznego tego typu wymagało od nich sporej wiedzy i podzielności uwagi. To nie była piłka nożna, tu wydarzenia nie toczyły się tylko w jednym miejscu, lecz w wielu.

Na 10 pojedynków Polki w sześciu triumfowały, z czego trzykrotnie - podwójnie. Nie tylko jednak triumfy Polek wywoływały burzę braw, ale także przedstawienie kibicom gościa specjalnego - Zygmunta Heljasza. Potężny. 54-letni już wtedy kulomiot był przed wojną rekordzistą świata, jedynym jakiego mieliśmy w Poznaniu - w 1932 roku ustanowił najlepszy na świecie wynik podczas podobnego meczu na tym stadionem między Polską a Austrią, a precyzyjniej - między Poznaniem a Wiedniem. Wielki mistrz, a w czasie wojny więzień obozów koncentracyjnych w Sachsenhausen i Gross-Rosen w Poznaniu popisywał się przed widownią, unosząc na rękach bez trudu polskie lekkoatletki. Osiem miesięcy potem zmarł.