Sport.pl

40 lat temu poznaniak zdobył dwa złote medale olimpijskie

Igrzyska olimpijskie w Monachium w 1972 roku kojarzą się nam głównie z zamachami terrorystycznymi na izraelskich sportowców oraz złotem polskich piłkarzy. Mało kto pamięta, że wielki triumf odniósł tam Witold Woyda - szermierz z Poznania.
Witold Woyda był w Monachium dwukrotnym mistrzem olimpijskim we florecie, zarówno w drużynie, jak i indywidualnie. Nigdy wcześniej i nigdy później podobna sztuka nie udała się na jednych igrzyskach żadnemu polskiemu szermierzowi. I choć Witold Woyda urodził się i pochodził z Poznania, sukcesy na monachijskiej planszy odniósł już w warszawskich barwach.

Rodzina Woydów zresztą mocno była związana z Warszawą. Przodek mistrza z Monachium, pochodzący z Leszna powstaniec kościuszkowski Karol Fryderyk Woyda był prezydentem Warszawy od 1816 roku aż do powstania listopadowego. Prezydentem stolicy był również jego syn, Kazimierz Woyda - w czasach powstania styczniowego.

Witold Woyda rzeczywiście urodził się w Poznaniu, tuż przed wybuchem II wojny światowej, a jego ojcem był żołnierz 15. Pułku Ułanów Poznańskich, ale już do liceum późniejszy mistrz chodził w Warszawie. Tam też, w piwnicy Teatru Komedia na Żoliborzu, trenował u Władysława Dobrowolskiego. Jak pisał w swoich wspomnieniach z 1990 roku: "W powojennej Warszawie jeździło się tramwajami na zderzaku, jak to wówczas mówiono "na cycku". To był fason. Pewnego dnia jechałem sobie spokojnie "na cycku" czternastką. Kiedy tramwaj zatrzymał się przy zielonej Filtrowej, nagle poczułem czyjąś dłoń na ramieniu. Struchlałem. Obróciłem się powoli ... zamiast milicjanta zobaczyłem przed sobą sympatyczną twarz majora Dobrowolskiego. - Chłopcze, dlaczego ty nie przychodzisz na szermierkę?"

Jako nastolatek zajął czwarte miejsce w mistrzostwach świata juniorów w 1957 roku, więc pojechał na igrzyska olimpijskie do Rzymu w 1960 roku. Tam nieoczekiwanie także zajął czwarte miejsce. Na następnych igrzyskach w Tokio w 1964 r. sięgnął po srebrny, a w 1968 r. w Meksyku - po brązowy medal w drużynie. Wreszcie przyszły igrzyska w Monachium w 1972 roku...

Witold Woyda miał wtedy 33 lata, kończył karierę. Sukces przyszedł nieoczekiwanie. Najpierw w turnieju indywidualnym sięgnął po złoto, choć nie bez problemu. W rozgrywkach grupowych przegrał bowiem kilka walk, w tym dwukrotnie z Francuzem Danielem Revenu. W rozgrywce finałowej był już jednak niepokonany - wygrał tam pięć walk, w tym z innym Polakiem Markiem Dąbrowskim. Do sukcesu indywidualnego dodał złoto w drużynie, zdobyte z tymże Markiem Dąbrowskim, a także Lechem Koziejowskim, Jerzym Kaczmarkiem i Arkadiuszem Godelem. Wygrywał sprytem i nigdy nie tracił zimnej krwi. Francuz Christian d'Oriola uznany za najlepszego florecistę wszech czasów powiedział o nim: - Polak pierwszy turniej wygrał nogami, a drugi głową.

Witold Woyda zimnej krwi nie tracił nigdy. - Nie zapomnę naszego powrotu z Kuby w 1969 roku - wspomina Lech Koziejowski. - Lecieliśmy czterośmigłowym bristol britannia z Hawany do Pragi z dwoma międzylądowaniami. Gdzieś między Gwadelupą a Azorami podchodzi do mnie Woyda i z rękami w kieszeni mówi niedbale: "No cóż, chłopaki, śmigło się przestało kręcić". Patrzę, rzeczywiście. W samolocie panika. Jakaś kobieta z wrażenia nie podciągnęła nawet majtek po wyjściu z toalety. A ten spokojnie: "Chłopaki".



Po igrzyskach w Monachium Witold Woyda wyjechał do Włoch. Był to rok 1975, a wyjazd Polaka - dość nagły. Istniały pogłoski, że nękały go gierkowskie służby bezpieczeństwa, że starały się go bezskutecznie zwerbować. Woyda po prostu kupił fiata mirafiori, przekroczył granicę i wyjechał. W Mediolanie oświadczył Włochom, że nie chce już wracać do Polski. Potem trafił do Stanów Zjednoczonych i tam prowadził firmę produkującą maszyny pakujące. Zajął się tam także największą pasją swego życia - golfem. Zmarł w Bronxville 5 maja 2008 roku po dwuletnich zmaganiach z rakiem. Nie chciał iść do szpitala, zmarł w domu.

Do dziś jedynym poznaniakiem, który zdobył olimpijskie złoto w poznańskich barwach jest młociarz Szymon Ziółkowski.

POZNAN.SPORT.PL NA FACEBOOKU - POLUBCIE NAS, WIARA!

Więcej o: