Pucharowa przygoda Lubonia, której wcale mogło nie być

Aż dziesięciu rywali musieli pokonać piłkarze Lubońskiego KS, by 11 sierpnia móc zmierzyć się w Pucharze Polski z Wisłą Kraków. - Taki mecz to dla moich zawodników największa nagroda, cenniejsza niż jakiekolwiek premie - mówi trener Marcin Drajer.
Po ostatnim gwizdku sędziego, kończącym zwycięski dla Lubońskiego KS mecz z GKS Katowice, miejscowi kibice mówili z niedowierzaniem: "Wisła Kraków w Luboniu. To się w głowie nie mieści". A jednak! 11 sierpnia do podpoznańskiego miasta przyjedzie najbardziej utytułowany polski zespół ostatnich lat i zagra na stadioniku, który może pomieścić zaledwie 600 osób. Klub chce zainstalować kolejne krzesełka i postawić dodatkową trybunę, tak by najważniejszy mecz w historii klubu mogło obejrzeć jak najwięcej osób. Podstawowe założenie - Luboński chce podjąć Wisłę na swoim obiekcie, a nie wynajmować większy stadion np. w Poznaniu.

- A pomyśleć, że całej tej przygody mogłoby wcale nie być - uśmiecha się trener zespołu Marcin Drajer i przypomina pierwszy mecz pucharowy, jeszcze na szczeblu okręgu poznańskiego. Pod koniec października 2011 roku - Wygraliśmy z rezerwami Polonii Środa dopiero po rzutach karnych, w których to rywale mieli dwie piłki meczowe. Gdyby wykorzystali jeden z dwóch karnych, odpadlibyśmy - wspomina.

Luboński wygrał jednak karne z Polonią II, potem pokonał czterech kolejnych rywali i zdobył puchar w okręgu poznańskim. Kolejnych dwóch przeciwników ograł, by sięgnąć po puchar w Wielkopolsce. Potem był walkower z Calisię, zwycięstwo nad Nielbą Wągrowiec i środowy triumf 4:2 nad GKS Katowice. W sumie aż dziesięć spotkań, by zmierzyć się z Wisłą Kraków, dla której występ w Luboniu będzie dopiero pierwszym w tej edycji Pucharu Polski.

- Tam, gdzie panują normalne warunki do uprawiania sportu, tam łatwiej o niespodziankę, która jest potem nagradzana meczem z Wisłą - mówił Rafał Górak, trener GKS Katowice. Śląski klub ma ogromne problemy organizacyjne. Do Lubonia przyjechało tylko 14 piłkarzy, i to w dniu meczu. - Przegraliśmy po sportowej walce z lepszym przeciwnikiem - przyznał jednak uczciwie trener gości.

I to jeszcze jeden powód do radości dla amatorskiego zespołu z Lubonia (- Wszyscy moi piłkarze uczą się, bądź pracują. Treningi muszę dopasowywać do ich planu dnia - przypomina Marcin Drajer), bo faktycznie wygrał on z GKS zasłużenie. Dla niektórych piłkarzy Lubońskiego (m.in. Jonasz Jeżewski, Dariusz Imbiorowicz, Maciej Manelski czy Dawid Skrzycki) pucharowa przygoda to okazja do przypomnienia się kibicom piłkarskim. Ale jest w drużynie z Lubonia np. niespełna 18-letni Dawid Radomski, chrześniak byłego reprezentanta Polski Arkadiusza Radomskiego, który w roli środkowego pomocnika świetnie radził sobie w meczu z GKS. - A mamy w zespole jeszcze innych utalentowanych zawodników, którzy mogą w przyszłości grać wyżej niż w III lidze - mówi Marcin Drajer.