Sport.pl

Gwiazda z Wimbledonu na kortach w Poznaniu

Jerzy Janowicz, drugi w rankingu ATP polski tenisista i niedoszły ćwierćfinalista Wimbledonu, będzie największą gwiazdą turnieju, który 16 lipca rozpocznie się na Golęcinie pod nazwą Poznań Open.
Nazwa turnieju, która przed rokiem składała się z aż sześciu słów, tym razem skróciła się do dwóch. To efekt braku sponsorów, bo jedynym, który do budżetu dołożył na tyle dużo, by znaleźć się w nazwie imprezy, jest miasto Poznań.

- Tegoroczny turniej rodził się w bólach. Przez poprzednich osiem lat budżet mieliśmy zamknięty do końca poprzedniego roku. W tym roku otoczenie ekonomiczne i sytuacja, w której budżety marketingowe firm były mniejsze, nie sprzyjały nam. Do ostatniej chwili organizacja imprezy wisiała na włosku - opowiada dyrektor Poznań Open Krzysztof Jordan. - Udało nam się zachować rangę challengera i wierzymy, że w przyszłym roku będzie nieco łatwiej. Wtedy już nie będzie Euro 2012 i igrzysk - dodaje.

Tegoroczny turniej na kortach na Golęcinie będzie imprezą z pulą nagród mniejszą mniej więcej o połowę niż w poprzednich latach. Musiało to wpłynąć na obsadę. - Jesteśmy dumni z tego, że numerem jeden będzie Jurek Janowicz, chłopak, który marsz w górę rankingu ATP zaczął u nas. W Poznaniu zawsze wypadał świetnie, choć przy jego wzroście i sile stworzony jest raczej do gry na szybkich nawierzchniach - mówi dyrektor Jordan.

Janowicz, ubiegłoroczny finalista Poznań Porsche Open powered by Enea, ma być rozstawiony z numerem pierwszym, choć na razie wśród graczy zgłoszonych do poznańskiego challengera jest jeden zawodnik sklasyfikowany wyżej w rankingu ATP. To Francuz Eric Prodon. Janowicz już w przyszłym tygodniu wyprzedzi go w rankingu, co będzie efektem świetnego występu na kortach Wimbledonu. Pochodzący z Łodzi zawodnik był tam o jedną piłkę od awansu do ćwierćfinału.

Tym razem na liście graczy zgłoszonych do turnieju nie ma tenisistów z pierwszej setki rankingu ATP, a w poprzednich latach bywało ich nawet co roku kilku. Za Prodonem i Janowiczem w drugiej setce światowej klasyfikacji są Hiszpan Inigo Cervantes (152.), Francuz Jonathan Dasnieres de Veigy (156.), Argentyńczyk Martin Alund (158.), Austriak Andreas Haider-Maurer (163.), Hiszpan Arnau Brugues-Davi (166.), Francuz Guillaume Rufin (168.) oraz Czesi Jan Mertl (174.) i Dusan Lojda (192.). Ostatnim graczem, który zakwalifikował się do turnieju na podstawie rankingu, jest Hiszpan Gerald Granollers (290.).

Organizatorzy turnieju zamierzają przyznać cztery dzikie karty. Zarezerwowali jedną z nich dla najlepszego polskiego tenisisty, Łukasza Kubota. - Szanse na to, że przyjedzie, są jednak minimalne. Łukasz ma swoją ścieżkę przygotowań do igrzysk olimpijskich i udział w naszym turnieju na razie nie jest w jego planach - mówi dyrektor Jordan. Jeśli Kubot nie skorzysta z dzikiej karty, być może dostanie ją Słoweniec Blaz Kavcić, który zgłosił się z propozycją występu w Poznaniu. Wtedy on będzie rozstawiony z numerem jeden - teraz w rankingu ATP Słoweniec jest na 74. miejscu.

Dwie kolejne dzikie karty trafią do Michała Przysiężnego i Macieja Smoły. - Michał wraca do gry po kontuzji, jest wielce utalentowanym graczem. Wierzymy, że może w Poznaniu znów się przełamie i zrobi krok ku powrotowi do pierwszej setki rankingu ATP - opowiada dyrektor turnieju. - Maciek Smoła to z kolei najlepszy gracz wywodzący się z Poznania. Trenuje w Pradze pod okiem Tomasa Ziba. Liczyliśmy, że sukcesy u niego przyjdą nieco szybciej, ale chcemy mu pomóc - mówi Krzysztof Jordan. Ostatnią dziką kartę tradycyjnie już dostanie młodzieżowy mistrz Polski, który zostanie wyłoniony w przyszłą niedzielę, na dzień przed startem Poznań Open.

Więcej o: