Sport.pl

Szymon Ziółkowski: Jestem przyczajony tygrys, ukryty smok

- Jeśli po igrzyskach olimpijskich w Londynie wrócę do kraju w tak dobrym humorze, w jakim wracam po Mistrzostwach Europy w Helsinkach, to nic więcej nie można mi życzyć - mówi poznański młociarz Szymon Ziółkowski po zdobyciu brązowego medalu ME.
Ten medal powoduje, że kolekcja medali Szymona Ziółkowskiego jest już niemal kompletna. Stawał on na podium najważniejszych imprez świata, w tym tej najważniejszej - igrzysk olimpijskich, i to na dodatek na podium najwyższym. Dziwne, że mistrz olimpijski (wciąż jedyny w Wielkopolsce) i mistrz świata aż dotąd nie zdobył żadnego medalu Mistrzostw Europy. Udało się to w weekend w Helsinkach, gdy poznaniak zameldował się trzeci za Węgrem Krisztianem Parsem i Rosjaninem Aleksiejem Zagornym. Uzyskał 76,67 m.

Radosław Nawrot: Kolekcja medalu stała się kompletna?

Szymon Ziółkowski: O nie, jeszcze nie! Obliczyłem, że do kompletu brakuje mi jeszcze czterech medali. To srebro i brąz igrzysk olimpijskich oraz złoto i srebro Mistrzostw Europy.

No ale ma Pan medale wszystkich ważniejszych imprez światowych.

- Tak, nawet Igrzysk Frankofońskich.

A jest jakaś impreza, na której nie było Pana jeszcze na podium?

- Jest. To Puchar Świata, zwany teraz Pucharem Międzykontynentalnym.

Te wszystkie medale trzyma Pan w domu, w gablocie?

- W domu, ale nie w gablocie. O gablocie będę musiał dopiero pomyśleć.

W Helsinkach lało podczas zawodów. A gdy pada, to dla Pana dobrze. W Sydney w 2000 roku też Pan sięgnął po złoto olimpijskie w deszczu.

- Zawsze, gdy pada, to dobrze. Tym razem jednak było bardzo zimno i pod koniec wieczornego konkursu ta temperatura dawała mi się we znaki. Im jestem starszy, tym trudniej akceptuję ziąb.

Strzyka w kościach?

- Może nie strzyka, ale sprężystość już nie ta. Organizm mniej mnie słucha.

Węgier Krisztian Pars jest w tym sezonie poza zasięgiem?

- Nie, nie jest. Można z nim spokojnie powalczyć. Paweł Fajdek [inny polski młociarz, mistrz kraju - przyp. red.] pokazał, że można z nim walczyć bez problemu. Ja nie zamierzam mu odpuścić, bo stać mnie na rzuty na odległość 80 metrów. Teraz może jeszcze tego nie widać, ale stać. Ja jestem taki przyczajony tygrys, ukryty smok.

Za długo już opisujemy Pańskie starty, by nie wiedzieć, że przedwcześnie uznać Szymona Ziółkowskiego za kogoś niezdolnego do dalekich rzutów w tym sezonie to błąd.

- Duży błąd. Już kilka razy pokazałem, że im bliżej docelowej imprezy, tym rzucam dalej. A w tym roku docelową imprezą nie były Mistrzostwa Europy w Helsinkach. Są nimi igrzyska olimpijskie w Londynie.

Pan lubi rzucać na dużych imprezach?

- Zdecydowanie. Nie lubię treningowego rzucania po krzakach. Przychodzi start na stadionie i adrenalina, wtedy jest od razu lepiej.

Czego możemy zatem spodziewać się po Panu na igrzyskach w Londynie?

- Że bez walki tych igrzysk nie puszczę i dam z siebie 110 procent. Jednakże ostateczny wynik nie zależy tylko ode mnie. Jest też wypadkową tego, co pokażą rywale.

Zatem... srebrnego bądź brązowego medalu olimpijskiego do kolekcji?

- [śmiech] Chciałbym wrócić z Londynu w tak dobrym humorze, w jakim wracam teraz z Helsinek.

Więcej o: