Sport.pl

Garbarnia Kraków - Warta Poznań 3:2. Wielkie emocje na Rydlówce, Warta dalej od II ligi

Piłkarze Warty Poznań dwa razy odrabiali straty, ale gdy Garbarnia Kraków zdobyła trzecią bramkę, odpowiedzi już nie było. Gospodarze wygrali 3:2 (2:2) i są bliżej awansu do II ligi.
- Jesteśmy zawsze tam, gdzie nasza Warta gra - zaśpiewała kilkuosobowa grupa kibiców z Poznania, którzy przejechali blisko pół tysiąca kilometrów, by wspierać "Zielonych" w walce o II ligę. To przejaw prawdziwego futbolowego hipsterstwa, bo wyprawa do Małopolski wiązała się z rezygnacją z oglądania wszystkich trzech meczów drugiego dnia Euro 2016. Ale, co tam. Takie pojedynki, jak ten Garbarni z Wartą nie trafiają się co dzień. Przedwojenni mistrzowie Polski po raz ostatni te zespoły grały ze sobą w... 1971 roku.

Zresztą kibicowanie Garbarni to również hipsterka w czystej postaci. Trzecia siła Krakowa pozostaje w cieniu ekstraklasowych ekip Cracovii i Wisły. A jednak ma swoich sympatyków, wielu wśród nich starszych panów, sporo dzieci. Taka mieszanka zapełniła niewielką trybunkę obiektu przy ul. Rydlówki. Na płocie kibice powiesili kilka transparentów w rzadko spotykanych barwach - brązowych i białych: "Garbarnia młode lwy", "Lwy z Ludwinowa to duma Krakowa", "Garbulki, jesteśmy z wami" czy bardziej pospolite "Garbarnia pany".

Był też transparent z napisem "Na Ludwinowie 1929 r. pamiętamy. Dziś się nie damy!!!". To nawiązanie do sezonu, w którym Garbarnia skończyła rozgrywki na pierwszym miejscu, ale tytuł zdobyła Warta, po tym jak dostała punkty walkowerem za przegrany mecz z Turystami Łódź. Rywalizacja w barażu miała być formą rewanżu za tamto kontrowersyjne rozstrzygnięcie przy tzw. zielonym stoliku.

Poznaniacy mecz w Krakowie rozpoczęli równie niedobrze, jak tydzień temu starcie z Lechem II Poznań. Już w drugiej minucie gospodarze pognali z piłką prawą stroną i po dośrodkowaniu stamtąd Patryk Serafin kopnął między nogami Mateusza Filipowiaka. Warta szybko się podniosła, a pomógł jej Łukasz Białożyt, który w świetnym stylu wykonuje ostatnio stałe fragmenty gry. Teraz zagrał w pole karne, a tam do piłki wyskoczyli Adrian Laskowski i Łukasz Spławski. Ten drugi strzałem głową pokonał Marcina Cabaja. Bramkarz z pokaźnym doświadczeniem w ekstraklasie nawet nie drgnął, gdy piłka lądowała w siatce.

Bramkowy remis, a więc całkiem niezły wynik na rozpoczęcie rywalizacji w barażu, utrzymał się tylko dwie minuty. Patryk Serafin miał trochę miejsca przed polem karnym Warty, kopnął silnie w róg i bramkarz poznaniaków znów dał się zaskoczyć. Zaczął się zły czas dla drużyny Tomasza Bekasa, która nie potrafiła sklecić żadnej sensownej akcji. Długie podania do Łukasza Spławskiego były nieskuteczne, zupełnie brakowało strzałów.

Impas przerwał dopiero rajd Adriana Laskowskiego, który został sfaulowany przed polem karnym rywali. Piłkę zabrał Łukasz Białożyt i strzelił znakomicie. Marcin Cabaj znów był bez szans na obronę i znów nawet się nie ruszył do piłki. Był remis 2:2, który rozochocił Wartę. Poznański zespół zaatakował, kilka razy zrobiło się gorąco w polu karnym Garbarni, ale goli nie było.

Tak naprawdę, to bliżej objęcia prowadzenia była po kontrataku Garbarnia. Patryk Serafin minął już bramkarza Warty, ale Dariusz Czerniejewicz wybił piłkę toczącą się do bramki.

Kibice, którzy po raz pierwszy w sezonie wypełnili trybunę stadionu przy Rydlówki, chyba nie żałowali, że wybrali mecz z Wartą. Niezły, emocjonujący pojedynek toczył się także w drugiej połowie. Nikt nie unikał walki, nie odstawiał nogi. Perspektywa wyrwania się z nieco prowincjonalnej III ligi i awans do ogólnopolskiej II ligi była wystarczająco mobilizująca.

Gospodarze też spróbowali szczęścia z rzutu wolnego, ale Mateusz Filipowiak dobrze obronił strzał Krzysztofa Kalemby. Pod drugą bramką groźnie było po kontratakach "Zielonych". W 65. minucie zaś Dominik Chromiński uderzał z bliska, ale nie trafił w bramkę. Dziesięć minut później ten sam zawodnik kopnął bardzo silnie zza pola karnego. Tym razem jednak obok drugiego słupka bramki Garbarni. Po chwili gorąco było w szesnastce gości, ale żaden z krakowskich graczy, który podbijał piłkę, nie był w stanie oddać groźnego strzału.

Wydawało się, że to Warta jest bliższa objęcia prowadzenia. Broniła korzystnego remisu i groźnie kąsała po szybkich akcjach. W 83. minucie Garbarnia miała jednak rzut wolny. Krzysztof Kalmeba znów strzelił z całej siły, ale w środek bramki. Mateusz Filipowiak nie złapał piłki, a tylko odbił ją przed siebie. Po chwili rezerwowy Marcin Siedlarz z bliska kopnął do siatki. "Druga liga, druga liga, Garbarnia" - krzyknęli miejscowi kibice. Jeśli w środę w Poznaniu Warta nie odrobi jednobramkowej straty, to krakowianie będą się cieszyli z awansu i udanego rewanżu za wydarzenia sprzed 87 lat.

Garbarnia Kraków - Warta Poznań 3:2 (2:2)

Bramki:
Patryk Serafin (2. i 11.), Marcin Siedlarz (83.) - Łukasz Spławski (9.), Łukasz Białożyt (30.)

Garbarnia Kraków: Cabaj - Kalemba, Borovicanin (60. Piszczek), Moskal, Pawłowicz, Kostrubała, Nowak (58. Pietras), Serafin (68. Ferens), Kitliński, Stokłosa (68. Siedlarz), Ogar

Warta Poznań: Filipowiak - Brylewski, Marciniak, Kieliba, Czarniejewicz, Laskowski, Brzostowski, Białożyt, Chromiński (88. Paczyński), Biegański (69. Ciarkowski), Spławski

Więcej o: