Sport.pl

Warta Poznań wygrywa po golu w ostatniej minucie i nadal jest liderem II ligi

Bardzo szczęśliwe zwycięstwo odnieśli w 15. kolejce grupy zachodniej II ligi piłkarze Warty Poznań. Dopiero gol w 90. minucie Karola Gregorka dał im wygraną 3:2 z Gryfem Wejherowo.
Po dwóch kolejnych remisach Warty Poznań jej trener Marek Kamiński sporo namieszał w wyjściowym składzie. Przede wszystkim po raz pierwszy posadził na ławce rezerwowych największą gwiazdę zespołu Grzegorza Rasiaka. Dał też odpocząć drugiemu strzelcowi Warty, Michałowi Ciarkowskiemu, Michałowi Golińskiemu, a Adriana Bartkowiaka z gry wykluczyły żółte kartki.

Eksperyment okazał się kompletnym niewypałem. Gospodarze wyglądali nie tylko na grupę ludzi, która gra ze sobą pierwszy raz, ale jakby w ogóle wcześniej się nie widzieli. Od pierwszych minut to goście, zaledwie trzynasty zespół w tabeli, dominowali na boisku. Już w dziewiątej minucie nieliczna widownia zaczęła gwizdać na poznańskich piłkarzy, bo do tego czasu mogli stracić nawet trzy gole.

W tej sytuacji zupełnie nieoczekiwanie "Zieloni" wyszli na prowadzenie. Wystarczyła im do tego pierwsza w miarę składna akcja ofensywna. W 15. minucie Przemysław Kocot świetnie podał do Pawła Piceluka, który w sytuacji sam na sam, z ostrego kąta posłał piłkę do siatki.

Gol na chwilę rozruszał graczy Warty. W 25. minucie Mateusz Maruniak ładnie strzelał z półwoleja (został zablokowany), a w kolejnej minucie jeszcze efektowniej, bo przewrotką kopał Dawid Jasiński. Bramkarz Gryfa nie dał się jednak zaskoczyć. Na tym tak naprawdę skończyły się harce poznaniaków w pierwszej połowie. Nie byli oni w stanie stworzyć żadnej akcji, bo piłkę traktowali jak gorący węgielek, którego trzeba się jak najszybciej pozbyć i za nic nie starać się o to, by znów go dostać. Ataki Warty wyglądały więc tak, że zawodnicy w zielonych koszulkach podawali piłkę tak długo, aż trafiła ona do rywali. Ci z kolei natychmiast ruszali z kontratakami.

Gola zdobyli w 31. minucie z rzutu rożnego, gdy Przemysław Kostuch uprzedził wszystkich w powietrzu i głową pokonał Adriana Lisa. Bramkarz Warty wygrał potem jeszcze pojedynek z Rafałem Siemaszką, ale to dlatego, że napastnik Gryfa w świetnej sytuacji, w której mógł podawać do Tomasza Bajuka, zdecydował się na strzał, ale fatalnie skiksował.

- Zmiany! - zaczęli krzyczeć tuż po przerwie kibice, gdy okazało się, że trener Kamiński wysłał na drugą połowę niezmienioną jedenastkę, która na dodatek grała dokładnie tak jak w pierwszych 45 minutach. Michał Goliński, który wszedł na boisko w 56. minucie może jakoś specjalnie nie rozruszał zespołu. W ciągu trzech minut dwa razy świetnie dośrodkował jednak piłkę - najpierw na głowę Dawida Jasińskiego, a potem Łukasza Jasińskiego. Pierwszy pomylił się fatalnie, a drugi trafił w nogi obrońcy, kilka metrów przed bramką.

Po godzinie gry na placu pojawił się Grzegorz Rasiak. Wtedy też mniej więcej coś drgnęło w grze gospodarzy. Zaczęli oni szybciej biegać, ale wciąż zmorą były niecelne podania. W 70. minucie Błażejowi Nowakowi nie zabrakło precyzji, bo świetnie podał na głowę Grzegorza Rasiaka, który trafił jednak piłką w poprzeczkę. Kilka minut wcześniej okazję do objęcia prowadzenia miał Gryf, ale Przemysław Kostuch strzelił tuż obok słupka. Kto wie, czy nie jeszcze bliższy powodzenia był Tomasz Bejuk po ładnym strzale z powietrza (72. minuta).

Zaczęła się wymiana ciosów. Trener Warty pokazał, że chce walczyć o całą pulę, bo tylko ona pozwalała zachować pozycję lidera (na stadion dotarła informacja o wygranym meczu Chrobrego Głogów). Zdjął z boiska obrońcę Dawida Jasińskiego, a zastąpił go skrzydłowym Michałem Ciarkowskim. To jednak wprowadzeni wcześniej z ławki Michał Goliński i Grzegorz Rasiak byli bohaterami akcji, która dała Warcie drugą bramkę. Michał Goliński rozpoczął atak, podał piłkę do Karola Gregorka, który świetnie wypatrzył Grzegorza Rasiaka, a ten wykorzystał sytuację sam na sam z Wiesławem Ferrą.

Już w następnej minucie goście mogli wyrównać po świetnym rajdzie Mateusza Łuczaka. Zdążył on minąć trzech poznaniaków, ale przegrał pojedynek z Adrianem Lisem.

Warta mocno się cofnęła i chciała już tylko obronić szczęśliwe prowadzenie. Z opatrunkiem na rozbitej głowie po murawie biegał Karol Gregorek - z pewnością nie można było poznaniakom odmówić zaangażowania. Ale koncentracji i uwagi przy stałych fragmentach gry - na pewno. W 86. minucie Przemysław Kostuch znów był w polu karnym tam, gdzie leciała piłka, i trafił do siatki tuż przy słupku.

Karol Gregorek wyrósł w ostatniej chwili na bohatera meczu. Znów akcję "Zielonych" rozpoczął Michał Goliński, Grzegorz Rasiak podał tak, że Karol Gregorek mógł strzelić do pustej bramki. W trzeciej minucie doliczonego czasu gry Michał Ciarkowski kopnął jeszcze w nogi bramkarza w sytuacji sam na sam i gdy robiło się już ciemnawo, sędzia w 95. minucie zakończył to bardzo emocjonujące spotkanie.

Warta Poznań - Gryf Wejherowo 3:2 (1:1)

Bramki: 1:0 Piceluk (15. minuta, po podaniu Kocota), 1:1 Kostuch (31., głową po dośrodkowaniu Dettlaffa z rzutu rożnego), 2:1 Rasiak (74., po podaniu Gregorka), 2:2 Kostuch (86., głową po dośrodkowaniu Warcholaka z rzutu rożnego), 3:2 Gregorek (90. po podaniu Rasiaka)

Warta: Lis - D. Jasiński Ż (71. Ciarkowski), Ł. Jasiński, Ngamayama, Kocot Ż - Scherfchen, Marciniak (56. Goliński) - Nowak, Gregorek, Maruniak (90. Czerniejewicz) - Piceluk (61. Rasiak).

Gryf: Ferra - Brzuzy Ż, Kostuch Ż, Skwiercz, Warcholak - Dąbrowski, Kołc, Dettlaff (58. Szymański), Łuczak (77. Gicewicz) - Siemaszko, Bejuk.

Sędziował Daniel Kruczyński z Żywca

Widzów ok. 600

Więcej o: