Adrian Bartkowiak z Warty Poznań tłumaczy, dlaczego zaczął strzelać bramki

Swoją drugą bramkę w tym sezonie strzelił dla Warty Poznań Adrian Bartkowiak i zapewnił swojej drużynie wygraną 2:1 nad Polonią Bytom w ósmej kolejce grupy zachodniej II ligi. Wcześniej przez trzy sezony 26-letni piłkarz ani razu nie zdobył gola.
W grze Adriana Bartkowiaka w meczu z Polonią Bytom było coś z zachowania Manuela Arboledy w przegranym przez Lecha Poznań pojedynku ekstraklasy z Pogonią Szczecin. Kolumbijczyk najpierw zdobył gola dla "Kolejorza", ale potem zepsuł dobre wrażenie dwoma błędami, które pozwoliły rywalom strzelić gole. Pomocnik Warty w starciu z bytomianami najpierw (przy stanie 1:0) zafundował gościom sytuację sam na sam z bramkarzem. Źle podał piłkę do Pawła Besera, a ten sfaulował Dawida Jarkę i Polonia mogła wyrównać z rzutu karnego. Przy stanie 1:1 jednak to właśnie Adrian Bartkowiak zapędził się w pole karne gości i wygrał pojedynek z bramkarzem. Jak się później okazało, to był zwycięski gol dla "Zielonych".

- Cieszy szybko strzelona bramka, ale niestety, zawiniłem przy golu na 1:1, bo źle podałem do bramkarza, był rzut karny i rywale wyrównali. Później było trochę nerwówki, ale strzeliliśmy na 2:1 - opowiadał po meczu gracz Warty. Przed tym sezonem ani razu nie strzelił on gola dla poznańskiej drużyny, mimo że gra już dla niej czwarty rok. Tymczasem w obecnych rozgrywkach już po raz drugi trafia do siatki. - Trener zaufał mi, postawił na mnie w środku pola i jestem w trójce piłkarzy, którzy mają kreować grę w drugiej linii. Mamy się wymieniać i włączać do akcji ofensywnych. To pozwala mi strzelać bramki - wyjaśnił Adrian Bartkowiak, który dotąd w Warcie był albo środkowym obrońcą, albo defensywnym pomocnikiem.

O meczu z Polonią mówił jeszcze: - Gdy prowadziliśmy 2:1, mogliśmy cofnąć się na swoją połowę, by kontrolować grę i wyprowadzać kontry. Niestety, momentami cofaliśmy się zbyt głęboko i trzeba będzie z tego wyciągnąć wnioski. Szkoda czerwonej kartki dla Szeryfa [Macieja Scherfchena], bo po niej zrobiła się nerwowa końcówka. Było ciężko, bo przeciwnik postawił trudne warunki, ale wszystko skończyło się szczęśliwie dla nas.

Warta wygrała na swoim terenie dopiero drugi mecz w sezonie, a zarazem po raz pierwszy od ostatniego weekendu lipca, gdy zwyciężyło Zagłębie Sosnowiec. - Cieszy to, że dociągnęliśmy wynik do końca i wreszcie wygraliśmy u siebie. To jest dla nas najważniejsze, żebyśmy na swoim stadionie zdobywali punkty, a do tego dokładali coś na wyjazdach. Mam nadzieję, że za tydzień w Kluczborku przedłużymy serię wygranych spotkań - powiedział Adrian Bartkowiak.

Grzegorz Rasiak, który asystował przy bramce na 2:1, dodał: - Przez cały sezon powinniśmy grać tak, jak w pierwszej połowie meczu z Polonią Bytom. Cieszą dwa zwycięstwa z rzędu i punkty, bo Polonia miała przed tym meczem tylko punkt mniej od nas, a teraz uciekliśmy jej na cztery. Przede wszystkim jednak patrzymy na siebie, bo jak będziemy wygrywali, to inni będą musieli patrzeć na nas, a nie odwrotnie.