Warta Poznań się podniosła! Aż 3:0 na ligową premierę w rewanżu za puchar

Trzy dni po porażce 1:4 w Pucharze Polski Warta Poznań pokonała na inaugurację ligi Zagłębie Sosnowiec 3:0. Bramki zdobyli wracający do klubu warciarze: Artur Marciniak, Maciej Scherfchen i Michał Ciarkowski. Grzegorz Rasiak też był tego bliski, ale sędzia nie uznał jego gola.
- Trochę czasu nas nie było na tym szczeblu rozgrywek - przywitał spiker kibiców w Ogródku przed meczem z Zagłębiem Sosnowiec; w tym czasie na płocie wisiał już czerwony baner z wielkim białym napisem "2 LIGA". Po smutnej wiośnie zakończonej spadkiem z zaplecza ekstraklasy w pierwszym w tym sezonie meczu przy Drodze Dębińskiej piłkarze Warty w końcu dali swoim kibicom trochę radości. W upale pokonali sosnowiczan 3:0, wysoko i zasłużenie.

Gdyby to był pojedynek bokserski, Zagłębie już w pierwszej rundzie dwa razy leżałoby na deskach i nerwowo patrzyło na trenera, czy ten nie poddaje walki. Gole dla Warty na 1:0 i 2:0 padły już bowiem między 5. a 9. minutą gry.

Najpierw Artur Marciniak zdobył gola po zgraniu piłki od Grzegorza Rasiaka, minięciu rywala i technicznym strzale, po którym piłka odbiła się jeszcze od słupka. O ile tego gola można nazwać ładnym, to kolejny był już bardzo efektowny. Doświadczony Maciej Scherfchen, stojąc ok. 35-40 metrów od bramki, dostrzegł zbyt wysuniętego przed nią bramkarza i ośmieszył go, podwyższając prowadzenie chytrym lobem. - Wróć się na linię, Wieczorek, wróć się na linię! - skandowali na bakier z językiem polskim rozzłoszczeni fani Zagłębia, którzy w Ogródku stawili się licznie, eksponując nagie torsy. Było 2:0, a Warta miała kolejne szanse na kolejne gole. Próbowali Marciniak i Adrian Bartkowiak, w powietrzu walczył Grzegorz Rasiak. Poznaniacy - zarówno kibice, jak i zawodnicy - bardzo liczyli na świetne umiejętności gry głową największej gwiazdy drugiej ligi. Były napastnik Tottenhamu i Boltonu bramki nie zdobył, ale kilka razy pokazał, że grywał na poziomie, jaki inni uczestnicy meczu widzieli tylko w telewizji.

Z przyjemnością będzie można patrzeć na powtórki trzeciego gola dla Warty. Z bliska zdobył go Michał Ciarkowski, asystował mu Błażej Nowak, któremu ślicznie piłkę podał Adrian Bartkowiak.

Te trzy gole trafiły do protokołu, ale były też trzy gole, których arbitrzy nie uznali: po strzałach Macieja Scherfchena, Grzegorza Rasiaka i Michała Cyganka z Zagłębia.

Jak to możliwe, że trzy dni po porażce 1:4 poznaniacy pokonali tego samego rywala 3:0?

Trener Zagłębia Mirosław Kmieć: - Pokora daje sukces, a pycha gubi. Przyjechaliśmy tu pokorni. Gole straciliśmy po indywidualnych błędach.

Trener Warty Marek Kamiński: - Mieliśmy bagaż przegranej w pucharze, ale tam wynik nie odzwierciedlał gry.

Grzegorz Rasiak: - W Sosnowcu byliśmy równorzędnym rywalem, mieliśmy szanse, strzelaliśmy w poprzeczkę.

Artur Marciniak: - Sosnowiec to był wypadek przy pracy. Teraz po prostu wykorzystaliśmy sytuacje tak, jak zrobili to rywale poprzednio.

Maciej Scherfchen: - Gdyby w Sosnowcu padły dwa gole dla nas w pierwszej połowie, tak jak teraz, też byśmy wygrali. Szkoda tego pucharu, bo to ciekawe rozgrywki, a Zagłębie w następnej rundzie zagra z Wisłą Kraków.

Przypomnijmy, że to właśnie Wisła rok temu wyeliminowała Wartę z pucharu po kontrowersyjnych decyzjach sędziego.

- To jak, jedziemy na Jarotę? - pytał kibic kolegę, klepiąc go po plecach. Następny mecz Warta zagra w Jarocinie w niedzielę o 15.

Warta Poznań - Zagłębie Sosnowiec

Bramki: 1:0 Marciniak (5.), 2:0 Scherfchen (9.), 3:0 Ciarkowski (68.)

WARTA:Beser - D. Jasiński, Ł. Jasiński, Ngamayama, Kocot - Nowak, Bartkowiak, Scherfchen (78. Goliński), Marciniak - Piceluk (65. Ciarkowski), Rasiak

ZAGŁĘBIE:Wieczorek - Sierczyński, Jarczyk, Ostrouszko (7. Marek), Ninković - Tylec (63. Grzesik), Grube (59. Tumicz), Matusiak, Cyganek, Domański (56. Sadowski)

Sędzia:Maciej Lewicki (Rumia)