KOMENTARZ. Potrzebna jest zmiana Warty

- Prezes Izabella Łukomska-Pyżalska nic nie mówi o swoim własnym pomyśle na dalsze funkcjonowanie Warty, za to chętnie wskazuje kolejnych winnych sytuacji, w której ta się znalazła. Trudno oprzeć się wrażeniu, że drużyna piłkarska jest już jej teraz potrzebna głównie po to, by brylować, atakować władze Poznania i krytykować je za przyłożenie ręki do śmierci kolejnych klubów sportowych - pisze w ?Gazecie Wyborczej? Piotr Leśniowski.
Trwają rozmowy między władzami sekcji piłkarskiej Warty Poznań i Maciejem Dittmajerem, który chce ją przejąć. Obie strony mają jeszcze czas na rozmowy, bo PZPN zgodził się, by dokumenty potrzebne do uzyskania licencji w II lidze zostały dostarczone do połowy następnego tygodnia. Czy te kilka dni wystarczy na to, by prezes Izabella Łukomska-Pyżalska zdecydowała się oddać władzę (lub jej część) w piłkarskiej Warcie? A może usłyszymy, jaki sama ma pomysł na to, by uchronić zasłużony klub przed zesłaniem w futbolowy niebyt, bo takim byłby start w przyszłym sezonie w IV lidze, czyli na piątym poziomie rozgrywek?

W styczniu 2011 roku pani prezes przejęła władzę w Warcie, a pytana o to, na jak długo wchodzi do klubu, odpowiedziała z uśmiechem: "Na zawsze". Wtedy brzmiało to jak bajka i faktycznie przez dwa lata "Zieloni" mogli się czuć jak w bajce. Za to, że wtedy Izabella Łukomska-Pyżalska uratowała klub przed katastrofą i pozwoliła mu w godnych warunkach świętować stulecie istnienia, należy się jej wdzięczność i szacunek.

Problem w tym, że nadszedł już czas, by przestać żyć tą świeżą, ale już jednak historią i zastanowić się nad przyszłością. Jesienią ubiegłego roku pani prezes ogłosiła koniec sponsorowania drużyny piłkarskiej, a ta zbudowana na łapu-capu wiosną nie była w stanie wygrać żadnego meczu w lidze. Upadek był bolesny i to właśnie z tym upadkiem zaczyna być teraz kojarzona prezes Izabella Łukomska-Pyżalska.

Na dodatek brakuje jej solidnego uderzenia się w pierś i przyznania: nie udało się, to moja wina. Gdy poprzedniemu prezesowi Januszowi Urbaniakowi skończyły się pieniądze i pomysły na dalsze prowadzenie Warty, wiele razy podkreślał, że odda zespół każdemu, kto zechce go poprowadzić. I oddał. Pani prezes nic nie mówi o swoim własnym pomyśle na dalsze funkcjonowanie Warty, za to chętnie wskazuje kolejnych winnych sytuacji, w której ta się znalazła. Trudno oprzeć się wrażeniu, że drużyna piłkarska jest już jej teraz potrzebna głównie po to, by brylować, atakować władze Poznania i krytykować je za przyłożenie ręki do śmierci kolejnych klubów sportowych.

Tymczasem znajduje się ktoś, kto chce w tych warunkach prowadzić klub z Drogi Dębińskiej. Wiem, że Maciej Dittmajer nie jest pierwszym, który rozmawia o przejęciu Warty, ale w negocjacjach - jak sam twierdzi - doszedł z władzami klubu do szczegółów.

"Jestem tu po to, żeby przywrócić blask Warcie. Najpierw chcemy utrzymać się w pierwszej lidze, a potem podnosić poziom klubu" - mówiła Izabella Łukomska-Pyżalska w swoim pierwszym dniu rządów. Teraz nie ma już o tym mowy. Warcie grozi gra na piątym poziomie rozgrywek, choć przez sto lat nie grała niżej niż na trzecim...

Pani prezes! Jeżeli faktycznie prawdą jest to, co mówiła pani wiele razy, że los klubu nie jest pani obojętny, ma pani teraz świetną okazję, by udowodnić, że to prawda. Niech odda pani władzę lub się nią podzieli. Start w IV lidze to naprawdę nie jest dobry pomysł, bo powrót nawet do II, przy planowanych reformach rozgrywek, może być wyzwaniem na długie lata. Zanim zdąży pani znów "przywracać blask Warcie", wszyscy pewnie zdążą zapomnieć, że już raz to pani zrobiła.