Sport.pl

Warta przegrała na Cracovii, choć do przerwy prowadziła i była dużo lepsza

Po pierwszej połowie meczu skazywani na porażkę poznaniacy prowadzili z Cracovią po golu Tomasza Magdziarza. To była pierwsza w tym roku ligowa bramka Warty. Po przerwie ?Pasy" szybko strzeliły dwa gole i skończyło się 2:1. Po wygranej Stomilu Olsztyn z Zawiszą Bydgoszcz Warta ma już tylko cztery punkty przewagi nad strefą spadkową.
Już w siódmej minucie meczu na nowoczesnym stadionie Cracovii przy ul. Kałuży rozległy się gwizdy. Miejscowi kibice w ten sposób zareagowali na olbrzymi błąd Milosa Kosanovicia, który zamiast zagrać piłkę do tyłu do bramkarza lub kolegi z obrony, wyłożył ją jak na tacy atakującemu Warty. Michał Jakóbowski w dwóch próbach nie umiał pokonać bramkarza Krzysztofa Pilarza. Później gwizdy fanów Cracovii słychać było jeszcze kilka razy, to Warta była bowiem dużo lepsza w pierwszej połowie. Ostatnim ostrzeżeniem dla "Pasów" był płaski strzał Adama Gajdy po pięknym podaniu Pawła Giela. Chwilę później, w 38. minucie, poznaniacy wyszli na prowadzenie. Tuż sprzed linii środkowej piłkę w pole karne dośrodkował Maciej Wichtowski, a nim futbolówka odbiła się od ziemi, uderzył ją Tomasz Magdziarz. Bramkarz został przelobowany, piłka zatrzepotała w siatce, a kapitan Warty mógł zaprezentować ''kołyskę'' dla swojej córeczki Lenki.

Poznaniacy do Krakowa przyjechali w 17-osobowej kadrze, która zmieściła się do busika i paru samochodów. Trener Krzysztof Pawlak miał jeszcze bardziej ograniczone pole manewru po tym, jak już w 10. minucie musiał zrobić zmianę. Po powietrznym starciu Mateusz Pogonowski schodził z boiska z krwotokiem z nosa, zastąpił go Paweł Czoska. Nos Pogonowskiego, niestety, okazał się złamany.

To nie mogło zepsuć świetnych po pierwszej połowie humorów poznaniaków, którzy nieoczekiwanie grali o klasę lepiej od zagubionej i zdenerwowanej Cracovii. W pierwszych 45 minutach piłkarze "Pasów" nie oddali ani jednego celnego strzału na bramkę Adriana Lisa. Niestety dla Warty, już parę chwil po wznowieniu gry po przerwie odrobili straty - z nawiązką. Najpierw w polu karnym Boljević wycofał piłkę do Budzińskiego, po którego strzale futbolówka jeszcze otarła się o nogi jednego z obrońców i zmieniła tor swojego lotu wpadania do bramki. Było 1:1 w 51. minucie, a w 53. - już 2:1. W pole karne Warty wpadł Bernhardt, oddał piłkę do Danielewicza, którego strzał raczej powinien obronić Adrian Lis, ale tak się nie stało.

Warta walczyła o remis, dwie szanse miał grający w Krakowie w roli napastnika Tomasz Magdziarz, ale piłka nie znajdowała ponownie drogi do bramki. Piłkarze Cracovii - najpierw Boljević, potem Budziński - mijali nawet Lisa, ale ten był dobrze asekurowany przez obrońców.

- W pierwszej połowie mieliśmy więcej sił, byliśmy bardziej skoncentrowani. Mówiliśmy sobie w przerwie, by nie stracić szybko gola. Tak się stało i to nas podłamało. Jedziemy bez punktów do domu i to jest najsmutniejsze - mówił po meczu Paweł Giel w Orange Sport.

Więcej o: