Sport.pl

Artur Płatek: Trenerzy w Polsce nie są gorsi od tych w Bundeslidze

- W Dortmundzie trafiłem np. na pierwszy trening Mario Goetze. Trener Juergen Klopp spytał mnie, co o nim myślę. "Super, rewelacyjny" - odpowiedziałem. "A zobaczysz, co będzie umiał za półtora roku" - uśmiechnął się Niemiec. I półtora roku później Goetze grał już w reprezentacji kraju - wspominał w sierpniu 2011 roku Artur Płatek, gdy obejmował zespół Warty Poznań. Po zwolnieniu z Warty nie pracował już w żadnym polskim klubie, a od początku grudnia zajmuje się wyszukiwaniem piłkarskich talentów dla Borussii Dortmund.
Oto fragmenty rozmowy, którą przeprowadziliśmy z Arturem Płatkiem w sierpniu 2011 roku, krótko po tym jak objął zespół Warty Poznań.

BARTOSZ NOSAL, PIOTR LEŚNIOWSKI: Wprowadził pan kilka porządkowych zasad, których wcześniej nie było w klubie...

- Mam określone zasady w pracy, ale jestem człowiekiem otwartym, lubię rozmawiać i lubię ludzi. I nie miałem problemów z graczami, choć niektórzy dziennikarze twierdzili inaczej. A ja do dzisiaj mam kontakt z graczami, z którymi podczas pracy w Cracovii rzekomo byłem skłócony. Niedawno Mateusz Klich powiedział, że gdyby nie to, że byłem wobec niego twardy, nie byłby teraz tam, gdzie jest, czyli w Bundeslidze. I dopiero w Niemczech zobaczył, ile stracił przez to, że ciężko nie pracował. Jeśli chce się daleko zajść, trzeba ciężko pracować. Bez tego się nie da, no nie da się!

Wlepił pan już jakąś karę, odkąd jest w Warcie?

- Tak, symbolicznie. Za telefon podczas posiłku.

Za to, że zadzwonił?

- Nie. Za to, że w ogóle był wyjęty. Uważam, że w porze posiłku telefon nie jest do niczego potrzebny. Ale to są pieniądze drużyny, nie trafiają ani do mnie, ani do klubu. To taki wewnętrzny regulamin drużyny. Gdy uzbiera się większa suma, piłkarze wyjdą z rodzinami na kolację. Nie mamy ekspresu do kawy, więc może drużyna kupi kiedyś ekspres. W Szczecinie było akurat tak, że krótko po zakupie ekspresu straciłem pracę, więc teraz się tym kupnem ekspresu straszymy.

W Warcie piłkarze spędzają teraz więcej czasu w klubie, więc mają mniej czasu na inne sprawy. Nie wszystkim się to musi podobać.

- Jeśli komuś się to nie podoba, że trzeba trenować czy być w klubie, to powinien zmienić zawód. Najważniejsze to ustalić zasady, trzymać się ich i być sprawiedliwym wobec zawodników.

Niemiecki porządek.

- Byłem przeciętnym piłkarzem. Grałem i pracowałem w klubach trzecio- i drugoligowych w Niemczech. Poznałem trenera Juergena Kloppa czy Ralfa Rangnicka. Od nich zaczerpnąłem trochę zasad pracy, funkcjonowania w klubie. Tego, jak piłkarze traktują siebie i kibiców. Drużyna ma wiedzieć, jak się zachować i na boisku, i poza boiskiem.

Nie wszystkie te zasady da się jednak przenieść na polski grunt. Z prostych powodów: w Niemczech są lepsze bazy treningowe, w klubach pracuje więcej ludzi. I piłkarze mają i mogą być skoncentrowani tylko na grze, nie ma dyskusji. A w Polsce zawodnik ma pełno wymówek. Stanko Svitlica, król strzelców naszej ekstraklasy, w Niemczech ciągle miał z czymś problem, ciągle mu było ciężko. Tam gracz nie może być zmęczony, nie może mu nie pasować taktyka trenera. Bo ktoś czeka na jego miejsce, jest konkurencja.

Mój klub, LR Ahlen, toczył boje z FSV Mainz, gdzie pracował Juergen Klopp. To było zwykłe "cześć, cześć", żadna wielka znajomość. Dopiero gdy Klopp pracował już w Dortmundzie, Kuba Błaszczykowski dał mi do niego numer telefonu i odnowiłem kontakt. Na stażu w Borussii byłem już trzy razy. Trener Klopp to bardzo otwarty człowiek, pokazał mi wszystko od środka. Nie byłem tylko na odprawach. Ale rozumiem go, człowiek spoza klubu na odprawie to jak intruz w sypialni małżeńskiej.

Trafiłem np. na pierwszy trening Mario Goetze. Klopp spytał mnie, co o nim myślę. "Super, rewelacyjny!" - odpowiedziałem. "A zobaczysz, co będzie umiał za półtora roku" - uśmiechnął się Niemiec. I półtora roku później Goetze grał już w reprezentacji kraju.

Trener Rangnick, który dopiero co grał w półfinale Ligi Mistrzów, też na tyle pozwalał?

- Nie, on jest bardziej skryty, ale też poświęcał mi dużo czasu na rozmowy. Pierwszy staż w Schalke załatwił mi Tomek Wałdoch. Potem byłem u Rangnicka w Hoffenheim, a teraz znów w Schalke.

Na zajęciach zespołu z Gelsenkirchen miałem okazję oglądać Raula. I byłem pod wielkim wrażeniem, jak 34-latek pracuje fizycznie, jak ciągnie ten zespół, jak motywuje młodszych, jaki daje przykład.

Dobrze wspominam też trenera Uwe Rapoldera, którego znam z Ahlen, a który potem pracował w Arminii Bielefeld i FC Koeln. Widziałem, jak się pracuje w kilku niemieckich klubach. Każdy trener jest inny i od każdego można się czegoś nauczyć. Ale trzeba znaleźć własne "ja", własny sposób na prowadzenie zespołu.

Uważam, że są trenerzy w Polsce, którzy nie są gorsi od trenerów w Bundeslidze. Ale nie mają takiej bazy, komfortu pracy, tylu współpracowników. I przede wszystkim - piłkarzy o takiej jakości.

Czuje się pan "produktem" niemieckiej szkoły trenerskiej?

- Nie, jestem Polakiem. Powiedziałem kiedyś, że wszystkiego nauczyłem się w Niemczech, przez co miałem potem nieprzyjemności. Przyznaję, że od trenerów Piechniczka, Kostki, Lorensa, Żmudy czy Żurka czegoś się nauczyłem. Od każdego. A duży wpływ na niemiecką szkołę mają też Holendrzy, to wszystko się miesza.

Wyjeżdżał pan z Polski do Niemiec 13 lat temu. Przez ten czas dystans między Bundesligą i polską ekstraklasą się zmniejsza czy zwiększa?

- Różnica jest większa. Po blamażu na mistrzostwach w 1998 lub 2000 r. Niemcy zrobili swój program szkolenia. Zrobili prostą rzecz. W 24-osobowej kadrze musi być 12 Niemców, w tym sześciu wychowanków klubu. Każdy klub 1. Bundesligi musi mieć akademię, dużą liczbę grup młodzieżowych. Widziałem akademię w Hamburgu. Tam się piłkarzy po prostu "produkuje". Ten wysyp talentów w Niemczech to nie jest przypadek.

Marzy się panu sukces w polskiej ekstraklasie, czy mierzy pan wyżej, w pracę w Bundeslidze?

- Marzenia? Każdy ma jakieś. Dla mnie najważniejsza jest teraz Warta. Chcę tu stworzyć dobrą grupę, która będzie walczyła podczas meczów, przynosiła punkty i dawała satysfakcję ludziom na trybunach. Jeśli pójdzie za tym awans do ekstraklasy, to będę się bardzo cieszył.

PS Dwa miesiące po przeprowadzeniu tej rozmowy Artur Płatek nie był już trenerem Warty Poznań. Został zwolniony.

Więcej o: