Kibice Warty Poznań wybrali Mecz Stulecia

Mecz Warty Poznań z Wisłą Kraków, rozegrany 30 listopada 1947 roku, wygrany przez "Zielonych" 5:2 i dający im tytuł mistrzów Polski, został wybrany przez kibiców Warty "Meczem Stulecia".
Plebiscyt na "Mecz Stulecia" zorganizował klub, obchodzący w tym roku właśnie setną rocznicę powstania. Spotkanie z Wisłą w listopadzie 1947 r. oglądało 17 tys. kibiców ściśniętych na nieistniejącym już dziś stadionie przy ul. Rolnej. Bramki dla Warty strzelili wówczas: Henryk Czapczyk (dwie) oraz Bolesław Gendera, Bolesław Smólski i Marian Skrzypniak.

Do dziś żyje jeden piłkarz Warty, który wystąpił w tym pamiętnym meczu. To bramkarz Feliks Krystkowiak, z którym obszerną rozmowę opublikuje w piątek "Gazeta Wyborcza".

Jak Warta zdobyła mistrzostwo Polski w 1947 roku? Jak wyglądał mecz z Wisłą Kraków? Oto poświęcony tamtym wydarzeniom fragment tekstu "Dopóki na Ostrówku z Katedry bije dzwon. Historia piłki nożnej w Warcie Poznań", który ukazał się w Kronice Miasta Poznania 1/2010.

Legendarny mecz z Wisłą Kraków i drugie mistrzostwo Polski dla Warty Poznań

18 marca 1945 r. w wolnym już Poznaniu doszło do spotkania przedwojennych członków Warty. Klub oficjalnie wznowił wówczas swoją działalność. "Już wczesną wiosną piłkarze [.] rozpoczynają treningi na zdewastowanym boisku przy ul. Rolnej. Dzięki życzliwości i pomocy wypróbowanych przyjaciół »Warty « rychło udaje się skompletować niezbędny sprzęt piłkarski i ekwipunek dla zawodników". Pierwsze powojenne mecze zawodnicy Warty rozgrywali na boisku w parku Kasprowicza, na tzw. Arenie , i ubrani na. czerwono, tylko takie bowiem płótno udało się bowiem zdobyć w poniemieckich magazynach.

W 1946 roku zostały rozegrane pierwsze powojenne mistrzostwa Polski. Warta prowadzona przez wybitnego, przedwojennego sportowca Mieczysława Balcera awansowała do finałów. Nie odtworzono jeszcze ligi, więc najlepszą drużynę w kraju wyłoniono systemem pucharowym. Zgłosiło się 16 zespołów - Warta najpierw pokonała PKS Szczecin 10:2, a następnie na wyjeździe Tęczę Kielce 3:1. W ten sposób poznaniacy znaleźli się w czwórce najlepszych drużyn Polski. Po świetnym meczu Warta pokonała w Poznaniu późniejszego mistrza Polski Polonię Warszawa 2:1, a potem zremisowała w stolicy 2:2. Potraciła jednak punkty z ŁKS Łódź oraz AKS Chorzów i w tabeli zajęła drugie miejsce, co oznaczało piąte w historii i jak na razie ostatnie wicemistrzostwo kraju dla "Zielonych".

W następnym roku przygotowywano się już w Polsce do stworzenia ligi, która miała wystartować w 1948 roku. Awans do niej miały wywalczyć czołowe drużyny trzech dziewięciozespołowych grup. Warta wygrała jedną z nich, wyprzedziła m.in. Garbarnię Kraków i ŁKS Łódź. Oprócz kwalifikacji do ligi, zwanej wówczas "klasą państwową", poznaniacy drugi raz z rzędu wywalczyli awans do grupy finałowej mistrzostw kraju, obok Wisły Kraków i AKS Chorzów.

Od lata 1947 roku trenerem "Zielonych" był Węgier Károly Fogl. Ponownie, bowiem prowadził już Wartę w dwóch ostatnich przedwojennych sezonach. Fogl był wcześniej znakomitym piłkarzem, prawym obrońcą Ujpestu Budapeszt, wieloletnim kapitanem tej drużyny. W silnym zespole narodowym Węgier rozegrał 51 spotkań, wystąpił na Igrzyskach Olimpijskich w Paryżu w 1924 roku, m.in. przeciwko Polsce, którą Madziarzy rozbili aż 5:0. Zanim Fogl trafił do Poznania, był trenerem m.in. reprezentacji Bułgarii. W 1939 roku nie udało mu się poprowadzić Warty do mistrzostwa. Zrobił to w drugim powojennym sezonie w Polsce. "Praca słynnego gracza i trenera węgierskiego nie poszła na marne. Z dobrych i przeciętnych indywidualistów zmontował on jedenastkę, której główną cechą jest zdaje się równomierność", informowała prasa sportowa w 1947 roku.

Warta nie była faworytem. Za najlepszy zespół piłkarski w kraju uważano Wisłę Kraków. Dużym zaskoczeniem był więc wynik pierwszego meczu finałów, w którym poznaniacy wygrali w Krakowie 2:0 na oczach 15 tys. kibiców Wisły! "Warta była jako całość drużyną lepszą, bardziej opanowaną nerwowo, toteż odniosła zwycięstwo zasłużone, nie podlegające dyskusji. Poznaniacy mogli zaimponować widowni spokojem, z jakim rozegrali swą pierwszą wielką partię na obcym terenie, [.] schodzących po meczu z boiska Warciarzy oklaskiwano gorąco w uznaniu rzetelnie zapracowanego przez nich zwycięstwa", relacjonował "Przegląd Sportowy".

Mecze Wisły i Warty z chorzowianami nie miały żadnej dramaturgii. AKS przegrał gładko wszystkie cztery - 0:2 i 1:4 z Wartą oraz 1:4 i 0:3 z Wisłą. O mistrzostwie miał zdecydować ostatni mecz między drużynami z Poznania i Krakowa zaplanowany na ostatni dzień listopada. Tym razem gospodarzem była Warta. W przypadku zwycięstwa Wisły obie drużyny miałyby taką samą liczbę punktów i - w myśl ówczesnego regulaminu - tytuł przypadłby drużynie z lepszym bilansem bramek. Szybko obliczono, że Warta może sobie pozwolić nawet na porażkę 0:2. Mecz był wielkim wydarzeniem w mieście. Uczestnik tamtego spotkania, wówczas kapitan Warty, 24-letni student Henryk Czapczyk wspominał po latach: "W kierunku ul. Rolnej mknęły po szynach »zawalone « poznańskie tramwaje, ciągnęły tłumy. Na sąsiadujących ulicach patrole milicji pieszej, konnej i samochodowej regulowały ruch. Na ulicach poustawiano widoczne, potężne megafony do transmisji radiowej. Na mecz zabrakło biletów w kasach i u »koników «. Co sprytniejsi właściciele domów sąsiadujących z boiskiem sprzedawali miejsca na dachach, balkonach i w oknach swoich mieszkań. [.] Dwie godziny przed meczem na widowni siedział już nadkomplet ponad 20 tys. widzów".

Spotkanie rozpoczęło się o godzinie 11.30. Zaledwie pięć minut później z gola cieszyli się krakowianie. "Na widowni konsternacja, która nie udziela się jednak Warcie", relacjonował "Przegląd Sportowy", którego dziennikarz tak opisywał następne, niezwykłe 20 minut w wykonaniu poznańskich piłkarzy: "W 10 min. bomba Smólskiego idzie tuż nad poprzeczką. W 12 min. Rupa nie dostaje piłki. Ma ją za to Czapczyk. Wystawia Genderę i wyrównanie gotowe. Nie umilkły jeszcze oklaski, a już atak Warty, odebrawszy piłkę przeciwnikowi, rwie naprzód. Gendera wypuszcza pięknie Smólskiego - bomba - i Warta prowadzi 2:1. Za chwilę przebój Smólskiego likwiduje w ostatniej chwili Jurowicz, wybijając piłkę nogą. W 15 min. otrzymuje ją Czapczyk od Gendery i myli bramkarza, zmieniając nogę, i efektownym strzałem podnosi wynik na 3:1. Gra jest mimo wszystko żywa i otwarta. W 20 min. wolny z 25 metrów, bije ostro Smólski, piłka odskakuje od Jurowicza - i Skrzypniak zdobywa czwartą bramkę dla swych barw. Wisła jednak nie załamuje się, ale ataki Warty są wciąż groźne. Notujemy jeszcze trzeci róg dla Warty i w 31 min. Czapczyk po pięknym ataku całej linii zdobywa piątą bramkę dalekim strzałem".

Losy mistrzostwa były przesądzone. Wisła w drugiej połowie odpowiedziała tylko jednym golem. Poznaniacy wygrali 5:2 i po 18 latach znów byli najlepszym zespołem w Polsce. Na zakończenie meczu odegrano Mazurka Dąbrowskiego dla nowego mistrza, "potem radosny tłum wpadł na płytę boiska i długo nosił na ramionach uszczęśliwionych i wzruszonych piłkarzy »Zielonych «. Jeszcze późną nocą rozlegał się na ulicach, w tramwajach, kawiarniach i domach hymn klubowy: »Dopóki na Ostrówku z Katedry bije dzwon . « - pisał Henryk Czapczyk. - Przeciętny piłkarski kibic w sezonie ogląda kilkanaście spotkań, taki bardziej zawzięty - nawet kilkadziesiąt. O większości zapomina się już nazajutrz, bywają mecze, o których dyskutuje się kilka dni bądź tygodni. Niezmiernie rzadko zdarzają się mecze piłkarskie, które tworzą legendę, które przechodzą do historii i których nigdy się nie zapomina. Niewątpliwie do tej kategorii zalicza się spotkanie, które rozegrane zostało w Poznaniu 30 listopada 1947 r.".

Piotr Leśniowski