Trener Warty Poznań: Gdy się zazieleni, będziemy grali lepiej

Piłkarze Warty Poznań pokonali 1:0 KS Polkowice po golu Krzysztofa Sobieraja z rzutu karnego. To był słaby mecz, ale jesienią ?Zieloni? nawet takich spotkań wygrywać nie umieli.
POZNAN.SPORT.PL NA FACEBOOKU - POLUB NAS, TEJ!

"Myślę sobie, że ta zima kiedyś musi minąć. Zazieleni się, urośnie kilka drzew" - śpiewał Wojciech Waglewski z zespołem Voo Voo w utworze "Nim stanie się tak".

Nie wiadomo, czy trener Jarosław Araszkiewicz nucił sobie tę piosenkę przy okazji ligowej inauguracji 2012 r. w pierwszej lidze, ale po wygranym spotkaniu Warty Poznań z KS Polkowice powiedział: - Nie jestem zadowolony z gry, ale cieszę się ze zwycięstwa, bo potrzebne nam są punkty, by odskoczyć od dolnej strefy. Przyjdzie moment, gdy boiska się zazielenią, a my będziemy grali lepiej niż dzisiaj.

"Zielonych" na pewno stać na więcej niż to, co pokazali w niedzielnym spotkaniu z kiepskim, zajmującym trzecie miejsce od końca KS Polkowice. Szkoleniowiec Warty przyznał: - Trema była duża, niektórych zawodników nie poznawałem.

Tremę mogli na pewno odczuwać debiutanci w Warcie - Maciej Mysiak, Łukasz Grzeszczyk, Grzegorz Bartczak i Piotr Giel, ale zwłaszcza dwaj pierwsi z wymienionych radzili sobie na boisko całkiem nieźle.

Jedynego gola spotkania zdobył Krzysztof Sobieraj, który co chwilę pokrzykiwał i ustawiał kolegów z drużyny, był trochę jak grający trener. Obrońca w 21. minucie wykorzystał rzut karny po faulu bramkarza Sebastiana Szymańskiego na Tomaszu Magdziarzu. Strzelił po ziemi, w róg bramki, i choć golkiper rzucił się w dobra stronę, to nie był w stanie sięgnąć piłki. - Nieważne, kto strzela gola, ważne, by ktoś strzelił. Wszystkie mecze do końca rundy mogą tak wyglądać, jeśli tylko będziemy wygrywali 1:0. Przed spotkaniem byłem spokojny, bo wiedziałem, że zimą wykonaliśmy ciężką pracę - opowiadał po spotkaniu Krzysztof Sobieraj. Jemu i całej obronie Warty rywale nie sprawiali większych, by nie powiedzieć - żadnych problemów. Naprawdę zagrozili bramce Łukasza Radlińskiego dopiero w ostatniej akcji meczu, ale bramkarz Warty ładnie obronił strzał Piotra Kucharzaka.

Poznaniacy lepiej grali przed przerwą, aktywny był Tomasz Magdziarz, na bramkę strzelali też Tomasz Foszmańczyk i Bartosz Bereszyński. Ten ostatni był też blisko podwyższenia wyniku na 2:0 w ostatniej minucie, ale piłka po jego strzale trafiła w słupek.

- Piłka nożna to dyscyplina, gdzie decydują detale, w tym meczu zadecydował rzut karny. Nie byliśmy zespołem gorszym - stwierdził trener gości Janusz Kudyba, ale jest to teza bardzo dyskusyjna.

Trudno za to nie zgodzić się z konkluzją trenerów, że tak nie powinna wyglądać murawa ligowego boiska. - Dziękuję zespołowi za zaangażowanie i wolę walki. Z Januszem rozmawialiśmy, że takie boisko to kompromitacja, ciężko było się utrzymać na nogach - mówił Jarosław Araszkiewicz.