Warta kibiców widzi podwójnie

Mecze piłkarzy Warty w Poznaniu oglądało jesienią średnio dwa razy mniej kibiców, niż klub podawał. Policzyliśmy to - w niedzielę na spotkaniu z Pogonią Szczecin było nie 4,8 tys. widzów, a ok. 2,5 tys.
Diplopia (podwójne widzenie) - zaburzenie, które objawia się widzeniem podwójnych obrazów obiektów. Bywa objawem działania substancji odurzających, skutkiem ubocznym niektórych leków, jak również różnego rodzaju chorób.

Gdy na początku roku prezes Izabella Łukomska-Pyżalska przejęła Wartę Poznań, klub przeprowadził dużą akcję marketingową "Zielona rewolucja", a na stadion można było wejść za darmo. To sprawiło, że wiosną na mecze Warty chodziło regularnie po kilkanaście tysięcy kibiców. Każda promocja ma jednak swój koniec i od początku tego sezonu za bilety na "Zielonych" trzeba już było zapłacić. Niewiele, maksymalnie 15 zł. Liczba widzów spadła jednak drastycznie.

Na większości pomeczowych konferencji prasowych, klub podawał "oficjalne dane" odnośnie frekwencji na zawodach. I tak, na spotkaniu z Termalicą Nieciecza miało być 4 tys. osób, z Olimpią Grudziądz - 2,2 tys., z Flotą Świnoujście - 3,5 tys., a z Kolejarzem Stróże - 3,8 tys. "Gazeta" i inne media podawała te liczby w swoich relacjach. Frekwencja wydawała się jednak podejrzanie wysoka. W kolejnych spotkaniach postanowiliśmy więc kibiców zwyczajnie policzyć.

Metoda była prosta: ok. 35. minuty spotkania (na tyle późno, by spóźnieni zdążyli dotrzeć na stadion, a na tyle wcześnie, by znudzeni nie zdążyli wyjść) trybuny, na których zasiadała publiczność, były przez nas fotografowane. Po wgraniu zdjęć do komputera, głowa po głowie była liczona (nie uwzględniając osób z obsługi meczów: stewardów, ratowników itd.).

Po meczach z GKS Katowice i Wisłą Płock, klub nie podawał oficjalnej frekwencji (nam wyszło: 984 os., w zaokrągleniu 1 tys. na "Gieksie" oraz 808 os. na Wiśle, zaokrąglamy w górę do 850). Na spotkaniu z Arką Gdynia - pierwszym, za które znów nie trzeba było płacić - oficjalnie było ok. 7 tys. widzów. Nieoficjalnie wiemy jednak, że dane z bramek biletowych wskazały niecałe 3,5 tys. Doliczając do tego członków grup szkolnych i VIP-ów, którzy nie przechodzą przez bramki, liczbę widzów można oszacować maksymalnie na 4 tys.

Dane klubu na temat frekwencji podczas dwóch ostatnich meczów, biegunowo odbiegają od naszych benedyktyńskich obliczeń, a więc i od rzeczywistości.

W 35. minucie rywalizacji Warty z Polonią Bytom na trzeciej trybunie znajdowało się 792 widzów. Nawet jeśli część osób w trybie pilnym musiała udać się do toalety, a VIP-ów w środowy wieczór zjawiła się ponad setka, to trudno sobie wyobrazić, by suma widzów wyniosła więcej niż 1-1,1 tys. Klub podał: mecz oglądało 2,1 tys. osób.

"Podwójny mnożnik" został też zastosowany w przypadku pojedynku z Pogonią Szczecin. Komunikat Warty mówi o aż 4,8 tys. kibiców. Naszemu kalkulatorowi trudno z tym się zgodzić: 2385 osób na III trybunie oraz 165 osób w lożach VIP i pod nimi na I trybunie (liczymy nawet panią prezes) daje sumę 2550 fanów. 4800 nie równa się 2550. Lewa strona równania nie równa się prawej.

"Regulamin rozgrywek piłkarskich o mistrzostwo I-ej ligi na sezon 2011/2012" Polskiego Związku Piłki Nożnej nie mówi nic o podawaniu frekwencji na meczu, Warta w żaden sposób go więc nie łamie. Raczej nie chodzi tu też o próbę wyłudzenia wyższej dotacji od miasta. Choć Poznań przy niedawnym podziale pieniędzy na kluby sportowe uzależnił wysokość przelewu od zainteresowania kibiców, to różnica kilkuset czy nawet trzech tysięcy widzów, w tych rzędach wielkości (1-5 tys.) nie sprawia, że dotacja wzrośnie. Poza tym, urząd na własną rękę weryfikuje frekwencję podawaną przez kluby.

Wszystko wskazuje na to, że Warta po prostu postanowiła upiększyć swój wizerunek, który przez aż tak niską frekwencję mógłby zostać nadwątlony. Na stronie internetowej klubu, w zakładce "Media o Warcie", można się jednak przekonać, że z czasem większość redakcji przestała już wierzyć oficjalnej frekwencji i publikowała własne szacunki.

- Dane o frekwencji podawane na konferencji prasowej, dostawałem od innych pracowników klubu - mówi Hubert Niedzielski, rzecznik prasowy Warty. Jedną z tych osób jest Maciej Chłodnicki, pełnomocnik zarządu Warty Poznań SA. - Frekwencję obliczamy przez dodanie liczby osób, które przechodzą przez bramki, do osób, które za bilety nie płacą, ale znajdują się na listach, które są sprawdzane przy wejściach - mówi Maciej Chłodnicki. - Wie pan, że te oficjalne dane bardzo się różnią od rzeczywistej liczby widzów? - pytamy. - Na jakiej podstawie pan tak twierdzi? - słyszę. - Policzyłem kibiców na kilku meczach ze zdjęć - mówię. - Musiałbym to zweryfikować. Możliwe, że są rozbieżności. W tej chwili nie mogę jednoznacznie powiedzieć, czy ujawnienie dokładnej liczby widzów z bramek biletowych jest możliwe. Sprawdzę to - odpowiada pełnomocnik zarządu Warty.