Trener Jose Bakero - drugi Cruyff, czy może Rasputin?

- Mam wizję, której realizacja wymaga czasu. Dlatego też nie przyszedłem tu na chwilę - mówi trener Kolejorza Jose Bakero. Choć sezon 2010/2011 jest zmarnowany, Hiszpan dostanie szansę w następnym. Przekonał bowiem do siebie właściciela klubu, choć nie jest w stanie przekonać kibiców i dziennikarzy. Czy jego historia bardziej przypomina los Johanna Cruyffa, czy może... Grirogija Rasputina? - pisze Radosław Nawrot w Gazecie Wyborczej



Wszystko wskazuje na to, że decyzja w tej sprawie już zapadła, a jej autorem jest przede wszystkim właściciel Lecha Poznań Jacek Rutkowski. Jako właściciel, ma głos decydujący, a krytyka spadająca na głowę hiszpańskiego szkoleniowca ze strony nie tylko dziennikarzy, ale i kibiców, a nawet współpracowników Jacka Rutkowskiego nic tu nie znaczy.

Nie jest tajemnicą, że pozostali członkowie zarządu Lecha woleliby trenera zmienić. Jacek Rutkowski uważa jednak, że Jose Bakero zasługuje na to, by mógł z zespołem pracować dłużej. W jego rozumieniu budowy zespołu i pracy w piłce nożnej, kilka miesięcy to zbyt mało czasu. A Jose Bakero to przecież człowiek fascynujący, o szerokich koneksjach w świecie piłki. Człowiek, który nie tylko ma przyjacielskie stosunki z Lotharem Matthäusem czy Christo Stoiczkowem, ale potrafi je wykorzystać w pracy.

Nie są tajemnicą spore zasługi i wkład Jose Bakero w pracę skautingu w Kolejorzu, w szukanie nowych graczy. Kto wie, czy wkrótce Hiszpan na tym polu nie będzie mógł się pochwalić większymi osiągnięciami niż w ligowej tabeli.

Jacek Rutkowski od początku nie krył swej fascynacji Jose Bakero, który niczym Grigorij Rasputin u rosyjskiego cara ma wielkie poważanie nie na całym "dworze przy Bułgarskiej", ale w jego kluczowych kręgach. Umiał przekonać do siebie właściciela, zarazić swoją wizją, obyciem w świecie i niewątpliwą pracowitością, bo braku zaangażowania w pracy nawet krytycy Jose Bakero mu nie wypominają.

Przypominają się wypowiedzi Jacka Rutkowskiego jeszcze z jesieni, gdy zatrudnił krytykowanego niemal na wstępie (za brak stylu i koncepcji, a co za tym idzie, za brak wyników) Hiszpana. - Zdecydowałem się wpuścić do Lecha trochę świeżego powietrza. Bakero, mógł obserwować pracę wielkiego trenera, jakim był Johan Cruyff. Był potem asystentem Louisa van Gaala. Pracował też jako asystent Ronalda Koemana w FC Valencii. Naprawdę pracował z wielkimi osobami, od których musiał wyciągnąć wiele dobrych cech. W ogóle ogromna prośba do dziennikarzy i kibiców - dajmy mu szansę. To jest zupełnie nowa myśl, trochę inny świat - mówił wówczas i teraz twardo się tej koncepcji trzyma.

Sprawa jest jasna: Jose Bakero potrzebuje, zdaniem właściciela Lecha, więcej czasu. Fakt, że jest krytykowany i że ten sezon został przez Kolejorza koncertowo zmarnowany, nie ma tu znaczenia.

Jose Bakero używa argumentu, iż nie miał jeszcze szansy pokazania tego, co potrafi. Powtarza, że nie dostał wszystkich potrzebnych graczy, a także sztabu szkoleniowego w kształcie, jaki chciał.

Trener powiada: - W 1988 r. Johann Cruyff już miał być zwolniony z FC Barcelony, bo nie miał sukcesów [Bakero grał w niej wtedy - przyp. red.]. Jeszcze rok później zawsze na konferencjach prasowych odpowiadał na pytania, czy nie boi się zwolnienia. W trzecim roku wreszcie wygrał ligę i Puchar Europy. Z czasem pytania o zwolnienie ustały.

Hiszpan widzi siebie w podobnej sytuacji. Na pytania o kryzys, możliwe zwolnienie, przyczyny kolejnych wpadek, których jest bez liku, odpowiada cierpliwie: "Szanuję te opinie.". Z tyłu głowy ma bowiem w pamięci casus Johanna Cruyffa i poparcie właściciela Lecha Poznań, podobne do zachowania ówczesnej FC Barcelony. Wierzy głęboko w to, że ma spójną i logiczną wizję budowy drużyny.

- Codziennie, gdy przychodzę do pracy, wiem czego chcę i co mam robić. Potrzebuję jednak czasu. Od początku mówiłem, że nie przyszedłem tu na chwilę. Mam wizję, klub ją zna. Zaufajcie mi - powiada.

Jednakże pół roku to za mało, aby zrealizować wizję, ale dostatecznie dużo, by ją choć zarysować. Krytycy Jose Bakero uważają, że nie ma żadnych przesłanek, by mniemać, iż ona istnieje i by Hiszpanowi zaufać. Do dziś nie dał ku temu powodów.

Radosław Nawrot

Lech Poznań chciał Dana Petrescu. Dawał za mało

Trener Bakero na razie zostaje. Lech wierzy w sukces

Lech Poznań wrócił do czasów przed przemianą