Krzysztof Kotorowski: Wreszcie mogę bronić w finale!

Krzysztof Kotorowski zdobył z Lechem Poznań Puchary Polski w 2004 i 2009 roku, ale w obydwu tych przypadkach był tylko rezerwowym bramkarzem. Teraz jest bezdyskusyjnie pierwszym golkiperem Kolejorza i we wtorkowym finale w Bydgoszczy z Legią Warszawa to on stanie między słupkami bramki mistrzów Polski

- Ten mecz urasta do rangi mega ważnego. Nie tak sobie wyobrażaliśmy sytuację w lidze. Zawodzimy i zdajemy sobie z tego sprawę. Nie tak powinien grać mistrz Polski i nie na takim miejscu w tabeli powinien się znajdować. Finał Pucharu Polski to jedno spotkanie i jeśli go wygramy, zrealizujemy cel, jakim jest zakwalifikowanie się do europejskich pucharów. Ważne również jest, że zdobywca Pucharu Polski gra w Lidze Europejskiej dopiero od trzeciej rundy kwalifikacyjnej - powiedział PAP Krzysztof Kotorowski, który będzie miał szansę po raz trzeci zdobyć to trofeum z Lechem. Wcześniej sięgnął po nie
w 2004 i 2009 roku.

- Wtedy byłem tylko rezerwowym. Teraz nadarza się okazja zagrać od pierwszej minuty. Siedem lat temu też graliśmy z Legią, ale to była zupełnie inna historia, bo wówczas finał rozgrywano systemem mecz i rewanż. Wygraliśmy 2:0 w Poznaniu, a w rewanżu, po heroicznym boju, ulegliśmy 0:1. W przypadku jednego meczu finałowego wygląda to zupełnie inaczej, przede wszystkim pod względem taktyki. Nie ma miejsca na jakąkolwiek kalkulację - zaznaczył.

Lech w ostatnich spotkaniach ligowych rozczarowuje. W pięciu meczach rozegranych w kwietniu, zdobył tylko pięć punktów i spadł na dziewiąte miejsce w tabeli. W piątek przegrał w Lubinie z KGHM Zagłębiem 0:1.

- Nie można powiedzieć, że nie jesteśmy w formie. Często jest tak, że kontrolujemy spotkanie przez 60-70 minut. Mecz w Lubinie był podobny do tego z Polonią w Warszawie. Niestety, w obu straciliśmy gola w końcówkach, a mistrz kraju nie może sobie na to pozwolić. Może jednak powinniśmy się czasami zastanowić i spróbować wywalczyć choć jeden punkt. Z drugiej strony, my zawsze gramy o całą pulę i staramy się atakować do ostatniej minuty, bo remisy nas nie zadowalają - tłumaczył.

- Dlatego zdobycie pucharu pozwoliłoby nam na spokojniejszą grę w lidze. Wówczas może zeszłaby z nas presja i przyniosłoby to pozytywny efekt  - dodał Kotorowski.

Jego zdaniem, nie tylko Lech, ale również Legia miała duże aspiracje w tym sezonie. Podopieczni trenera Macieja Skorży wprawdzie wygrali ostatni mecz ligowy z Widzewem Łódź (1:0), ale generalnie rozczarowują, szczególnie w rundzie wiosennej.

- Obie drużyny miały walczyć o mistrzostwo kraju, a grę w europejskich pucharach powinny sobie zapewnić bez większego zająknięcia. Tymczasem w lidze sytuacja jest jaka jest. Po tym spotkaniu jeden zespół będzie się cieszył, drugi z kolei przeżyje ogromne rozczarowanie. My do Bydgoszczy jedziemy po zwycięstwo. Wiadomo, że mecze Lecha z Legią dodatkowo elektryzują, ale my już nie potrzebujemy dodatkowej mobilizacji. Sam fakt, że to finał Pucharu Polski, że obejrzy go duża grupa kibiców, wystarczająco motywuje. I nie ma znaczenia, z kim się gra - przyznał.

Jak zapewnił, jest przygotowany również na okoliczność rzutów karnych, bowiem w finałach PP niejednokrotnie rozstrzygały one o końcowym triumfie. - Mamy ekipę która przygotowuje nam stałe fragmenty wykonywane przez Legię, w tym również rzuty karne. Widziałem, jak strzelają +jedenastki+, szczególnie jeden zawodnik robi to w Legii najczęściej. Nie będę mówił, kto co i jak, ale na każdy wariant będziemy gotowi - podsumował bramkarz poznańskiego klubu.

Finałowy mecz PP Lecha z Legią rozegrany zostanie 3 maja w Bydgoszczy o godz. 18.30.

Lech Poznań oblał w Lubinie test przed finałem

Piotr Reiss: Finał w telewizji. Nie mam biletu