Sport.pl

Córeczka Artjomsa Rudnevsa wygrała nam mecz!

- Artjoms [Rudnevs] po urodzeniu w środę jego córeczki był tak nabuzowany, podniecony, że dało to efekt na boisku. To dziecko podziałało na niego i zarazem na nas. Tak, chyba można powiedzieć, że to córeczka Artjomsa wygrała nam mecz z Legią - śmieje się Ivan Djurdjević, gdy Lech Poznań po golu łotewskiego napastnika pokonał warszawską Legię 1:0.

Artjoms Rudnevs w tygodniu był na Łotwie, przy rodzącej żonie. W środę na świat przyszła jego córeczka, Arina. Młody tata wrócił do Poznania, ale trener Jose Bakero nie zdecydował się wpuścić go na plac od pierwszej minuty. Łotysz zmienił Tomasza Mikołajczaka dopiero w 53. minucie.

- To były bardzo ważne chwile dla niego, jako ojca - mówił po meczu Ivan Djurdjević. - Artjoms jest piłkarzem, którego piłka szuka w polu karnym. Po urodzeniu w środę jego córeczki był tak nabuzowany, podniecony, że dało to efekt na boisku. To dziecko podziałało na niego i zarazem na nas. Tak, chyba można powiedzieć, że to córeczka Artjomsa wygrała nam mecz z Legią - śmieje się.

- Artjoms wszedł do gry niemal bez treningu i strzelił gola, rozstrzygnął mecz. Dlatego piłka nożna jest taka ciekawa, że właściwie nie ma w niej reguł - mówi Serb. - A wielkie momenty rodzą się w trudnych chwilach.

- Nie grało w tym meczu kilku naszych graczy, ale ja nie jestem osobą, która żałowałaby, że kogoś nie ma. Nie ma to nie ma, trudno. Grają ci, którzy są - mówi Ivan Djurdjević. - Pauzujący za kartki Semir Stilić czy Marcin Kikut to gracze dla nas ważni, ale w tym momencie ważniejsi byli ci, którzy mogli wystąpić.

O meczu z Legią serbski piłkarz mówi, że dostarczył wiele adrenaliny. - To rzutowało na grę. Legia pierwsza się opanowała, grała od nas lepiej w pierwszej połowie. W drugiej to my graliśmy coraz lepiej - opowiada. - Ostatecznie wszystko wyglądało na równowagę.

Zdaniem Ivana Djurdjevicia, podczas jesiennego w Warszawie było inaczej. - Tam my byliśmy zdecydowanie lepsi, a Legia wygrała wolą walki i charakterem. Tym razem napięcie było dużo, bo tu walka szła o życie, o dalsze losy każdej z drużyn.

Serb opowiada o swoich licznych starciach z Miroslavem Radoviciem i Chorwatem Ivicą Vrdoljakiem, którą dziennikarze nazwali nawet ''wojenką serbsko-chorwacką''. - Były takie starcia, ale ja muszę Vrdoljaka pochwalić, bo walczy twardo i czasami ostro, ale nie pada na murawę z byle powodu, nie płacze, nie udaje. Radović tak robi, a tego nie lubię. Vrdoljak - nigdy. W tym sensie jest takim przywódcą Legii, więc nic dziwnego, że szybko dostał kartkę - recenzuje bałkańskich kolegów.

Teraz Lech niemal od razu wyjeżdża do Bielska-Białej na mecz Pucharu Polski z Podbeskidziem. - Tak już jest w życiu zawodowego piłkarza, że co chwilę trzeba resetować głowę i myśleć o tym, co przed nami, a nie za nami. Mecz z Podbeskidziem także będzie starciem o wszystko. Kolejny mecz ligowy z Bełchatowem zresztą też. Teraz już właściwie każdy mecz będzie o wszystko... - dochodzi do wniosku Ivan Djurdjević. - Przesunęliśmy się mocno w tabeli. Mamy teraz szansę, którą dają nam przeciwnicy. Nikt nam jakoś nie ucieka, wszyscy na tego Lecha czekają. A przecież dużo jeszcze zostało do wywalczenia. Z Legią zrobiliśmy krok w tę stronę, aby to wywalczyć.

Artjoms Rudnevs: Nie byłem w stanie grać od początku

Wszystko o Lechu Poznań - w naszym specjalnym serwisie

Więcej o: