Sport.pl

Krzysztof Kotorowski: Kontakt był ze sznurówką

- Delikatnie szturchnąłem Manu. Przewrócił się, ale mógł biec dalej. No i cała sytuacja nie była w świetle bramki. Jeśli był jakiś kontakt mojej  rękawicy z rywalem, to chyba tylko z jego sznurówką - mówi bramkarz Lecha Poznań Krzysztof Kotorowski po meczu z Legią Warszawa. Kotorowski swą interwencją powalił wychodzącego na dogodną pozycję Manu. Sędzia odgwizdał faul, ale pokazał mu żółta kartkę.

To bodaj największa kontrowersja meczu Lech Poznań - Legia Warszawa. Sędzia Robert Małek miał wątpliwości, konsultował się przez słuchawkę z asystentem. W końcu podjął decyzję, ale dziwnie kompromisową - bo odgwizdał faul poznańskiego bramkarza, ale pokazał mu jedynie żółtą kartkę.

Tu można obejrzeć tę sytuację

Krzysztof Kotorowski po meczu mówił: - Poczułem muśnięcie, ale chyba tylko o sznurówkę Manu. Upadł, choć moim zdaniem mógł kontynuować bieg. Przeskakiwał już nade mną, więc ten kontakt, o ile był, to naprawdę niewielki.

- Po pokonaniu Legii poczuliśmy wielką ulgę, bo presja była olbrzymia - mówi Krzysztof Kotorowski. - We wcześniejszych meczach brakowało nam szczęścia. Teraz nam dopisało. Spójrzcie w tabelę, jak od razu awansowaliśmy. Wszystko się zmieniło. Jestem więc bardzo szczęśliwy.

Krzysztof Kotorowski jest tym graczem Lecha Poznań, który w systemie rotacji trenera Jose Bakero może być pewnym miejsca w wyjściowym składzie. - To nie do końca tak, bo samo się to znikąd nie bierze. Ja nie przychodzę na treningi i nie palę w kącie albo piję, tylko ciężko pracuję i walczę o to miejsce w każdym tygodniu. Cieszę się, że trener Bakero to widzi i docenia.

- Uważam, że nie zawodziłem ani wtedy, gdy była rywalizacja, ani wtedy gdy ją w końcu wygrałem. U trenera Jacka Zielińskiego preferowany był raczej Jasmin Burić. Ja to rozumiałem, akceptowałem i robiłem swoje. Gdy dostawałem szanse, nie zawiodłem - mówi dalej poznański bramkarz. - Jeśli jednak ktoś pyta mnie, co jest lepsze, to odpowiadam, że obecny układ. Chyba każdy woli mieć jasną sytuację, nie żyć w niepewności. Ja wolę.

Krzysztof Kotorowski w trakcie meczu z Legią Warszawa był długo opatrywany przez lekarzy. - Podkręciłem nogę i to w bardzo dziwnej sytuacji, bo podczas wyrzutu piłki do Bartka Ślusarskiego. Źle postawiłem stopę i zabolało - tłumaczył zaraz po meczu. - Nie wiem, na ile to jest poważne, bo teraz działa adrenalina i nie boli. Okaże się jutro. Mam nadzieję, że to nic strasznego.

- Po zwycięstwie z Legią jesteśmy tak podładowani emocjami, że Puchar Polski z Podbeskidziem moglibyśmy grać już w poniedziałek. Ten mecz z Legią dał nam nie tylko  trzy punkty. Był też psychologicznie bardzo ważny - mówi bramkarz Kolejorza. - Rzuty karne w Bielsku-Białej? Nie, wolałbym nie. Zostawmy je na jakiś ważniejszy mecz, choćby finał...

Trener Legii: Kotorowski powinien dostać czerwoną kartkę

Więcej o: