Sport.pl

Stadion: teraz Lech dyktuje warunki

Gdańsk i Wrocław będą zarabiać na miejskich stadionach. A Poznań? Nie wiadomo, bo ostatni kandydat na operatora nie kwapi się do płacenia za dzierżawę.
Poznań jest nie tylko pierwszym w Polsce miastem, które wybudowało arenę na Euro 2012. To także jedyne miasto bez podpisanej umowy z operatorem stadionu. Warszawa, Gdańsk i Wrocław, w których budowa ciągle trwa, od dawna wiedzą, kto wybudowaną za publiczne pieniądze inwestycją będzie zarządzał. Wiedzą też, ile właściciel stadionu - gmina czy skarb państwa - na nim zarobią.

W Poznaniu jest inaczej. Dopiero w listopadzie ubiegłego roku, dwa miesiące po otwierającym stadion koncercie Stinga, miasto ogłosiło przetarg na operatora. Stanęły do niego dwie firmy - konsorcjum Lecha Poznań i powołanej przez klub spółki Marcelin Management oraz AEG Europe z Londynu (zarządza dwoma stadionami w Europie, a inne części konsorcjum, do którego należy - jednym w Australii i dwoma w USA).

Angielską firmę wykluczono jednak z rywalizacji, o czym napisał wczorajszy "Głos Wielkopolski". Powód? Nie udokumentowała na czas m.in. doświadczenia w zarządzaniu stadionami.

Pewne jest jedno: Poznańskie Ośrodki Sportu i Rekreacji ze stadionem sobie nie radzą. Arena nie jest ubezpieczona, nie ma ochrony, na głowy kibiców spadają czapy śniegu i lodowe sople, a na boisku wciąż trzeba wymieniać trawę. Brakuje i pieniędzy, i pracowników.

Miasto nie chce dłużej dokładać do utrzymania stadionu. To operator ma pilnować trawy i porządku w toaletach. W zamian miałby zarabiać na meczach i koncertach i na wynajmowaniu pomieszczeń pod trybunami. Budując stadion, zaplanowano tam biura, restauracje i kluby fitness. Tyle że dzisiaj większość pomieszczeń to tylko gołe ściany.

Lech, który jest dziś jedynym kandydatem, chce to wykorzystać. Gdy wczoraj okazało się, że z rywalizacji odpadli Anglicy, prawnik Lecha Jacek Masiota oświadczył, że klub nie zamierza płacić za dzierżawę kilku milionów złotych. A właśnie tyle spodziewało się uzyskać od operatora miasto. Lech tłumaczy, że może wziąć na siebie jedynie koszty utrzymania stadionu. I to tylko część, a nie wszystkie. Nie ma nawet zgody co do tego, ile będzie kosztować utrzymanie stadionu. Miasto mówi o 3,5 mln zł rocznie. Lech twierdzi, że znacznie więcej.

- Nikt nie dostanie stadionu za darmo - zapewnia Paweł Świderski z Euro Poznań 2012. Ale przyznaje też to, co jeszcze kilka tygodni temu było nie do pomyślenia: miasto mogłoby umarzać Lechowi opłaty za czynsz, rozliczając poniesione przez niego wydatki.

A Lech już wyliczył, że przygotowanie pomieszczeń pod trybunami tak, by nadawały się do wynajmu, pochłonie 40 mln zł. Masiota twierdzi, że na stadionie dzisiaj nie da się zarobić. W Lechu można nawet usłyszeć, że klub rozważa wycofanie się z przetargu.

Paweł Świderski nazywa to "zajmowaniem stanowiska negocjacyjnego w mediach", jednak to miasto wydaje się dzisiaj postawione pod ścianą.

Tymczasem w Gdańsku od operatora miasto będzie dostawać rocznie 2 mln zł plus 5 proc. zysków z komercjalizacji obiektu. Te pieniądze mają pokryć spłatę kredytów, z których budowany jest stadion.

Wrocław umowę skonstruował inaczej. Za zarządzanie stadionem sam zapłaci amerykańskiej firmie 9 mln zł, ale ta w zamian będzie musiała wypracować ze stadionu 25 mln zł. Zyskiem podzieli się z miastem, które dostanie 85 proc., czyli przynajmniej 21 mln zł. A gdyby Amerykanom nie udało się wypracować takiego zysku, zapłacą miastu kary umowne.

- Jeśli oferta Lecha nie usatysfakcjonuje miasta, przetarg może zostać unieważniony - mówi Paweł Świderski. Ale wtedy przez kolejne miesiące poznański stadion pozostanie na utrzymaniu miasta.