Lech nie przegrał u siebie z Widzewem od 11 lat

6 maja 2000 roku łódzki Widzew po raz ostatni wygrał na Bułgarskiej z Lechem Poznań. Padło zresztą wtedy aż osiem goli, a grający w ... dziewiątkę Widzew wygrał 5:3! Od tej pory jednak ta sztuka w Poznaniu mu się nie udała, a z 29 meczów Lech-Widzew rozgrywanych na poznańskim stadionie, lechici wygrali 10.

29 spotkań w Poznaniu to nie jest zbyt wiele, ale też Widzew Łódź, po debiucie w ekstraklasie w 1948 roku, nie grał w niej aż do lat siedemdziesiątych. Tamten mecz z 1948 roku był zresztą szczególny dla obu klubów, które zostały w ostatniej chwili dokooptowane do powstającej na nowo po wojnie ekstraklasy i rozegrały ze sobą pierwszy mecz. Widzew był pierwszym rywalem Kolejorza w ekstraklasie, ale ten pierwszy mecz odbył się w Łodzi. Widzew wygrał 4:3. W rewanżu, na Dębcu padł remis 1:1.

Rozegrany pół wieku później mecz z 2000 roku to spotkanie, które wielu kibiców Lecha chciałoby zapomnieć. Kolejorz prowadził po golu Jarosława Maćkiewicz, ale później bramki Rafała Pawlaka, Daniela Bogusza i Sławomira Guli doprowadziły do sytuacji, w której Widzew prowadził w Poznaniu już 4:1. Kolejorz rozpoczął pościg. Marek Szemoński i Sławomir Suchomski doprowadzili w 68. minucie do stanu 3:4, ale ostatnie słowo należało do łodzian. Kwadrans przed końcem meczu Sławomir Gula ustalił wynik na 5:3 dla Widzewa, co oznaczało, że zagrożony degradacją Lech Poznań znalazł się właściwie na krawędzi.

Tydzień później, w Łodzi do tego...

To był wielki szok dla Poznania, bo Lech spadł po raz pierwszy od 28 lat, od 1972 roku. Wcześniej wielokrotnie przegrywał z Widzewem u siebie, ale te porażki nie miały wielkich konsekwencji.

W kwietniu 1984 roku doszło do pamiętnego meczu na Bułgarskiej, który miał zdecydować o mistrzostwie kraju. Broniący trofeum Lech Poznań grał z głównym konkurentem, Widzewem Łódź - któremu tytuł ten rok wcześniej odebrał. Mecz ten przeszedł do historii głównie ze względu na frekwencję. Przekroczyła ona 40 tysięcy osób, kibice siedzieli wszędzie - na dachu ówczesnego budynku klubowego, tuż przy liniach autowych. Sędzia zastanawiał się, czy powinien w ogóle ten mecz rozpocząć. Rozpoczął, a Widzew wygrał 1:0 po golu Mirosława Myślińskiego. Wtedy wydawało się, że to rozstrzyga walkę o tytuł. Jeden z głównych konkurentów pokonał drugiego na jego stadionie! Cóż chcieć więcej?! A jednak to Lech, a nie Widzew ostatecznie, dwa miesiące później świętował mistrzostwo.

Rok później, w kwietniu 1985 roku Widzew przyjechał znów na obiekt mistrza Polski, do Poznania i ... zmiótł go 4:0. 4:0 dla Widzewa na Bułgarskiej! To znowu był szok i policzek dla fanów Kolejorza. Hat trickiem popisał się Dariusz Dziekanowski, późniejsza gwiazda Legii Warszawa. Jednego gola zdobył też znów Mirosław Myśliński.

Mistrzem został wtedy Górnik Zabrze, a Lech i Widzew znalazły się w europejskich pucharach.

Widzew nie wygrywał na Bułgarskiej zbyt często, ale jeśli to już robił, to wygrane te głęboko ryły historię obu klubów. Dodajmy jednak także, że łodzianie w Poznaniu również spektakularnie przegrywali. Najwyższą wygraną lechitów i chyba zarazem najbardziej pamiętną jest wynik 6:1 z 9 maja 2007 roku, bowiem wówczas to swego setnego gola w ekstraklasie zdobył Piotr Reiss. W takich oto okolicznościach:

Z tamtej drużyny w zespole Kolejorza grają nadal: Krzysztof Kotorowski, Bartosz Bosacki, Jakub Wilk, Marcin Kikut, Dimitrija Injac i po powrocie Rafał Murawski.

Z tamtego zespołu Widzewa natomiast... nie został nikt.

Radosław Nawrot

Widzew Łódź przyjeżdża bez swego najlepszego strzelca