Austriacy wystawią na Lecha rezerwy?

Przed meczem z Lechem Poznań Austriacy z Red Bull Salzburg zastanawiają się, czy mistrzowie ich kraju zagrają w czwartek drugim czy też trzecim składem. Żałują też, że w ich zespole nie wystąpi... Thierry Henry

Dla obu austriackich ekip, które grają jeszcze w Lidze Europejskiej - tej z Salzburga i Rapidu Wiedeń - to ostatni tydzień w rozgrywkach. Obie już dawno straciły szanse na awans, więc ich pożegnalne występy w pucharach, nie są dla mediów zbyt interesujące. Ruszył sezon narciarski, więc to informacjom z zimowych aren gazety poświęcają najwięcej miejsca. Wiadomością numer jeden jest oczywiście kontuzja skoczka narciarskiego Gregora Schlierenzauera, która wykluczy Austriaka z udziału w prestiżowym Turnieju Czterech Skoczni.

O Lechu Austriacy piszą niewiele. Bardziej interesuje ich, jak do meczu z mistrzami Polski podejdą gracze z Salzburga, którzy w weekend zakończyli rundę jesienną w austriackiej Bundeslidze. Skończyli ją na trzecim miejscu. To lepiej niż można było oczekiwać po bardzo słabym początku sezonu. Po czterech wygranych w pięciu ostatnich meczach Red Bull awansował jednak w tabeli. Na opuszczenie ostatniego miejsca w grupie A Ligi Europejskiej szanse mają jednak niewielkie. Wygląda też na to, że niespecjalnie ich to interesuje. Trener Huub Stevens skarży się, że zauważył wśród piłkarzy rozluźnienie i rezygnację po słabym starcie w LE. Holender przypomina jednak: - Po porażce w Poznaniu żaden piłkarz mojej drużyny nie powinien lekceważyć Lecha. Jako zawodowcy powinni w każdym meczu walczyć o wygraną.

Te słowa nieco dziwią zważywszy na to, że Salzburg może wystąpić przeciwko Lechowi nawet w trzecim składzie (C-Elf). Taką możliwość zakłada dziennikarz gazety ''Oesterreich'' Christian Russegger. Twierdzi bowiem, że Stevens da w czwartek pograć piłkarzom, którzy jesienią nie mieli wielu okazji, by się pokazać. - Głos w dyskusji o tym, w jakim składzie powinien zagrać Salzburg, zabiera nawet świetny przed laty piłkarz Hans Krankl, dziś felietonista. Krankl jest pogodzony z tym, że ekipa z Salzburga nie wystąpi przeciwko Lechowi w najsilniejszym zestawieniu.

Bez względu na to, kto zagra, naszym obowiązkiem jest zaprezentować się najlepiej, jak możemy - mówi bojowo bramkarz zespołu Gerhard Tremmel.

Rangę meczu obniża jeszcze spodziewana niska frekwencja. Stadion, który może pomieścić ponad 30 tys. osób, świeci ostatnio pustkami. Na niedawnym meczu ligowym było zaledwie 5,3 tys. osób. Austriacy liczą, że atmosferę uratują kibice Lecha (liczą na przyjazd 3 tys. fanów z Poznania - w rzeczywistości będzie ich niespełna tysiąc), bo miejscowi raczej tego nie zrobią. Choć karnety na mecze LE wykupiło 10 tys. osób, raczej niewielu wybierze się w czwartek na trybuny. Ma być bardzo zimno - minus 8 st. C.

Zima w Salzburgu króluje bowiem na dobre. Gdy piłkarze Stevensa wyszli na wczorajszy trening, mieli odśnieżone dwa boiska - ze sztuczną i naturalną trawą. Trener wybrał to drugie, ale i ono w kilkanaście minut znów zrobiło się białe, więc w ruch poszły pomarańczowe piłki. Położony w pobliżu Bullen Areny nowoczesny ośrodek piłkarzy z Salzburga robi wrażenie. - Warunki do treningu są jak w najlepszych klubach na świecie - stwierdził Thierry Henry. Słynny Francuz był w Salzburgu jeszcze wczoraj - z promocyjną wizytą, dziś gra bowiem w piłkarskiej drużynie Red Bulla, ale tej z Nowego Jorku. ''Szkoda, że Henry był w Salzburgu tylko turystą'' - zauważa jeden z komentatorów.

Piotr Leśniowski, Salzburg

45 lat bez wygranej w Austrii. Lech wygra?