Kazimierz Deyna w Manchesterze City. Momenty były

Nie ten klub, nie ta liga, zmarnowany czas przez kontuzje i siedzenie na ławce rezerwowych. Tak najczęściej wspomina się pobyt Kazimierza Deyny w Manchesterze City. Rzadko dodaje się, że przez 1,5 roku był ważną postacią MC i strzelał gole najlepszym klubom świata.

Gdyby żył, dwa dni po meczu Manchester City - Lech Poznań w Lidze Europejskiej, ukończyłby 63 lata. Przez wielu jest uznawany za najlepszego polskiego piłkarza w historii, tydzień temu  rozstrzygnięto konkurs na projekt jego pomnika, który stanie w Warszawie przed stadionem Legii. Legendę Kazimierza Deyny tworzą przede wszystkim występy dla reprezentacji Polski i warszawskiego klubu. O jego grze w Manchesterze City tylko się napomyka, jakby z żalem, że tak wspaniały piłkarz mógł wyemigrować dopiero u schyłku kariery, do klubu spoza europejskiego topu. Warto jednak odkurzyć tę zapomnianą kartę historii występów Deyny, nie tylko dlatego, że ''Kolejorza'' właśnie czeka mecz z MC.

''Nie chcą mnie przecież puścić...''

W 1974 roku reprezentacja Polski zajęła trzecie miejsce na mistrzostwach świata, a jej kapitana, Deynę, uznano potem za trzeciego piłkarza Europy - po Franzu Beckenbauerze i Johannie Cruyffie. W normalnej rzeczywistości, polski pomocnik mógłby przebierać w ofertach najznakomitszych klubów świata. I takie propozycje miał, ale w latach 70. władze komunistyczne były bardzo niechętne wobec wyjazdów piłkarzy z kraju.

- Miałem propozycje gry w Realu Madryt, Milanie, Interze, Bayernie, Saint Etienne... Na przejście do Monaco namawiał mnie osobiście książę Rainier. Najdłużej rozważałem propozycję z Realu, bo to było moje dziecięce marzenie - mówił Deyna w wywiadzie dla ''Piłki Nożnej''. - Ale gdzie tam, nie chcą mnie przecież puścić. Pewnie wyjadę, jak już nie będę mógł biegać. A kto mnie wtedy kupi? - dodawał nieoficjalnie, zrezygnowany i podirytowany.
Z zawodników kadry Kazimierza Górskiego jako pierwszy - do FC Nantes - wyjechał Robert Gadocha, ale jego transfer omawiali przedstawiciele władzy na najwyższych szczeblach. Na mundialu w 1978 r. w Argentynie, jedynym Polakiem reprezentującym klub zagraniczny był Włodzimierz Lubański. Fala wyjazdów reprezentantów Polski rozpoczęła się dopiero po tym turnieju, uznanym w Polsce za nieudany. Załapał się i Deyna.

Argentyńskie mistrzostwa zawsze kojarzyć się będą ze zmarnowanym przez kapitana polskiego zespołu rzutem karnym w meczu z gospodarzami imprezy. Klasy ''Kaki'' nie mógł jednak przecież przekreślić jeden nieudany strzał. Miesiąc po turnieju, w sierpniu, do gry w towarzyskim meczu Cosmos Nowy  Jork - Reszta Świata zaprosił go słynny Pele. W spotkaniu udział wzięli też Grzegorz Lato i Zbigniew Boniek, ale to Deyna dostał propozycję dalszych występów w słynnym Cosmosie, u boku Beckenbauera, Cruyffa, czy Carlosa Alberto.

Nie zgodził się. Wiedział bowiem, że trzy tygodnie wcześniej prezydent Manchesteru City, Peter Swales, wystąpił o pozwolenie na pracę w Anglii dla niego. Z kibicami w Polsce Deyna ostatecznie pożegnał się 18 września 1979 roku. W Warszawie pierwszą połowę towarzyskiego meczu zagrał w białej koszulce Legii, a drugą w błękitnej MC. Obydwie koszulki miały na plecach numer 10, obecnie zastrzeżony przez klub z ul. Łazienkowskiej.

100 tys. funtów i sprzęt - tylko dla kogo?

7 listopada 1978 roku Deynę z żoną i synem na lotnisku Ringway przywitali dziennikarze i fani angielskiego klubu. Manchester City zapłacił sto tysięcy funtów oraz zobowiązał się do zagrania z Legią przyjacielskiego pojedynku, a także przekazania kompletu sprzętu. Tu pojawiają się rozbieżności. Polskie źródła twierdzą, że chodziło o sprzęt sportowy firmy Adidas, zresztą jak się później miało okazać, przesłany towary był gorzej niż zły. Anglicy wspominają zaś, że towarem zawartym w umowie były... maszyny do pisania i narzędzia medyczne dla polskiej armii.

Debiut Deyny na Maine Road oglądało 38,5 tys. widzów. Premiera nie wypadła okazale, bo gospodarze z nową gwiazdą w pierwszym składzie przegrali 1:2 z Ipswich Town. Nie zmienia to jednak faktu, że Polak został drugim piłkarzem z Europy Wschodniej, który zagrał w lidze angielskiej. Pierwszym był Jugosłowiani Ivan Golac, który kilka tygodni wcześniej przeszedł z Partizana Belgrad do Southampton.

- Byłem jeszcze graczem rezerw, gdy Deyna przechodził do naszego klubu. Dla mnie, młodego chłopaka, podpatrywanie jego gry, a potem trenowanie i wspólne występy były wielkim przeżyciem - wspomina Alex Williams, były kolega z drużyny. - Wszystko co robił na boisku charakteryzowało się niepowtarzalnym stylem i klasą. Choć wydawało się, że gra wolno, to było tylko złudzenie, bo jego mózg podczas meczu podejmował decyzje błyskawicznie - dodaje.

Borussia, wiosenna lawina goli i wielkie Nottingham

Pierwszego gola dla MC Polak strzelił w pierwszym i jedynym spotkaniu dla tego klubu w europejskich pucharach. 20 marca 1979 r. w ćwierćfinale Pucharu UEFA angielski klub odpadł z późniejszym zwycięzcą rozgrywek, Borussią Moenchengladbach. Deyna, który ten mecz zaczął na ławce rezerwowych, popisał się przepięknym strzałem z woleja.

Gdy miesiąc później menedżer Tony Book w końcu zaczął wystawiać go w pierwszej jedenastce, ten odwdzięczył mu się sześcioma golami w siedmiu ostatnich meczach ligowych. Te bramki mocno przyczyniły się do utrzymania się klubu w angielskiej ekstraklasie. Posady nie utrzymał jednak Book. Zastąpił go Malcolm Allison, którego pamięć po śmierci uczczono przed meczem Lecha w Manchesterze.

Przez pierwsze dwa lata w Anglii Deyna grał średnio w co drugim spotkaniu. W sezonie 1978/79 wystąpił w 17 meczów na 34 możliwe (licząc od momentu transferu), a w 1979/80 - w 24 z 47 gier. W obu sezonach strzelił też po sześć goli w lidze. Najbardziej prestiżową z nich zdobył 13 października 1979 r. Na Maine Road przyjechał Nottingham Forest słynnego menedżera Braina Clougha. To był zespół, który właśnie zdobył, a rok później miał obronić Puchar Europy. ''Kaka'' strzelił jedynego gola meczu i wprawił w ekstazę prawie 42 tys. kibiców MC.

Ostatnią bramkę dla ''The Citizens'' Deyna strzelił w kwietniu 1980, gdy w meczu przeciw Bristol City dobił do pustej bramki piłkę odbitą przez bramkarza. Wtedy już jednak gra w Anglii wyraźnie go nie bawiła.

''Czasami mam już tych głupków dość''

Gdy wiosną 1980 w domu w dzielnicy Wilmslow odwiedził go kolega, a jednocześnie dziennikarz Stefan Szczepłek, ''Kazzy'' (jak nazywali go Anglicy) żalił się na Allisona, który wtedy wciąż prowadził zespół:

- Wiesz, oni nie bardzo wiedzą gdzie powinienem grać. Szukają mi pozycji i nie mogą znaleźć. Ja się z tego śmieję, ale czasami mam już tych głupków dość. Ostatnio wymyślili, że będę środkowym napastnikiem. Widzisz mnie tutaj w tej roli? Zadaniem środkowego na wyspach jest rozpędzenie się w kierunku bramki przeciwnika, na jego polu karnym wyskoczenie w górę i walnięcie łokciem stopera w twarz. Jemu mówią żeby to samo zrobił z tobą. Kiedy dochodzi do starcia, to jakby zderzyły się dwie lokomotywy. To dlatego wielu brytyjskich napastników, obrońców i bramkarzy zostawia sztuczne szczęki w szatni. Ja nie zamierzam tego robić. Wyjeżdżam stąd niedługo, nie wiem tylko gdzie. Mogę jeszcze pograć we Francji lub w Stanach. Zastanowię się - opowiadał.

W sezonie 1980/81 Deyna zagrał zaledwie w dwóch meczach. Następca Allisona, John Bond, nie dał Polakowi ani jednej szansy! Ostatni raz wybiegł na boisko w koszulce MC 11 października 1980 r. przeciw West Bromwich Albion.

W sumie wystąpił w 43 meczach dla angielskiego klubu - 38 w ekstraklasie, dwóch w Pucharze Anglii, dwóch w Pucharze Ligi Angielskiej i jednym w Pucharze UEFA.
Jego kolegami z drużyny byli między innymi reprezentanci Anglii i Szkocji: bramkarz Joe Corrigham, Mike Channon, Peter Barnes, Asa Hartford, Colin Bell, Dennis Tueart czy Phil Boyer.

W styczniu 1981 r. Deyna zamienił Wyspy Brytyjskie na Stany Zjednoczone, a pod koniec lutego podpisał umowę z San Diego Sockers.

''Chciałem grać w lidze angielskiej i grałem''

Uważał, że menedżerowie nie wykorzystują jego potencjału i wiedział, że w lidze hiszpańskiej, włoskiej, czy francuskiej partnerzy lepiej by go rozumieli. Jednocześnie, zawsze bronił swojej decyzji o wyjeździe do Manchesteru.

- Niczego nie żałuję. Chciałem grać w lidze angielskiej i grałem. A że angielscy trenerzy mieli inny pogląd na piłkę niż ja, to już nie moja wina. Teraz Manchester City gra w II lidze, a ja nie narzekam na swój los. Sportowo osiągnąłem w życiu prawie to, co chciałem. Kilka trofeów i zaszczytów było nieosiągalnych, ale mam ze swojej kariery dość satysfakcji - mówił potem podczas gry w USA.

- Mogę powiedzieć, że w City następowały wtedy rozgrywki personalne - twierdził Deyna. - Co się naprawdę stało, nie wiem. Pod koniec jednego sezonu jeszcze grałem, a w następnym już nie. Choć nie byłem tam zbyt długo, uważam pobyt w Manchesterze za udany. Sprawdziłem się jako piłkarz, bo liga angielska jest bardzo wymagająca, a moim zdaniem wręcz najtrudniejsza na świecie - dodawał.

Bartosz Nosal

W tekście wykorzystałem fragmenty książek Stefana Szczepłka ''Deyna'' i ''Moja historia futbolu'' oraz materiały z angielskiego programu meczu Manchester City - Lech Poznań, a także ze strony deyna.info

Statystyki na podstawie mcfcstats.com

13 goli Deyny dla MC:
1) 20.03.1979 (w) Borussia Moenchengladbach 1:3
2) 24.04.1979 (d) Middlesbrough 1:0
3) 4) 1.05.1979 (d) Birmingham City 3:1
5) 5.05.1979 (d) Bristol City 2:0
6) 7) 15.05.1979 (d) Aston Villa 2:3
8) 29.09.1979 (w) Leeds Utd. 2:1
9) 10.10.1979 (d) Middlesbrough 1:0
10) 13.10.1979 (d) Nottingham Forest 1:0
11) 1.12.1979 (d) Wolverhampton 2:3
12) 2.04.1980 (d) Everton 1:1
13) 19.04.1980 (d) Bristol City 3:1

 

Komu do cholery kibicuje Morrissey?